<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958</id><updated>2012-02-16T19:23:59.526+01:00</updated><title type='text'>niedorzeczności</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>116</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-9029833194353084896</id><published>2010-01-03T16:28:00.011+01:00</published><updated>2010-01-03T17:47:52.355+01:00</updated><title type='text'>porażka</title><content type='html'>czy jest na to lepsze słowo? o, na pewno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tak mnie ostatnio naszło... ostatnio znaczy dokładnie w tym momencie. wybaczcie mi tę dziwaczną mieszaninę nieporadnej elokwencji z brutalną szczerością. wiem, już wiem, że to nie idzie zwykle w parze. nieda się. tak jak poprawności politycznej z wolnością słowa, nie idzie łączyć, a w każdym razie ciężko. tak jak, czystość pieniądza z czystością sumienia, często nieda się, itd., itd... czasem ni d r d, a czasem zwyczajnie inaczej jest ...wygodniej. i korzystniej. ale nie o tym ja tu chciałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a o optymizmie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w szczególności zaś o tym niepoprawnym. zwykle łudziłem się tym ostatnim, że to co jawi mi się jako kompletna porażka, jest niczym innym jak tylko kolejnym, przecież że nie groźnym, a nawet więcej, cennym, bo wzbogacającym mnie doświadczeniem, chwilowym brakiem spójności, tarciem dwóch nie stykających się idealnie powierzchni, drobną różnicą dwóch stron powodującą... konflikt. można się oszukiwać. można i czasem nawet lepiej. po co się smucić. czasem nawet i słusznie, niepotrzebnym jest gaszenie optymizmu, bo może a nóż lada chwila sytuacja się odmieni i faktycznie, oto zaistnieje coś, co jeszcze chwilę temu nie miało szans na zaistnienie! wow. ale czy warto? czas zapierdala do przodu. i to jest fakt. z całą swoją brutalnością, nieuchronnością, systematycznością i wszystkimi innymi powstającymi z powodu jego upływu konsekwencjami. i o ile jeszcze niepoprawny optymizm nie niesie z sobą potencjalnych szkód lub są one nieduże, można się go trzymać. ale gdy stawką jest coś więcej... nie ma się co oszukiwać, mydlić sobie oczu. trzeba wtedy nazywać rzeczy po imieniu. łejk ap. czasem trzeba się zwyczajnie przebudzić. chociaż dłuższy, chociaż o odrobinę dłuższy, sen bywa zwykle bardziej kuszący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dzisiaj sobie uzmysłowiłem kolejny raz, że pozostawałem przez dłuższy czas w takim stanie. stanie uśpienia, wątpliwie korzystnej sytuacji, dającej jeszcze bardziej wątpliwą nadzieję , stanie złudnym, zachęcającym do nie-nazywania-rzeczy-po-imieniu, stanie który nazwałbym po prostu niepoprawnym optymizmem. drzemanie ma jednak to do siebie że potrafi się niebezpiecznie przedłużyć i przynieść ze sobą negatywne konsekwencje w przyszłości. a czas zapier... wiadomo że nie do tyłu. więc pora się obudzić. zbyt dużo do stracenia, zbyt wiele szkód możliwych do wyrządzenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-9029833194353084896?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/9029833194353084896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2010/01/porazka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/9029833194353084896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/9029833194353084896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2010/01/porazka.html' title='porażka'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2576857336126622771</id><published>2009-11-06T19:09:00.004+01:00</published><updated>2009-11-06T19:15:39.645+01:00</updated><title type='text'>w TESCO...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SvRnCiwB0EI/AAAAAAAAAFE/atK7mgQHCM4/s1600-h/IMG_7162.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SvRnCiwB0EI/AAAAAAAAAFE/atK7mgQHCM4/s400/IMG_7162.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5401055146509717570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;w tesco zaoszczędzisz!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2576857336126622771?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2576857336126622771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/11/w-tesco.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2576857336126622771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2576857336126622771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/11/w-tesco.html' title='w TESCO...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SvRnCiwB0EI/AAAAAAAAAFE/atK7mgQHCM4/s72-c/IMG_7162.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1338350760689161177</id><published>2009-10-30T11:24:00.003+01:00</published><updated>2009-10-30T12:01:40.651+01:00</updated><title type='text'>KULT owy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Suq-2lofpQI/AAAAAAAAAE8/RU3zvEtHufI/s1600-h/kult_8.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Suq-2lofpQI/AAAAAAAAAE8/RU3zvEtHufI/s400/kult_8.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398336948381132034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;gbur znany i lubiany. zdecydowanie kultowy koncert. zdecydowanie i społecznie - fenomen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1338350760689161177?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1338350760689161177/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/kult-owy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1338350760689161177'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1338350760689161177'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/kult-owy.html' title='KULT owy'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Suq-2lofpQI/AAAAAAAAAE8/RU3zvEtHufI/s72-c/kult_8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3505871999182133839</id><published>2009-10-29T00:40:00.003+01:00</published><updated>2009-10-30T11:12:55.507+01:00</updated><title type='text'>na temat</title><content type='html'>pisanie notek po pijaku to chyba nie jest dobry pomysł. no ale w końcu zaczynam pisać przynajmniej niedorzecznie. czyli na temat...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3505871999182133839?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3505871999182133839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/na-temat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3505871999182133839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3505871999182133839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/na-temat.html' title='na temat'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5888833748340268990</id><published>2009-10-29T00:37:00.002+01:00</published><updated>2009-10-29T00:40:47.552+01:00</updated><title type='text'>istny krach</title><content type='html'>o nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"OGŁOSZENIE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od godzin rannych w czwartek 29 października do godzin popołudniowych w piątek 30 października będą prowadzone w ICM prace modernizacyjne. W tym czasie modele prognoz pogody nie będą liczone, a w dostępie do stron WWW nastąpią kilkugodzinne przerwy. "&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...przeczytałem dziś na chyba najczęściej odwiedzanej przeze mnie stronie www. i co ja teraz zrobię...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5888833748340268990?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5888833748340268990/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/istny-krach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5888833748340268990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5888833748340268990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/istny-krach.html' title='istny krach'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-860904881256167929</id><published>2009-10-27T21:46:00.006+01:00</published><updated>2009-10-27T22:00:51.915+01:00</updated><title type='text'>a to Polska właśnie</title><content type='html'>Słowacja...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SudcnhVJSSI/AAAAAAAAAEs/kE7hFdphHDw/s1600-h/IMG_6669_30%25.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SudcnhVJSSI/AAAAAAAAAEs/kE7hFdphHDw/s400/IMG_6669_30%25.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5397384512458541346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Polska...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sudcy4X87wI/AAAAAAAAAE0/Vapv7k2QDb4/s1600-h/IMG_7138_30%25.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sudcy4X87wI/AAAAAAAAAE0/Vapv7k2QDb4/s400/IMG_7138_30%25.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5397384707622891266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;żeby nie było. nie chcę narzekać. i tak dzieje się coraz lepiej. ale też nie ma tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. czego najlepszym przykładem... niekiedy najbliżsi sąsiedzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-860904881256167929?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/860904881256167929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/to-polska-wasnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/860904881256167929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/860904881256167929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/to-polska-wasnie.html' title='a to Polska właśnie'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SudcnhVJSSI/AAAAAAAAAEs/kE7hFdphHDw/s72-c/IMG_6669_30%25.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8777207992644269121</id><published>2009-10-14T11:25:00.007+02:00</published><updated>2009-10-14T23:50:24.138+02:00</updated><title type='text'>reaktywacja... nie na długo?</title><content type='html'>czy aż tak bardzo się zmieniłem? czy próba przyniosła efekty? czy może założenie, jakie przyświecało zakładaniu tego bloga, było założeniem od początku błędnym? jedno jest pewne. zmęczyłem się tym blogiem jak cholera. nie wiem czy nie więcej niż pożytku, przyniósł mi on... no może nie szkody, ale zwyczajnie stwierdzam, że pożytek ten nie był nigdy - albo rzadko kiedy - proporcjonalny do wysiłku wkładanego w jego tworzenie.&lt;br /&gt;chociaż pisało się faaajnie. ale. nie sama sztuka dla sztuki, nie samo pisanie dla pisania (które notabene dalekie jeszcze zawsze było od Tej, której tu właśnie umniejszyłem... przyrównując do niej swoją pisaninę....). nie to więc miało być tematem przewodnim i celem samym w sobie, nie to.&lt;br /&gt;nie forma, która nieraz to wykorzystywana była przeze mnie do szyfrowania informacji, dzieląc je na te dla wszystkich i te mające być zrozumiałe dla nielicznych. to zresztą, teraz stwierdzam, było dosyć głupie i nie fair. w końcu czytają wszyscy. poza tym, grozi to zrodzeniem się niebezpiecznej tendencji człowieka do tudzież - zamykania się w czterech ścianach i pisania w odosobnieniu, tudzież - wielokrotnego powtarzania się... czego również nie cierpię. ale może czasem tak trzeba... ehh, mniejsza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;decyzja więc. zamknąć bloga? kontynuować w drastycznie odmiennej formie niż ta dotąd? czy może założyć nowy blog, a ten, lepiej jeszcze, skasować?! nie, nie zrobię tego... jako że nie lubię od niczego, co w moim życiu miało miejsce, stanowczo się odcinać i usuwać z pamięci, nie założę ani nowego ani, tym bardziej, tego nie skasuję. przynajmniej nie na razie. może więc będzie kontynuacja. choć raczej na pewno już - w zmienionej formie i przede wszystkim, charakteryzująca się inną treścią. chociaż pomysł na założenie nowego chodzi mi po głowie też, nie powiem że nie...&lt;br /&gt;czas pokaże.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8777207992644269121?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8777207992644269121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/reaktywacja-nie-na-dugo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8777207992644269121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8777207992644269121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/reaktywacja-nie-na-dugo.html' title='reaktywacja... nie na długo?'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5646923312419882640</id><published>2009-10-12T21:34:00.020+02:00</published><updated>2009-10-13T00:27:31.391+02:00</updated><title type='text'>wziął wolne</title><content type='html'>blog nie umarł. tylko jest na urlopie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no jakoś trzeba było zacząć, tak?&lt;br /&gt;choćby nieudolnie, z dupy jakoś.&lt;br /&gt;a powroty po przerwach ponoć są najtrudniejsze.&lt;br /&gt;no nie. bo jednak to samo mówią o początkach-czegoś nowego, o kontynuacjach-czegoś trwającego, o definitywnym kończeniu-czegoś dotychczasowego... nieważne. ludzie różne rzeczy mówią, dużo mówią, a generalnie lubią - jak się nie tłumaczyć, to narzekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ja więc żeby, choćby przez tę chwilę, pobyć innym... więcej mówić i głupio się tłumaczyć nie będę.&lt;br /&gt;wystarczy już i tak, że zostałem ostatnio posądzony o nader częste prowadzenie wewnętrznych monologów, to w dodatku na sposób ...iście uzewnętrzniony. co mi, przyznać muszę, choć nie wiedzieć czemu, nawet trochę dopiekło... mimo iż zdawać sobie z tego sprawę, zdawałem oczywiście nie od dziś, że tak mam lub mogę mieć.&lt;br /&gt;ale może czas przestać tłumaczyć to sobie i innym nabytą (czy też co gorsza wrodzoną?) manierą socjologicznej wnikliwości, charakteryzującą się tak przecież specyficznym spojrzeniem, zawsze koniecznie uwzględniającym pełen wymiar, wraz z wszelką-niemal-możliwą-wieloaspektowością, zjawisk postrzeganych, o nawet tych choć-nie-wiem-jak-najprostszych... i czas stać się bardziej konkretnym i mniej wymownym. w końcu też nie wszystko, lub przynajmniej nie zawsze, musi zostać dostrzeżone i wypowiedziane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tymczasem obiecuję, że już niebawem, niebawem wskrzeszę to, co tu pomarło&lt;br /&gt;oczywiście w miarę mych wrodzonych o jakże ludzkich tylko możliwości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5646923312419882640?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5646923312419882640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/wzia-wolne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5646923312419882640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5646923312419882640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/10/wzia-wolne.html' title='wziął wolne'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6001107594362684531</id><published>2009-07-01T00:37:00.009+02:00</published><updated>2009-07-01T01:04:10.297+02:00</updated><title type='text'>uroczy egzam</title><content type='html'>uroczyście nawet, bo w garniturze, zamierzam pomaszerować jutro na egzamin ze współczesnych teorii socjologicznych. wszak nie ma chyba bardziej socjologicznego przedmiotu na tych studiach niźli ten właśnie. kwintesencja tego wszystkiego, czym socjologia jest obecnie, a w każdym razie fundament wszystkiego tego, czym wg niektórych wielkich jest/być powinna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;mniej uroczyście, bo bez zbytnich celebracji, niestety, przygotowywałem się do tego egzaminu. nie licząc przygotowań do koła, na naukę do egzaminu poświęciłem półtora dnia. z czego te pół, to właściwie nie pół, tylko półtorej godziny, w autobusie. miejmy nadzieję, że to się na mnie nie zemści. przynajmniej nie aż tak bardzo. ale znowuż, czy te wszystkie rozważania, bądź co bądź, jednak wokół tego samego przedmiotu, nie były przypadkiem aby toczone na co dzień, na uczelni, w trakcie zajęć, przynajmniej być-powinny? wydaje mi się, że tak. i liczę na to, że były. jak również na to, że te wszystkie dotychczasowe dyskusje nie przetoczyły się jedynie po mojej głowie w sposób bezszelestny i nie pozostawiający śladu, lecz że odbiły i odbijać się jutro zwłaszcza, na egzaminie, będą - głośnym i znaczącym echem... bo za wiele to dziś nie powtórzyłem. hueh. ale jak to mawiają, noc długa... jeszcze trochę do świtania pozostało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a w sumie, może szacowna doktor szy da jakieś proste pytania. i niepotrzebne nasze wszelkie obawy. ot np przyszło mi takie jedno do głowy... na przykład - podaj ulubioną liczbę alain'a tourian'a. no i co, z pozoru trudne, a kto by nie wiedział? ;P takie trochę półotwarte czy półzamknięte można by zrobić, no i sprawdzało by się szybko... ehh, to może ja już pójdę... doczytać coś o ruchach społecznych i innych takich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w końcu to ostatni egzam. wypadałoby więc zdać, by móc zacząć oblewać. nie odwrotnie. oblać, by ponownie zdawać. kolejność jednak ma zawsze doniosłe znaczenie... ehhh. wyrtwałości, wytrwałości sobie życzę... na teraz. i systematyczności - jak zwykle, ale to już raczej taki mało-śmieszny żart... - na przyszłość :]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;aha, dziś odkryłem w sieci kolejnego demotywatora. jak dla mnie - żal, żal, żal. kreatywność i inwencja twórcza człowieka nie zna chyba jednak granic. a biznes jest biznes. poznaj datę swojej &lt;a href="http://poznajdate.com/smierc.html"&gt;śmierci&lt;/a&gt;. ta zachęta, czy też propozycja, niech zatem będzie tym quasi-pozytywnym, bo jednak humorystycznym, bądź co bądź, jak dla mnie przynajmniej, akcentem na koniec tej notki.&lt;br /&gt;a to ludzie jednak nie są aż tak prezentywistycznie nastwieni do życia... hueh.&lt;br /&gt;tak absurdalnie głupie że aż śmieszne. znacie to uczucie?&lt;br /&gt;link do strony zaklęty w jednym ze słów tworzących ten akapit notki. wykorzystując "trzecią rękę" wyobraźni, odkryj sam/a które to słowo.&lt;br /&gt;omg. no i z edukacji dostałem cztery i pół. to też żal. półtorej godziny nauki do tego egzamu. i semestr nie chodzenia na wykłady. to już mówi samo za siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;chciałbym i nie-chciałbym, żeby jutro miała miejsce podobna sytuacja. tak... bo już wolę poprawkę. to się chyba nazywa honorowe i ambitne podejście do sprawy. prawdziwie honorowe i prawdziwie ambitne. choć może bardziej honorowe aniżeli to drugie. ściąg oczywiście standardowo nie zabieram.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6001107594362684531?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6001107594362684531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/07/uroczy-egzam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6001107594362684531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6001107594362684531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/07/uroczy-egzam.html' title='uroczy egzam'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-7633784555656146722</id><published>2009-06-29T00:04:00.007+02:00</published><updated>2009-06-29T00:40:36.838+02:00</updated><title type='text'>weselicho i nieoczekiwanych zmian c.d.</title><content type='html'>wszystko się zmienia w zawrotnym tempie. to co dziś niemal pewne jutro staje się dawnymi planami. czy zatem wobec tak zmiennych okoliczności warto cokolwiek i kiedykolwiek planować? myślę, że warto. do wszystkiego jednak podchodzę z ustawicznym już dystansem i powątpiewaniem. stąd może życie mnie już przestało negatywnie zaskakiwać, a czasem nawet i udaje się mu zaskoczyć mnie całkiem pozytywnie. tak jak, po części, dziś. po części jednak tylko, po części.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;termin wyprawy stanął pod wielkim znakiem zapytania a uczestnictwo w niej niektórych planowanych dotąd uczestników pod jeszcze większym... lipiec czy sierpień. oto jest pytanie. chciałbym żeby pojechał i wojtas i łukasz. co z tego będzie, czas pokaże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;plany o sponsoringu przez firmę crosso odkładam na daleką przyszłość. hueh. tymczasem, skupiam się na... jak to się zwykło nazywać w kręgach akademickich... a tak, sesji. jest dopiero północ dwadzieścia, mam więc czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jutro egzamin. weselicho jednak bez poprawin. a przynajmniej bez naszego, znaczy mojego i izabelki, w nich udziału. są rzeczy ważniejsze. rzeczy których tak się boimy, że chociaż byśmy się ich nie wiem jak bardzo spodziewali, to gdy nas zastają, zaskakują i tak. mam nadzieję, że będzie dobrze. co by nie było. inne poważne rozmowy odkładam więc na później. bo ważne ważniejszemu nie równe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;znalazłem mieszkanie. teraz poszukuję transportu. wyjątkowo, transportu samochodowego. potrzebuję takowy do przeprowadzki, na przyszłą niedzielę bądź tego dnia okolice. czy jest zatem na sali kierowca? najlepiej jeszcze dysponujący autem. zgłoszenia chętnych prosimy kierować na adres itymożeszzrobićdobryuczynekdlazdyba / łamane przez / nielicznajegowdzięczność / wszakbezinteresownapomoctopodstawawdzisiejszymświecie. dziękuję za uwagę. czytał janusz szydłowski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-7633784555656146722?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/7633784555656146722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/weselicho-i-nieoczekiwanych-zmian-cd.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7633784555656146722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7633784555656146722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/weselicho-i-nieoczekiwanych-zmian-cd.html' title='weselicho i nieoczekiwanych zmian c.d.'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8595174338789039493</id><published>2009-06-27T01:18:00.012+02:00</published><updated>2009-06-27T01:57:13.066+02:00</updated><title type='text'>i hope so ;]</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SkVXS1t1ewI/AAAAAAAAAEk/TZC7I1bMzZk/s1600-h/i+hope+so.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SkVXS1t1ewI/AAAAAAAAAEk/TZC7I1bMzZk/s400/i+hope+so.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351779713368292098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;na to liczę...&lt;br /&gt;i dni już odliczam. ach. kolejna wyprawa tuż tuż&lt;br /&gt;ps znak wg łukasza należy odczytywać: "uwaga zboczeńcy!"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8595174338789039493?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8595174338789039493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/i-hope-so.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8595174338789039493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8595174338789039493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/i-hope-so.html' title='i hope so ;]'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SkVXS1t1ewI/AAAAAAAAAEk/TZC7I1bMzZk/s72-c/i+hope+so.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8020649312012332649</id><published>2009-06-27T01:00:00.004+02:00</published><updated>2009-06-27T01:17:43.662+02:00</updated><title type='text'>negocjacje milczące</title><content type='html'>dziwna akcja dzisiaj na wydziale mnie spotkała. pięć minut doktor pe zamarudził nad moim indeksem nim mi wpisał tróję. dziwne milczenie, którego nie przerywałem sądząc, że czas &lt;zwłoka&gt; gra na moją korzyść. cóż, pewnie każdemu, nawet najbardziej pewnemu swej oceny prowadzącemu, głupio trochę wpisywać pierwszą tróję w indeks/na kartę, pośród dużo lepszych stopni. bo cóż, fakt, do tej pory szło mi naprawdę nieźle. wynik to pewnie tego, że nie ma w indeksie jeszcze ocen z egzaminów (z których zawsze się gorsze stopnie dostaje, przynajmniej ja tak mam). może jednak też i tego, że zawieszając działalność wspinaczkową, rzeczywiście jakoś dziwnie na wszystko zacząłem mieć więcej czasu i chyba bardziej się zacząłem przykładać do studiów, przygotowań do zajęć, czytaj do czytania (tekstów) właśnież. ale nie o tym chciałem. wkurza mnie to, że prowadzący wchodzą niekiedy w dziwne negocjacje dotyczące oceny. fajnie że konsultują, pytają czy ocena zadowala ale są pewne granice. sprawiedliwa ocena ok, ale nie naciągana. dzisiaj pięć minut (chyba nie przesadzam) stałem w milczeniu nim usłyszałem "no nie, to będzie jednak trzy" i otrzymałem wpis. wkurza mnie ta głupia reprodukcja stypendystów. "a co, stypendium pani/panu przepadnie"? tego typu i inne pytania w ogóle przecież padać nie powinny. bezsensowna wyrozumiałość. nagradzanie a nie bezsensowna reprodukcja. ocena to ocena. winna być obiektywna. a stypendium nagrodą być powinno. a nie że w wyniku litości, łaski, czy czego tam jeszcze... nie umiem się prosić, a przynajmniej nie chcę - o coś, na co zapracować powinienem całym semestrem. co durna prośba może zmienić? nie powinna nic. nie tutaj. dlatego nie zatańczyłem, nie zaśpiewałem, po prostu stałem w milczeniu pięć minut, uśmiechawszy się raz po raz. bo co mam być też śmiertelnie poważny, kiedy sytuacja naprawdę zakrawa o groteskę? wziąłem indeks w kieszeń i wyszedłem dumny, że ja nie z tych, co o stypę walczą, co się dla stopni uczą/płaszczą/na rzęsach i kolanach stają, byleby tylko. status quo zatem powinien zostać utrzymany. i dobrze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8020649312012332649?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8020649312012332649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/negocjacje-milczace.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8020649312012332649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8020649312012332649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/negocjacje-milczace.html' title='negocjacje milczące'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3046054048078203565</id><published>2009-06-26T01:07:00.006+02:00</published><updated>2009-06-26T02:31:32.761+02:00</updated><title type='text'>wrocławiaNIN w CIĄGU dalszym</title><content type='html'>żeby się nie powtarzać, ale też coś jeszcze szrajbnąć na ten temat, to powiem * napiszę krótko. koncercik rewelacja. spontan ogromny, ale w sumie wszystko zagrało, jak trzeba. w sumie założenie, trent rozdaje płyty za darmo, to chociaż pójdę i mu zapłacę za koncert, zupełnie niepotrzebne się okazało. bo po koncercie mam ochotę go jeszcze bardziej dosponsorować, czytaj zakupić płytę. a na następny koncert, jeśli jednak takowy się jeszcze nadarzy, pójde mimo to -  a może raczej: tym bardziej. także tego.&lt;br /&gt;[;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w końcu znalazłem mieszkanie. nie wiem tylko jeszcze na jak długo, ale miejmy nadzieję, że na dłużej niż to gwarantowane. w każdym razie, zmuszonym będąc, ale też i ciekawością zmian i nowych doświadczeń powodowany, wyprowadzam się z trzebni. a zmieniam klimaty... znów na całkiem niemalże inne. tym razem, w dodatku, jeśli chodzi o kwestie geolokalizacyjne również. więcej o tym potem może. wielkie jednak uff. od razu człowiek spokojniejszy, gdy ma pewność, że będzie miał gdzie się w lipcu wynieść. no i koniec wreszcie tego żmudnego i jednak kosztownego szukania. bo na telefon to też już ładny ja majątek straciłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;eiger i piękne krawądkowe wyjścia. mimo iż to tylko panel, to i ciąg i piękny kawał wspinu. się postarali. naprawdę jest co robić teraz na eigerze. wracam w deszczu, burzy, na domiar złego bez świateł i bez&lt;br /&gt;muzy. mimo to, żem usatysfakcjonowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a w weekend weselicho. solidne weselicho, bo z poprawinami. rety, ciężko będzie. i bynajmniej nie kaca mam na myśli, choć to może i po części też. ale egzamin z wtsu, ktory już przecież tak blisko, tak niebawem. jutro masa i slajdowisko w wkw, nie wiem co wybiorę. i czy cokolwiek. tak niewiele czasu. a wyprawa... ona też, tuż tuż...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3046054048078203565?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3046054048078203565/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/wrocawianin-w-ciagu-dalszym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3046054048078203565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3046054048078203565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/wrocawianin-w-ciagu-dalszym.html' title='wrocławiaNIN w CIĄGU dalszym'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-272884849327691564</id><published>2009-06-25T13:10:00.011+02:00</published><updated>2009-06-26T02:30:07.323+02:00</updated><title type='text'>yeaahhh! :]</title><content type='html'>&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Q4q4rRu6zMk&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Q4q4rRu6zMk&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;wybornie&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cAOefUbCa_Q&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/cAOefUbCa_Q&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;warto było. zagrali wszystko to, co 'powinni' i jeszcze więcej. dla mnie rewelacja. soczyste brzmienia, non-stop właściwie muzyka, kontakt z publiką-też ok. byłoby jeszcze świetne szoł, gdyby organizatorzy się trochę nie wyłożyli. bo i na nagłośnienie można by (trzeba by?) jeszcze ponarzekać i na telebimy i aranżację przestrzeni, względy akustyczne, czy przynajmniej te wizualne właśnie, których brakło. ale po co. i tak było wybornie. NIN pierwszy raz w Polsce i to w wielkim stylu. chociaż echoplex, "the remix", zapamiętam chyba na długo ;D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4rqYTnM5BYo&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/4rqYTnM5BYo&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ten ostatni obraz może niezbyt dobra jakość, ale w końcu dźwięk, nie obraz tak się tu liczy. dobra, dźwięk też kaszana, ale. liczy się klimat i chęci... reżysersko-realizatorskie. zresztą, przekaz bardziej w treści niż w formie, tu akurat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-272884849327691564?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/272884849327691564/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/yeaahhh_2683.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/272884849327691564'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/272884849327691564'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/yeaahhh_2683.html' title='yeaahhh! :]'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3198751376572067977</id><published>2009-06-23T12:42:00.005+02:00</published><updated>2009-06-23T12:54:12.475+02:00</updated><title type='text'>dwa egzamy... i dwie zmiany...</title><content type='html'>nieoczekiwane zmiany planów dwie...  pierwsza. całkiem poważna i niespodziewana zmiana terminu wyprawy rowerowej. pojedziemy w lipcu. druga. jadę jednak na koncert nin...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, odebrałem wreszcie swoje słuchawki z naprawy, dokupiłem uszkodzony kabelek... tym samym, udźwiękawiam się ponownie, jak należy. bez słuchawek dwa miechy, bez głośników z miesiąc. dziwnie wszystko się splata i zaczyna tętnić... muzyką...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dokładny termin wyprawy, jeśli zostanie tak, jak na to wszystko wskazuje, że ma pozostać, to 18 lipca-wyjazd. powrót... kto wie. prawdopodobnie coś koło 2-go.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a jednak NIN. i to całkiem niebawem... wypłatę odbiorę jeszcze dziś albo jutro. w każdym razie, jadę. grunt to podjąć decyzję pozbawioną niezdecydowania!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3198751376572067977?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3198751376572067977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/dwa-egzamy-i-dwie-zmiany.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3198751376572067977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3198751376572067977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/dwa-egzamy-i-dwie-zmiany.html' title='dwa egzamy... i dwie zmiany...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-937913252912912977</id><published>2009-06-19T19:20:00.001+02:00</published><updated>2009-06-19T19:22:42.756+02:00</updated><title type='text'>fotorelacyji ciąg dalszy</title><content type='html'>obietnicy własnej i sobie danej - dotrzymuję. uff. to chociaż w tym względzie mogę powiedzieć, mam czyste sumienie... fotorelacyji z pamiętnego święta wrocławskiego rowerzysty ciąg dalszy.&lt;br /&gt;;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-937913252912912977?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/937913252912912977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/fotorelacyji-ciag-dalszy_19.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/937913252912912977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/937913252912912977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/fotorelacyji-ciag-dalszy_19.html' title='fotorelacyji ciąg dalszy'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2549895276471226863</id><published>2009-06-19T19:18:00.011+02:00</published><updated>2009-06-21T11:48:37.717+02:00</updated><title type='text'>a rower przesłonił tramwaj wszelki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvIpP9ohII/AAAAAAAAAEc/sxT3TuttZTg/s1600-h/1+tego+dnia+rower+przes%C5%82oni%C5%82+tramwaj+wszelki.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvIpP9ohII/AAAAAAAAAEc/sxT3TuttZTg/s400/1+tego+dnia+rower+przes%C5%82oni%C5%82+tramwaj+wszelki.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5349089593417827458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;i temu też nie da się zaprzeczyć. co widać ewidentnie na załączonym obrazku ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2549895276471226863?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2549895276471226863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/tego-dnia-rower-przesoni-tramwaj.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2549895276471226863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2549895276471226863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/tego-dnia-rower-przesoni-tramwaj.html' title='a rower przesłonił tramwaj wszelki'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvIpP9ohII/AAAAAAAAAEc/sxT3TuttZTg/s72-c/1+tego+dnia+rower+przes%C5%82oni%C5%82+tramwaj+wszelki.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3332666026991302478</id><published>2009-06-19T19:18:00.010+02:00</published><updated>2009-06-21T11:48:03.351+02:00</updated><title type='text'>w blasku fleszy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvIbmvGZXI/AAAAAAAAAEU/iYcT9G2oxRA/s1600-h/2+stan%C4%85%C5%82+w+blasku+fleszy+-+te%C5%BC.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvIbmvGZXI/AAAAAAAAAEU/iYcT9G2oxRA/s400/2+stan%C4%85%C5%82+w+blasku+fleszy+-+te%C5%BC.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5349089359012717938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3332666026991302478?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3332666026991302478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/w-blasku-fleszy-stana-tez.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3332666026991302478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3332666026991302478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/w-blasku-fleszy-stana-tez.html' title='w blasku fleszy'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvIbmvGZXI/AAAAAAAAAEU/iYcT9G2oxRA/s72-c/2+stan%C4%85%C5%82+w+blasku+fleszy+-+te%C5%BC.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8653153043807460703</id><published>2009-06-19T19:15:00.001+02:00</published><updated>2009-06-19T19:18:03.949+02:00</updated><title type='text'>moc</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvHzHc4VfI/AAAAAAAAAEM/hBN6tnPk8ZA/s1600-h/3+moc...+...by%C5%82a+tego+dnia+z+nami.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvHzHc4VfI/AAAAAAAAAEM/hBN6tnPk8ZA/s400/3+moc...+...by%C5%82a+tego+dnia+z+nami.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5349088663420032498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;była tego dnia z nami. nie da się temu zaprzeczyć ;]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8653153043807460703?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8653153043807460703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/moc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8653153043807460703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8653153043807460703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/moc.html' title='moc'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvHzHc4VfI/AAAAAAAAAEM/hBN6tnPk8ZA/s72-c/3+moc...+...by%C5%82a+tego+dnia+z+nami.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-7651213289083564933</id><published>2009-06-19T19:14:00.001+02:00</published><updated>2009-06-19T19:15:25.954+02:00</updated><title type='text'>pokaz</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvHoK3NrcI/AAAAAAAAAEE/xwwnDTFDeL4/s1600-h/4+pokaz.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvHoK3NrcI/AAAAAAAAAEE/xwwnDTFDeL4/s400/4+pokaz.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5349088475357228482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-7651213289083564933?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/7651213289083564933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/pokaz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7651213289083564933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7651213289083564933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/pokaz.html' title='pokaz'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvHoK3NrcI/AAAAAAAAAEE/xwwnDTFDeL4/s72-c/4+pokaz.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6055182180476256983</id><published>2009-06-19T18:51:00.002+02:00</published><updated>2009-06-19T19:06:51.394+02:00</updated><title type='text'>całkiem efektowny kicz...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvCs_uSEsI/AAAAAAAAAD8/TXzxAvheMh8/s1600-h/5+cakiem+efektowny+kicz.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvCs_uSEsI/AAAAAAAAAD8/TXzxAvheMh8/s400/5+cakiem+efektowny+kicz.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5349083060708184770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;tak krótko podsumowała pokaz wrocławskiej fontanny multimedialnej jedna moja znajoma. ja bym jednak powiedział więcej. i po socjologicznemu. bardzo efektowny przekaz multimedialny wykorzystujący multisensoryczność odbiorcy. czasem przybierający formę wręcz natarczywego, skomasowanego ataku, innym razem bawiącego pojedynczymi, drobnymi wrażeniami rozczulającymi w ten sposób człowieka i zmysł jego wszelki.&lt;br /&gt;w sumie, jednym podobać będzie się jedno, innym drugie. stąd, akurat celowo ułożony repertuar, zakładający różnorodność odbiorców i ich oczekiwań, sprawia że każdemu może się coś w pokazie nie spodobać, każdemu jednak też coś z pewnością spodobać się spodoba.&lt;br /&gt;ogólnie. ciekawa rozrywka, angażująca na raz kilka zmysłów, można się też raz i dwa nawet zachwycić, reagując spontanicznym och tudzież ach. więc generalnie, polecam!&lt;br /&gt;/ps/ dziś wchodzi też nowy repertuar. pokaz, standardowo już chyba, o 22. zamierzam się wybrać.&lt;br /&gt;aa, i żeby nie było. też pozwolę sobie przyspamować, przy tej okazji, wszak ostatnio 'debiutowałem' na jutubie. i właśnie przy tej okazji. a zatem: &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=pwahUWEjE0o"&gt;link pierwszy&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=HTnY_Q2TqBY&amp;amp;feature=channel"&gt;link drugi&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6055182180476256983?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6055182180476256983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/cakiem-efektowny-kicz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6055182180476256983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6055182180476256983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/cakiem-efektowny-kicz.html' title='całkiem efektowny kicz...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjvCs_uSEsI/AAAAAAAAAD8/TXzxAvheMh8/s72-c/5+cakiem+efektowny+kicz.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4991473330108489989</id><published>2009-06-18T21:25:00.007+02:00</published><updated>2009-06-18T21:56:57.396+02:00</updated><title type='text'>jupijajej joł madafaka</title><content type='html'>teraz to już prawdziwy ze mnie kozak. nie dość, że na szosie nie będę miał już sobie równych, bo to pewne, jeszcze jak!, he heee... to jeszcze w dodatku, zakozaczyłem w inny sposób. około godziny 18 tej odebrałem paczkę. buty dmt rock + pedały spd pd-m520. tak jak sobie upatrzyłem i wymarzyłem. nic że jutro piszę koło z wtsu, nic że jestem dopiero na blumerze, a touraine, bourdieu i garfinkel jeszcze przede mną, to wszystko to nic. jest godzina 21.30 a ja dopiero skończyłem instalację i regulację bloków, montaż/demontaż pedałów. wts leży. a ja, nadal jaram się jak dziecko. i powstrzymuje żeby zaraz nie zrobić rundki dookoła wrocławia/dzielni/kamienicy przynajmniej. zobaczymy czy my się to powstrzymywanie uda. może jednak to wts silniej o sobie przypomni. swoją drogą, klucz 15tkę musze wyje...wymienić. koooooniecznie(!). zapamiętaj, rafale, nim znów zaczniesz rzucać kurwami. tak, tak, ja też czasem lubię sobie poprzeklinać. z tej okazji, wrzucę może też parę fot, z rowerem w kompozycji. albo nie. bo znów zejdzie kolejne pół, kolejna cała h... a zegar tyka. zrobię to jutro, obiecuję. no dobra, najpóźniej pojutrze.&lt;br /&gt;:]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4991473330108489989?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4991473330108489989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/jupijajej-jo-madafaka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4991473330108489989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4991473330108489989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/jupijajej-jo-madafaka.html' title='jupijajej joł madafaka'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-117776205739915769</id><published>2009-06-17T02:03:00.003+02:00</published><updated>2009-06-18T00:34:57.672+02:00</updated><title type='text'>fotorelacja</title><content type='html'>dla mniej cierpliwych odbiorców moich przekazów, trochę obrazków. fotorelacja z Wrocławskiego Święta Rowerzysty. być może kogoś zainteresuje. pełniejsza relacja tu: &lt;a href="http://rowery.eko.org.pl/index_aktualnosci.php5?dzial=7&amp;amp;kat=13&amp;amp;art=897"&gt;rowery.eko.org.pl&lt;/a&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://rowery.eko.org.pl/index_aktualnosci.php5?dzial=7&amp;amp;kat=13&amp;amp;art=897"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-117776205739915769?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/117776205739915769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/fotorelacja_17.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/117776205739915769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/117776205739915769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/fotorelacja_17.html' title='fotorelacja'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6108633192303242403</id><published>2009-06-17T02:02:00.002+02:00</published><updated>2009-06-17T02:02:39.222+02:00</updated><title type='text'>rowerzystom zawsze pod górkę...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgymH8V2mI/AAAAAAAAAD0/tqJhkXDhJKA/s1600-h/1IMG_5394zm.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 289px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgymH8V2mI/AAAAAAAAAD0/tqJhkXDhJKA/s400/1IMG_5394zm.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348080188051020386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6108633192303242403?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6108633192303242403/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/rowerzystom-zawsze-pod-gorke.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6108633192303242403'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6108633192303242403'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/rowerzystom-zawsze-pod-gorke.html' title='rowerzystom zawsze pod górkę...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgymH8V2mI/AAAAAAAAAD0/tqJhkXDhJKA/s72-c/1IMG_5394zm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4878051896511118126</id><published>2009-06-17T02:00:00.007+02:00</published><updated>2009-06-18T00:30:43.829+02:00</updated><title type='text'>zielone światło dla rowerzystów...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgyL06KiII/AAAAAAAAADs/HVyLSUdp23U/s1600-h/2+tego+dnia+by%C5%82o+inaczej.+zielone+%C5%9Bwiat%C5%82o+dla+rowerzyst%C3%B3w...+szkoda+%C5%BCe+ten+dzie%C5%84+to+nie+codzienno%C5%9B%C4%87..JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgyL06KiII/AAAAAAAAADs/HVyLSUdp23U/s400/2+tego+dnia+by%C5%82o+inaczej.+zielone+%C5%9Bwiat%C5%82o+dla+rowerzyst%C3%B3w...+szkoda+%C5%BCe+ten+dzie%C5%84+to+nie+codzienno%C5%9B%C4%87..JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348079736265017474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...tego dnia było trochę inaczej. szkoda tylko że taki dzień to nie co-dzien-ność&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4878051896511118126?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4878051896511118126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/tego-dnia-byo-inaczej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4878051896511118126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4878051896511118126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/tego-dnia-byo-inaczej.html' title='zielone światło dla rowerzystów...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgyL06KiII/AAAAAAAAADs/HVyLSUdp23U/s72-c/2+tego+dnia+by%C5%82o+inaczej.+zielone+%C5%9Bwiat%C5%82o+dla+rowerzyst%C3%B3w...+szkoda+%C5%BCe+ten+dzie%C5%84+to+nie+codzienno%C5%9B%C4%87..JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2185844441477893374</id><published>2009-06-17T01:58:00.004+02:00</published><updated>2009-06-18T00:31:04.148+02:00</updated><title type='text'>pojechali...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgxx4VW6UI/AAAAAAAAADk/mgf5ozwzE-4/s1600-h/3+pojechali...+i+du%C5%BCy+i+ma%C5%82y..JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgxx4VW6UI/AAAAAAAAADk/mgf5ozwzE-4/s400/3+pojechali...+i+du%C5%BCy+i+ma%C5%82y..JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348079290507782466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...i duży i mały&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2185844441477893374?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2185844441477893374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/pojechali-i-duzy-i-may.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2185844441477893374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2185844441477893374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/pojechali-i-duzy-i-may.html' title='pojechali...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgxx4VW6UI/AAAAAAAAADk/mgf5ozwzE-4/s72-c/3+pojechali...+i+du%C5%BCy+i+ma%C5%82y..JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4215288560924094408</id><published>2009-06-17T01:57:00.000+02:00</published><updated>2009-06-17T01:58:27.311+02:00</updated><title type='text'>jak na każdej szanującej się imprezie...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgxgCICViI/AAAAAAAAADc/5pyBeG5auPg/s1600-h/4+jak+na+ka%C5%BCdej+szanuj%C4%85cej+si%C4%99+imprezie,+nie+zabrak%C5%82o+paru+celebrities.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgxgCICViI/AAAAAAAAADc/5pyBeG5auPg/s400/4+jak+na+ka%C5%BCdej+szanuj%C4%85cej+si%C4%99+imprezie,+nie+zabrak%C5%82o+paru+celebrities.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348078983898617378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...tak i tu, nie zabrakło paru celebrities...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4215288560924094408?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4215288560924094408/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/jak-na-kazdej-szanujacej-sie-imprezie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4215288560924094408'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4215288560924094408'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/jak-na-kazdej-szanujacej-sie-imprezie.html' title='jak na każdej szanującej się imprezie...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgxgCICViI/AAAAAAAAADc/5pyBeG5auPg/s72-c/4+jak+na+ka%C5%BCdej+szanuj%C4%85cej+si%C4%99+imprezie,+nie+zabrak%C5%82o+paru+celebrities.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5247502912049059254</id><published>2009-06-17T01:54:00.003+02:00</published><updated>2009-06-17T02:05:19.039+02:00</updated><title type='text'>w końcu żydowska, niemiecka, czy jaka...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgw7gJencI/AAAAAAAAADU/CKKuazH-RH8/s1600-h/5+w+ko%C5%84cu+%C5%BCydowska,+niemiecka,+czy+jaka...+i+czy+to+ona+wys%C5%82a%C5%82a+tego+folksdojcza+na+przeszpiegi.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgw7gJencI/AAAAAAAAADU/CKKuazH-RH8/s400/5+w+ko%C5%84cu+%C5%BCydowska,+niemiecka,+czy+jaka...+i+czy+to+ona+wys%C5%82a%C5%82a+tego+folksdojcza+na+przeszpiegi.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348078356302568898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...człowiek się już gubi. a ci folksdojcze dodatkowo jeszcze motają. no nie ma rady, nie ma rady!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5247502912049059254?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5247502912049059254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/w-koncu-zydowska-niemiecka-czy-jaka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5247502912049059254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5247502912049059254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/w-koncu-zydowska-niemiecka-czy-jaka.html' title='w końcu żydowska, niemiecka, czy jaka...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgw7gJencI/AAAAAAAAADU/CKKuazH-RH8/s72-c/5+w+ko%C5%84cu+%C5%BCydowska,+niemiecka,+czy+jaka...+i+czy+to+ona+wys%C5%82a%C5%82a+tego+folksdojcza+na+przeszpiegi.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2919595313669523291</id><published>2009-06-17T01:53:00.001+02:00</published><updated>2009-06-17T01:54:38.194+02:00</updated><title type='text'>inaczej nie znaczy gorzej...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgwqfP2hDI/AAAAAAAAADM/lC3BfKhtorg/s1600-h/6+inaczej+nie+znaczy+gorzej.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgwqfP2hDI/AAAAAAAAADM/lC3BfKhtorg/s400/6+inaczej+nie+znaczy+gorzej.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348078064003089458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...bo czasem nawet lepiej i szybciej&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2919595313669523291?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2919595313669523291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/inaczej-nie-znaczy-gorzej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2919595313669523291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2919595313669523291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/inaczej-nie-znaczy-gorzej.html' title='inaczej nie znaczy gorzej...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SjgwqfP2hDI/AAAAAAAAADM/lC3BfKhtorg/s72-c/6+inaczej+nie+znaczy+gorzej.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4831496967873080912</id><published>2009-06-17T01:25:00.003+02:00</published><updated>2009-06-21T17:31:36.630+02:00</updated><title type='text'>najbardziej miarodajny wskaźnik...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgung-ZMVI/AAAAAAAAADE/MYi01VBCOTY/s1600-h/7+najbardziej+miarodajny+wska%C5%BAnik+poczucia+bezpiecze%C5%84stwa+i+ochrony+d%C3%B3br+osobistych+-+to+tam+by%C5%82a+najd%C5%82u%C5%BCsza+kolejka,+do+znakowania....JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgung-ZMVI/AAAAAAAAADE/MYi01VBCOTY/s400/7+najbardziej+miarodajny+wska%C5%BAnik+poczucia+bezpiecze%C5%84stwa+i+ochrony+d%C3%B3br+osobistych+-+to+tam+by%C5%82a+najd%C5%82u%C5%BCsza+kolejka,+do+znakowania....JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348075813903872338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...poczucia bezpieczeństwa o własne dobra, nie zawsze-luksusowe. bo do takich rower już dawno przestał należeć. mimo to, dobrze jest go oznakować, w nie niknącej nadziei... tak, to tu utrzymywała się zdecydowanie najdłuższa kolejka. aż do samego końca imprezy i jeszcze o trochę za długo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4831496967873080912?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4831496967873080912/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/najbardziej-miarodajny-wskaznik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4831496967873080912'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4831496967873080912'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/najbardziej-miarodajny-wskaznik.html' title='najbardziej miarodajny wskaźnik...'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sjgung-ZMVI/AAAAAAAAADE/MYi01VBCOTY/s72-c/7+najbardziej+miarodajny+wska%C5%BAnik+poczucia+bezpiecze%C5%84stwa+i+ochrony+d%C3%B3br+osobistych+-+to+tam+by%C5%82a+najd%C5%82u%C5%BCsza+kolejka,+do+znakowania....JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5186371539193409045</id><published>2009-06-16T22:55:00.007+02:00</published><updated>2009-06-17T00:57:49.538+02:00</updated><title type='text'>wkręty wykręty, dylemaciska</title><content type='html'>kiedyś na fotologu zamieszczałem posty, które miały służyć głównie/jedynie podtrzymaniu floga przy życiu (uniknięciu skasowania go przez szeroko-czyli:nie-bardzo rozumiane przeze mnie struktury administracyjne zarządzające miejscem na swoich serwerach). tu mi chyba utrata konta nie grozi. a nawet jeśli... to nie chciałbym pisać &gt;tylko dlatego&lt;. choć żal by też było, gdyby to wszystko zniknęło nagle, sobie, ot tak. jako że historii wymazywać, uważam, nigdy się nie powinno, ani też wpływać na jej kształt, ubarwiać, przejaskrawiać, przemilczać czy jakkolwiek zamazywać. jaka by ona nie była. śmieszna, głupia, dziecinna, zła, naiwna, bezsensowna, czy durna wręcz. to po prostu nasz życiorys. niepowtarzalny, cenny, znaczący. tak istotne przecież Wczoraj dla naszego, może bardziej aktualnego, Dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a jakie jest moje aktualne dziś? pogmatwane, zabiegane, zróżnicowane i humorystyczne, jak zawsze. sesja zbliża się wielkimi krokami. zaliczenia powoli do przodu. z seminarką tylko trochę dymu. podsumowanie i dobry komentarz dla tych trzech lat studiów? chyba tak, sfital, chyba masz rację. prawdopodobnie bardzo błyskotliwa i słuszna uwaga. ja nie tracę jednak dobrego samopoczucia. dobrze? źle? raczej dobrze. z tymże nie na pewno. są inne, ważniejsze... w życiu, żyyyciu... itakdalej. ale czy na pewno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ostatnio sobie też myślę... że przydałby mi się odwyk. naprawdę... tak mi się wydaje. odwyk od wspinania już miałem. to kontuzja, która mnie zablokowała na dwa okrągłe miechy i ból w palcu, całe szczęście-być może, do dziś zresztą, wyraźnie odczuwalny, który powstrzymywał przed powrotem do regularnych treningów. teraz przydałby się pewnie odwyk od roweru. bo za wiele tego już chyba, momentami.&lt;br /&gt;fakt, realizuje marzenia, planuję robić to, co lubię robić najbardziej, no i robię w końcu to, robię... to wszystko, owszem, brzmi zacnie. ale gdy się miewa wątpliwości co do wagi priorytetów, jakie w życiu się obiera, to nie jest za fajnie. a u mnie wciąż na szalach ważą się: rower, wspinaczka, socjologia. a kolejność, z jaką rzeczy te wymieniam tu, akurat nie całkiem przypadkowa, bo chronologiczna (jakoś trzeba sobie rzeczywistość otaczającą porządkować;)), nic jednak poza tym. wciąż przeżywam olbrzymie dylematy. na rower czy w skały. do ksera czy do topo. na zajęcia czy w sokoły. pociągiem czy rowerem. no dobra, z tym ostatnim to już trochę żart. ale też nie do końca. stąd, tym łatwiejsza wszelka post-racjonalizacja... bo 'przecież są inne ważniejsze rzeczy w życiu'... mogę je traktować zamiennie i nie odczuwać żadnego specjalnie silnego żalu, gdy jedno nie wypali - za bardzo, do końca, czy w ogóle. ehh. coś jak rotacyjny system rekompensacyjny. ale może to co innego... może to właśnie to, co nazywamy szerokim spojrzeniem na sprawę/sprawy wszelakie. i dystans, jakiego nabieramy z czasem, gdy przestajemy się chorobliwie skupiać na jednej tylko rzeczy. eh. ciężko orzec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;enyłej, aktualnie nie mogę się doczekać na dmt-y rock-i, jakie w paczce powinny już chyba do mnie zmierzać. jak i pięknej chwili, kiedy dostanę wreszcie wypłatę i pognam do rowerowego bo swoje wymarzone już schwalbe marathon-y cross-y. hueheheh. taak... przydługa rozkminka zaowocowała w końcu konkretnymi decyzjami. chociaż może nie tyle nawet przydługa tym razem, co w mało odpowiednim momencie pojawiająca się. ale co poradzić. tak to właśnie u mnie - bywa.&lt;br /&gt;a wyprawa na Krym coraz bliżej. koncepcja uległa jednak znacząco zmianie, bo nie wiem czy wspominałem. nie ujrzę Mołdawii, nie zjadę wzdłuż i wszerz Ukrainy, jednak. ale za to krym. krym krym krym. cel główny, w składzie - jak się z ostatnich więcborskich njusów okazuje - aż pięcioosobowym, naszej rowerowej ekipy. ekipy flyingbikers, której reakrtywacja już niebawem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;o skałach natomiast to ja się może nie wypowiem. tylko tyle, że żal. nie tak sobie wyobrażałem ten sezon. jest czerwiec a ja tymczasem... achh. żal, żal, żal. i więcej nic nawet nie napiszę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5186371539193409045?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5186371539193409045/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/historii-zaczatki-oraz-wkrety-wykrety.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5186371539193409045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5186371539193409045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/06/historii-zaczatki-oraz-wkrety-wykrety.html' title='wkręty wykręty, dylemaciska'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8646059406217645586</id><published>2009-05-29T17:15:00.007+02:00</published><updated>2009-05-30T14:13:49.609+02:00</updated><title type='text'>de/motywator</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sh_86w2DNAI/AAAAAAAAACs/LZtfu4derf8/s1600-h/glaszcze+przytul+wporzo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 381px; height: 118px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sh_86w2DNAI/AAAAAAAAACs/LZtfu4derf8/s400/glaszcze+przytul+wporzo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5341265769558914050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;demotywatorów wiele. oto jeden z nich, mój własny. na którego nieszczęśliwie niedawno natrafiłem.&lt;br /&gt;demotywatory.pl - tę stronkę w każdym razie również polecam.&lt;br /&gt;ale też i motywatorów miałem ostatnio paru. dobre słowo daje czasem większego kopa niż amfa. i broniłbym tej tezy, zapierając się rękami i nogami nawet, gdybym jeszcze tylko doświadczył tego drugiego choć raz. tego drugiego, które akurat świństwem jest, więc może niekoniecznie bym chciał. ale. naprawdę daje kopa. dzięki ci, izzuś kochana. dzięki Wam, wszystkim. nawet jeśli na pochwał tyle żem sobie był nie zasłużył, to jednak motywująco jest dla mnie usłyszeć takie dobre słowo. tak niewiele się go dziś słyszy. i nie chodzi mi wcale o to, by iść przez życie słodząc sobie i dziubkując, przetaczając się przez nie jak w bańce mydlanej, która kiedyś i tak pryśnie i zrobi nam wtedy to bolesna "ała", bo to nie życiowe, naiwne, po prostu głupie. ale czasem, rzeczywiście, dobrze jest usłyszeć "wszystko będzie dobrze", albo "dobrze ci idzie, rób tak dalej, pracuj, pracuj..." ... a powinno ci zacząć dobrze wychodzić - a to już w domyśle. bo różnica w zdaniu "dobrze ci idzie, rób tak dalej, powodzenia, postarasz się i będzie naprawdę dobrze..." a takim: "dobrze ci idzie, świetnie ci idzie, wprost genialnie, emejzing i w ogóle" jakaś jest. nie można nigdy przesładzać. jak i pewnie być skrajnym realistą... którym ja tak często jestem.&lt;br /&gt;ostatnio też zdarzyło mi się usłyszeć, coś co ugasiło mój niepoprawny optymizm. raz też kiedyś pamiętam - fakt, raz tylko jak dotąt mi się to zdarzyło, ale jednak - zdarzyło mi się, że swoim realizmem, życiowym zdawać by się mogło, bo w każdym razie, racjonalnym podejściem do wspomnianego życia, gasiłem skutecznie czyjś optymizm, baa, starałem się wręcz zabić wszelką nadzieję... a potem jednak zdarzyło się inaczej. nadzieja stała się faktem. ale czy to nie wyjątek tylko potwierdzający regułę? pytanie co tak naprawdę jest ŻYCIOWYM podejściem. skrajny racjonalizm. czy skrajny, a przez to - nierzadko, niepoprawny optymizm. oto jest pytanie.&lt;br /&gt;w każdym razie, wracając, co żem zaczął, a by zakończyć wywód swój, ostatnio ktoś drastycznie podgasił mój niepoprawny-być może optymizm. nie było to miłe. powiem więcej, było to bardzo przykre odczucie. i chyba po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, jak niektóre osoby muszą się czuć w mojej obecności niekiedy. za te i inne przykrości zatem, wszystkich Was bardzo serdecznie - przepraszam. ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a wracając do dziennikowych powinności... czwartek. pierwszy dzień poszukiwań nowego lokum. bo chyba mogę już oficjalnie uznać to dzikie polowanie za rozpoczęte. wuteesowo śmiechowo i giddensowska intencjonalność hajty, peeełen więc standard. abstracji niewypowiedzianych i dowcipu nieskończoność - tego wszystkiego, jak można już przyszpuszczać, bez liku. ksera niestety jednak nie przeczytałem, a wiec i w tym przypadku tradycji stała się zadość. stwierdzam też: dobrze dobrze zacząć. jak się zacznie dobrze, większa presja by trwać i prawdopodobieństwo by dobrze skończyć. a jak się od początku zaczyna źle... to i kończy się źle. i źle nam bardzo jest, gdy z tradycją usiłujemy zerwać jeszcze w trakcie.&lt;br /&gt;piątek. uganiam się rowerem to tu, to tam. fotograficznie, ściankowo. moknę parokrotnie. ale decyzji o jeździe rowerem w deszczu nie żałuję. tak jak, gdy zawsze żałowałem, gdy trwożyłem i przesiadałem się na mpk, chcąc uniknąć deszczu i... fanatyzmu. na masę jednak, raz kolejny, nie pojechałem. krytycznie może będzie więc za miesiąc. tymczasem pentor się odezwał. umowę jechać cza podpisać. no i bro. prawie-siostrzane bro.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8646059406217645586?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8646059406217645586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/demotywator.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8646059406217645586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8646059406217645586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/demotywator.html' title='de/motywator'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sh_86w2DNAI/AAAAAAAAACs/LZtfu4derf8/s72-c/glaszcze+przytul+wporzo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-7540544263967728936</id><published>2009-05-28T02:05:00.012+02:00</published><updated>2009-05-28T10:58:25.197+02:00</updated><title type='text'>prawie jak siostra</title><content type='html'>do wyjazdu w skały jednak nie doszło, ale kłopotliwych pytań i tak nie da się i nawet nie powinno chyba unikać. stąd, całkiem świadomie i sukcesywnie zresztą, kolejnymi pytaniami, przemieniam kłopot w wiedzę. hę. bo właśnie. zawsze pozostaje kwestia dojrzałości do odpowiedzi. ale skoro pytania owe zadaję, znak to już chyba, że odpowiedzi jestem gotów otrzymać. hę. i może nie samo zadawanie pytań jest już znakiem tego, żem gotowy był, ale tego, co z tymi odpowiedziami robię. a nie robię nic. pozwalam nadal życiu płynąć swoim naturalnym tempem. nie ingeruję w nic, po prostu żyję ze świadomością tego czy tamtego. nie dziwi mnie już nic. to powtórzę i tu. a zatem, wiedza taka czy owaka, nie jest dla mnie kłopotliwa, czy tym bardziej szokująca. pytanie tylko czy dla innych nie będzie. stąd rozgłaszać wszystkich podobnych informacji już teraz, tu i teraz, czy gdzieżkolwiek indziej, może lepiej nie będę. i w myśl tego, te na razie zachowam tylko dla siebie. lecz gdy pojawią się osoby pytające, odpowiem. mając tylko nadzieję, że i oni będą do tego gotowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;eigerowa wymiana uśmiechów. pierwsza zrobiona piętnastometrowa dróżka, która zadowala i bardzo mnie się podoba. intruktorzę ponownie, w poszerzonym gronie tym razem. wracam do ole wieczorem. dwie na trzy nie świecą. czyli nie ma to jak plastikowy szajs ze sprzedaży wysyłkowej. ale następnego dnia udaje mi się wadliwe urządzenie naprawić, montaż, pełna instalacja, wszysto gra. niespodzianka się udaje. niedzielą powrót rodzicielki, wrażeń zza odry kilka. no i nie ma to jak nowe doświadczenie. refleksji na temat wiekowości też parę. w poniedzielnik powrót do wro, miało być z rana i ze ścianą. udaje się tylko pojechać nową trasą, przez jenkowice. i zacna to trasa i godna powtórzenia, niejednego. a o 2 km tylko dłuższa. rower to jest to. na uczelni dowiaduję się o wynikach dwóch kolokwiów. no i jedno do przodu drugie do tyłu. to co do tyłu chętnie o wiele bardziej jednak zaliczę raz wtóry. niebawem, nadzieję i zamiar mam zresztą taki. wieczorem wreszcie udaje się spotkać z kasiullą. po roku chyba nie widzenia. nie zmienia się jednak za zbytnio. wieści o pawełku i knajpie dla vipów. kolorowo, słodowo i  tak trochę kartochowo, więc jak zwykle, na koniec dnia jednak dość niezwykle, bo kilo śląskiej od przypadkowo napotkanego przechodnia, którego imienia tu jednak wymawiać chcieć nie chcę. reguła wzajemności uogólnionej, mimo wszystko, w tym przypadku jednak nie zadziała. także tego, przykro mi, panie sahlins. wyjechany powracam a śpię od drugiej. potem wtorek, konferencji to czas, nic jednak nie zaskakuje, już nawet nie organizacja i jej standardowy już brak. wieczorno-nocne z prawie-siostrą gadanie, 'wstrętne gadanie', do szóstej przegadanie, lecz w zgodzie z układem, szczere i zacne więc jednakże. środowe spanie, meczu oglądanie i niestety z powodu okropnej parówki spore rozczarowanie. zaniedbuje ludzi? taka padła hipoteza. do jej sprawdzenia potrzebne jednak poczekanie. na dniach się okaże.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-7540544263967728936?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/7540544263967728936/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/prawie-jak-siostra.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7540544263967728936'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7540544263967728936'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/prawie-jak-siostra.html' title='prawie jak siostra'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3183579039386714396</id><published>2009-05-23T00:34:00.005+02:00</published><updated>2009-05-23T01:18:14.292+02:00</updated><title type='text'>informacje-rewelacje</title><content type='html'>codziennie usuwam masę spamu ze swojej poczty. mniejsza o to, że spam to częściowo i zasługą moją własną i rozlicznych subskrypcji jest. ale już teraz się boję, co to będzie, jak gdzieś na dłużej wyjadę. gdzieś, gdzie nie będę miał dostępu do internetu przez dłuższy czas. po powrocie to swojej skrzynki mailowej chyba nie odkopie spod tej sterty niepotrzebnych mi zupełnie do szczęścia informacji. a całe szczęście jeszcze, mam tylko niespełna trzystu znajomych na naszej klasie. co to by było, gdybym miał tysiąc pięćset czy nawet sto i dziewięćset. bez wątpienia musiałbym już zrezygnować z niezapominajki. ach, jakiż ten świat przepełniony jest informacjami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dzisiaj jednak dane mi było się zapoznać z prawdziwie rewelacyjnymi jak dla mnie informacjami. iście rewelacyjnymi, bo na skalę nawet mojego jakże krótkiego, skądinąd też i długiego, życia informacjami niepowtarzalnymi i niezwykle znaczącymi. w mojej głowie jednak pozostaje nadal myśl, czy aby na pewno i te informacje są/były mi do szczęście rzeczywiście potrzebne. oraz jakie konsekwencje pociągnąć mogą za sobą, a które to wyniknąć mogą z faktu, że teraz już wiem. trudnych rozmów nie unikam, to już pisałem. dziś jednak taka trudna rozmowa została przeprowadzona wyraźnie na moje własne życzenie. i co akurat miłe, żadna ze stron, żaden z rozmówców, nie wyszedł z tej rozmowy nieusatysfakcjonowany. z mojej strony została zaspokojona ciekawość. z drugiej strony, 'mimo wszystko, cieszy fakt, że została ona przeprowadzona'. co będzie dalej? czas pokaże. optymizm jednak wyraźnie zalśnił już dziś. a ja chcę wierzyć w to wszystko, że prawdą jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na razie pociskam ze szpilek five tena i jest mi z tym dobrze. czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają. nie ma więc co stać w miejscu, a co gorsza, utrzymywać postawę nieruchomą, niewygodną i krępującą, tylko z powodu ciągłego zapatrywania się w przeszłość. całe szczeście nikt już tak chyba nie robi. bo to mądrzy ludzie. w to chcę przynajmniej wierzyć. i sam starać się być mądrym. żeby tylko nie ulec pozorom. ale może od teraz wszystko się zmieni i niepotrzebna będzie już gra, niepotrzebne będą przypuszczenia i niepewności. wiem więcej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3183579039386714396?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3183579039386714396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/informacje-rewelacje.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3183579039386714396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3183579039386714396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/informacje-rewelacje.html' title='informacje-rewelacje'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2444583798550987882</id><published>2009-05-19T23:58:00.010+02:00</published><updated>2009-05-22T01:18:36.117+02:00</updated><title type='text'>oswajam nienormalności</title><content type='html'>się działo od zeszłej notki. ale chyba spasuję, bo nie nadrobię już tego. ogólnie to się pracowało, się kursowało wro-ole, ole-wro, się po muzeach grasowało. i nawet - się wspinało. po dwumiesięcznej przerwie wielki return. niezwykle to miłe uczucie dla mnie, naprawdę, wierzcie mi lub nie. ja sam zresztą, nie spodziewałem się że aż tak miłe i tak niezmiennie satysfakcjonujące ono będzie. wspinanie naturalnie, wspinanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w pracy jak to w pracy. motywacja dobra, więc dobrze się pracowało. a dobra, bo wiadomo. wszak nie od dziś, że najlepszą motywacją jest po prostu brak alternatyw. ogólnie jednak pro. i z dnia na dzień nawet coraz lepiej, kwestia wprawy chyba.&lt;br /&gt;w ciemnej, czarnej, czy nawet murzyńskiej za to z projektem i vogle ze wszystkim. ale to nic. dam radę. kwestie priorytetów jednak nadal w sferze dylematów u mnie.&lt;br /&gt;przekonałem się też do kremów do rąk. a myślałem, że nie nastąpi to nigdy. hahah.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym nadal instruktorzę i rozpracowuję. a wszystko to bardzo... dziwne? nawet nie dziwne. choć fakt też, że nie-normalne. bo skoro nikogo to nie dziwi. przynajmniej mnie nie. a inni, nawet jeśli tylko sprawiają wrażenie, że ich nie, to pozoranci w takim razie i interesanci. i to im głupio być będzie, jest czy powinno. w to jednak nie wnikam. mam nadzieję tylko, że nie będę tego żałował. bo działam akurat wyłącznie intuicyjnie w tym przypadku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2444583798550987882?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2444583798550987882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/oswajam-nienormalnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2444583798550987882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2444583798550987882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/oswajam-nienormalnosci.html' title='oswajam nienormalności'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8288011718103216661</id><published>2009-05-16T01:34:00.004+02:00</published><updated>2009-05-16T17:19:11.231+02:00</updated><title type='text'>sarkastycznie i życiowo</title><content type='html'>krótki post, szybkie riwju. dzień niemal bez wychodzenia z uprzęży. rozmowy na wysokości zadania. zapoznaję się lepiej z enigmą. bo tak odtąd będę ją zwał i pomału rozpracowywał, jak przypuszczam. obiadek u kriszny poprawiony knyszohamburgierem. w końcu trzeba próbować rzeczy nowych. 110 metrów kywy. no i kurwe draga, ta nasza robota. goi się dobrze. moje układa dobrze się chyba też. i tylko to buractwo co się wszędzie panoszy. olaboga, olaboga, moja głowa, moja głowa. tym razem jednak nie odpuściłem tak łatwo, a co.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8288011718103216661?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8288011718103216661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/sarkastycznie-i-zyciowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8288011718103216661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8288011718103216661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/sarkastycznie-i-zyciowo.html' title='sarkastycznie i życiowo'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6260237439987834371</id><published>2009-05-14T23:10:00.006+02:00</published><updated>2009-05-14T23:34:25.591+02:00</updated><title type='text'>z żalu zjem żaluzje</title><content type='html'>dziś znów styrany, o 20 robię sobie obiad. potem trzy godziny przelatują nie wiadomo kiedy i mamy już noc. dzień pracowity, bo znów na sznurku. praca jaką lubię. chociaż, wczoraj mnie naszła taka refleksja, smutna dosyć, że w sumie nie tak wyobrażałem sobie otwarcie sezonu... tego sezonu. skałkowego. ale co poradzić. kontuzje mają to do siebie... że się ponosi boleśnie ich konsekwencje. to już prawie dwa miechy jak restuję. żal trochę. nawet nie trochę. bo jeden, wielki, niewysłowiony, to żal. ale jutro ma się to zmienić. powiedzmy. ja w roli instruktora, no dobra, czemu nie w sumie. zobaczymy. póki co, z sentymentem oglądam fotkę, jaką mi zapodał sulin poczciwy. może nawet ją tu zapodam? ee, albo nie. wylansuje się nią lepiej na naszej-k. hueh. poza tym telefony. dużo telefonów. a jeden nawet z niebios spadający. i niemal i dosłownie. dlatego też pewnie czasem nie warto ich wszędzie i zawsze ze sobą zabierać. cynk od koszmarnej jaki dostaję okazuje się niezłą rzeczą. ciekawe czy zmuszony będę to dziewczę ozłocić, jak przyobiecałem. się okaże niebawem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6260237439987834371?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6260237439987834371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/z-zalu-zjem-zaluzje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6260237439987834371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6260237439987834371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/z-zalu-zjem-zaluzje.html' title='z żalu zjem żaluzje'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1664531848438937754</id><published>2009-05-13T23:22:00.005+02:00</published><updated>2009-05-14T00:15:16.442+02:00</updated><title type='text'>hard łorkin men</title><content type='html'>wtorek w biegu. referat chyba udany. w każdym razie, nie mogą sobie zarzucić, że się nie przyłożyłem. postarałem się. do 3ciej, a potem, jako że już nie warto było kłaść się spać, do wpół do piątej przesiedziałem na necie. a co. stąd we wtorek trochę śnięty. a potem telefon. jest praca. gonitwy czas start. wypad do ole. prando, piernikando. no i oczywiście strych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;środa. pierwszy dzień pracy na sznurku w tym sezonie. i pierwsza 'mokra' robota. bo okien mycie. mokra ale za to jaka czysta. o jakaż to przyjemność w porównaniu z tą brudną robotą na słupie. czysta przyjemność, czysta... chociaż generalnie rzecz dająca też nieźle w kość. zwłaszcza gdy człowiek robi na metry i się nie oszczędza. wszak grosz tak potrzebny. a jutro repeat. mam nadzieję, że nie będę miał zakwasów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1664531848438937754?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1664531848438937754/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/hard-orkin-men.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1664531848438937754'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1664531848438937754'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/hard-orkin-men.html' title='hard łorkin men'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6557544546699080436</id><published>2009-05-12T22:56:00.003+02:00</published><updated>2009-05-12T23:07:56.756+02:00</updated><title type='text'>spotkanie ni stąd ni zowąd</title><content type='html'>&lt;p&gt;nazywam to tak, traktuję to tak, ale ty wiedz, że to nie tak. jakoś trudno mi w to wszystko uwierzyć. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;i trudno zachowywać normalność, podczas gdy prawa logiki podpowiadają coś zupełnie innego. ja pierdo. jakie życie potrafi być niepoukładane i przy tym absurdalnie śmieszne. bo już nawet nie dziwne. nie dziwi mnie już nic. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;a śmieszy jeszcze parę rzeczy. wbrew pozorom może i przypuszczeniom niektórych.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6557544546699080436?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6557544546699080436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/spotkanie-ni-stad-ni-zowad.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6557544546699080436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6557544546699080436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/spotkanie-ni-stad-ni-zowad.html' title='spotkanie ni stąd ni zowąd'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-7333598038218753763</id><published>2009-05-11T20:48:00.004+02:00</published><updated>2009-05-11T20:51:51.711+02:00</updated><title type='text'>what the...?!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SghzivyZ3gI/AAAAAAAAACU/EWboq11lRVo/s1600-h/1.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SghzivyZ3gI/AAAAAAAAACU/EWboq11lRVo/s400/1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5334640799400975874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sghzc21p1zI/AAAAAAAAACM/QnRaauv38AQ/s1600-h/2.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sghzc21p1zI/AAAAAAAAACM/QnRaauv38AQ/s400/2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5334640698214438706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SghzX2d33dI/AAAAAAAAACE/1v-xDidDRWA/s1600-h/IMG_5098.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SghzX2d33dI/AAAAAAAAACE/1v-xDidDRWA/s400/IMG_5098.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5334640612215348690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;a miałem taki ładny widok z okna...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-7333598038218753763?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/7333598038218753763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/what.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7333598038218753763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7333598038218753763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/what.html' title='what the...?!'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/SghzivyZ3gI/AAAAAAAAACU/EWboq11lRVo/s72-c/1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4326172054766125334</id><published>2009-05-11T01:48:00.003+02:00</published><updated>2009-05-12T23:11:45.306+02:00</updated><title type='text'>fan, nie fanatyk</title><content type='html'>znów piszę długie notki. miejmy nadzieję, że nie zbyt długie. ale wynik to po części i tego, że jeden post zawiera notki z kilku dni. nie zamierzam się jednak usprawiedliwiać. bo chyba jeśli już przed kimś, to przed sobą winienem. niemniej jednak, chętnie przeczytam czasem jakieś 'komentarze'. a zatem zachęcam, zachęcam... do komentowania raz jeszcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś wieczorem, wracając do wro, spotkałem prawież pod bramą swą stanisława stembalskiego. człowiek to znany pewnie w środowisku bardzo dobrze. mnie jak dotąd, co może nawet dziwić, był nie. lub niezbyt. porozmawialiśmy chwilę, wymieniliśmy dane kontaktowe. co z tej znajomości wyniknie jednak nie wiem. napisałem na razie maila. podobnie jak on jednak, nie uważam się za fanatyka, a co najwyżej za fana. granica jednak pewnie jest wąska. a zatem, podchodzę do tego wszystkiego dość ostrożnie. trochę też pewnie brakuje chęci i sił na to wszystko, ale czasem już tak bywa. na razie, rozmowa stała się przyczynkiem do zarwania nocy i surfowania po sieci drążąc problematykę. a i taki, między innymi, ciekawy artykuł znalazłem w sieci... zatytułować go równie dobrze, myślę, można by - choć jednak w sposób bardziej pesymistyczny a mniej waleczny, czyli w klimatach bliższych nastrojowi, jaki mi ostatnio osobiście towarzyszy - 'mentalności nie zmienisz'. &lt;a href="http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,6581545,Niech_nas_nie_powstrzymaja_wysokie_krawezniki.html"&gt;tu link do strony z artykułem&lt;/a&gt;. bo to miło - usłyszeć, przeczytać, na własne oczy zobaczyć, że ktoś inny widzi podobnie jak ty. wtedy jakby nowe siły wstępują w ciebie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4326172054766125334?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4326172054766125334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/fan-nie-fanatyk_11.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4326172054766125334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4326172054766125334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/fan-nie-fanatyk_11.html' title='fan, nie fanatyk'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2224913152501537175</id><published>2009-05-09T22:53:00.012+02:00</published><updated>2009-05-10T19:21:38.748+02:00</updated><title type='text'>nie marnuj czasu albo on zmarnuje ciebie</title><content type='html'>&lt;p&gt;stało się niedobrze, oj niedobrze się stało. moja prawa słuchawka zaniemogła. w sumie, to jakby nie dziwi. każda rzecz się przecież zużywa. ale że tragizować nie zacząłem? i w panikę nawet nie wpadłem? o ja nieszczęsny. tak, ten sam nieszczęsny, zawiózł słuchawki następnego dnia do saturna celem reklamacji. miejmy nadzieję, że jeśli nawet nie uwzględnią jej, to że przywrócą szybko słuchawki do sprawności. bo bez nich to jak bez ręki, a przynajmniej, bez jednego ucha... tak więc piątek. wycieczka do mongolii i pięciolitrowe jabłuszko. poza tym, zdecydowałem się w końcu na zoom'y 105tki. grunt to szybka decyzja. jeśli nawet nie trafna... albowiem... - jak mawiał zdzisław i jemu wszyscy podobni, a za których przykładem, to ja, wierny studenciak, wierzący wciąż w wykładaną mu naukę, podążam... a zatem, stwierdzam raz kolejny, że największym błędem jest wstrzymywanie się od podjęcia być-może-błędnej decyzji. wstrzymywanie się zbyt długie. albowiem, idąc też za radą sławetnych już co nie miara chłopaków z kapeli muse zwanej, których muzyki akurat, notabene, no, no, niezbyt no mogę powiedzieć, że lubię... dont łejst jor tajm or tajm łyyl łejst ju, stwierdzam też, raz wtóry, co następuję. że lepiej jest podjąć błędną nawet decyzję i jej potem żałować, aniżeli żałować że się nie podjęło żadnej. tudzież, w opcji też i takiej, myślę - lepiej jest żałować błędnej decyzji podjętej ad hoc, aniżeli decyzji błędnej, nad którą prześlęczeliśmy czasu trochę i jeszcze więcej, a czasem też i - przeszło więcej. ale to takie akurat moje... recepty na spatologizowane percepowanie przeze mnie świata. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;wieczorem niebywały grill, niebywałe kino i dość niebywałe towarzystwo. i chociaż może nie taka to aż niezwykłość, co po prostu nie bywałem jeszcze tu czy tam. nie widziałem tego czy tamtego. ale teraz już mogę powiedzieć, radwanice piękna okolica i sąsiedztwo nawet też. gdyby jeszcze nie ten gospodarz, nie te sekrety rodzinne, pozamykane w klatkach i w ogóle całokształt, to powiedziałbym nawet, że ogólnie całkiem pro. obowiązkiem jednak - by utrzymać się w konwencji -  czuję, że pozostaje mi jednak rzec: syf, kiła, i mogiła, a przynajmniej: patologia. czyli dom to, albo może też, ogródek to państwa kkk... że się tak wyrażę. i nazwiskami szastać nie będę. dzień jednak kończy się już nieco bardziej konwencjonalnie, bo rozkminką na temat 'co my tu właściwie robimy'. w sensie w tym miejscu i czasie. czasem była 'nasza młodość'. miejscem: kosz(m)arowa. wnioski jednak szlachetne i nieco optymizmu wlewające. chociaż niejednoznaczne. ach, ale co zrobić, pocieszać się jedynie, że nie tylko my jesteśmy spaczeni... zawodowo spaczeni, zawodowo. a każdy na swój sposób. ach, przepraszam, nie żebym zapomniał. ale tak jakoś chronologii się trzymam, a słowem władam już mniej wprawnie, stąd powtórzyć przyjdzie mi tu się. bo dzień kończy się czymś jeszcze. a rozkminką nad... czym-nie wiem sam. życiem, pewnie znów, życiem...tematem jednak przewodnim capo. jaki ten świat mały. a jaki jeszcze nieśmiały. daje człowiekowi zawsze tyle, ile ten z niego chce brać. czasem też i więcej, ale nie o tym tu teraz bym chciał. pozostańmy teraz przy tym, że zaskakuje, szczęściem mami, szczęściem też obdarza, a poszukujących zawsze wynagradza. ja natomiast odkrywam kolejną rzecz wartą uwagi. też, ugruntowuje się w przekonaniu, że pasje zawsze dobrze jest mieć. tak dobrze, że może nawet lepiej. lepiej niż mieć wszystko inne nawet.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;sobota. klasyczny dzień nic nie robienia. jadę do oleśnicy, rowerem. także tą jedną chociaż aktywność tego dnia podejmuję. poza tym, lodówka, lodówka razy dwa. bo zimno. bo głodno. w każdym razie apetyt. i tak kursuje. pokój-lodówka. jakby licząć, że żrąc się rozgrzeję. soczewica dotarła. a pojechawszy przez brzezią, więc pełen standard. o, chociażnie, przepraszam. klasowe raz na trzydzieści, to nie jest standard. miło zatem. coś się dzieje w życiu, które tętni tak blisko przecież mojemu. więc miło. poza tym wielkie prando i strychando. telefon zvoneni. może będzie praca. i to byłoby na razie na tyle. bo żem i tak siekną sobie trochu niedzieli, ale to nic.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2224913152501537175?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2224913152501537175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/nie-marnuj-czasu-albo-on-zmarnuje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2224913152501537175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2224913152501537175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/nie-marnuj-czasu-albo-on-zmarnuje.html' title='nie marnuj czasu albo on zmarnuje ciebie'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-7976373140763573161</id><published>2009-05-08T01:18:00.009+02:00</published><updated>2009-05-08T02:25:13.385+02:00</updated><title type='text'>dzisiaj pieszo</title><content type='html'>środę kończę kolacją. kolacją wszak to nietypową, bo przygotowaną nie przeze mnie samego i nie zjedzonej w samotności, jak to zwykle bywa, lecz uskuteczniam tę formę strawy w szerszym gronie, będąc ugoszczon w domu dostojnych wczasowiczów. i się 'nowa pani domu' postarała, muszę przyznać. no dobrze, może jeszcze nie 'nowa', bo to chyba za dużo powiedziane, ale przynajmniej tymczasowa, to na pewno. bo egzamin zdany na pięć. naprawdę wielki rispekt i dziękówa. za inicjatywę, za chęci. pomysł to mega zacny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czwartek. hę... mało brakowało a poszedłbym jeszcze na wykład do leksy. tegoż jednak uczynku żem nie popełnił. widać, zabrakło kindersztuby, zabrakło...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kobieta-gestapo natomiast, kobieta-samowystarczalna, czy jak by ją jeszcze nie zwano, ma swoje zasady. to trzeba jej oddać. mówi zawsze dużo, zawsze na temat i czasem tylko... za długo. ale ja jej to wybaczam. przynajmniej na razie, stwierdzam, do końca też chyba nie wiedząc dlaczego, że bardzo ją lubię. poza tym, uroczo, na wuteesie oczywiście, i sympatycznie zarazem. wszystko jednak do czasu, wiadomo. a czas ten zbliża się niestety wielkimi krokami. terminy trzech z czterech egzaminów są już nam znane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;po głowie, nadal, chodzą mi jednak rogi... z uporem maniaka obczajam zdjęcia, obczajam specyfikacje, wciąż nie mogąc się zdecydować, dokonać wyboru. czy cena to aż tak wysoka, czy tylko zwykły brak zdecydowania. oto jest pytanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś też jeszcze jedna rzecz ważna. operacja. ważna może nawet nie tak z czysto fizycznego (optycznego) punktu widzenia, jak z pewnością, z tego humanistycznego (kwestia świadomości). zabieg mam nadzieję, że się udał. i komuś, dzięki niemu, wieść się od teraz będzie o niebo lepiej. takie jedyne życzenie moje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś też pieszo. wynik to wczorajszej, wadliwej, logistyki. ale w sumie, nawet warto czasem zmienić perspektywę. człowiek nabiera wtenczas głębszego spojrzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na dobranoc, przegląd filmoteki pani dulskiej. coś może wyskrobiem z tego na jutro. tymczasem, idę spać. choć pora na to i tak już zbyt późna, by móc ją uznać, za odpowiednią.&lt;br /&gt;fakenszit, dlaczego doba nie może mieć 30 h na przykład. z tą przytłaczającą myślą, kładę się spać. jeny, rafał, tylko nie dół, tylko nie dół. to ostatnia rzecz, jaka w tej chwili jest ci potrzebna, i wiesz o tym... zbawienna racjonalizacja pozwala zasnąć. dobranoc zatem państwu, żegna się z państwem, król racjonalizacji rafał pierwszy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-7976373140763573161?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/7976373140763573161/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/dzisiaj-pieszo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7976373140763573161'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7976373140763573161'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/dzisiaj-pieszo.html' title='dzisiaj pieszo'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8845659912320512535</id><published>2009-05-06T18:06:00.006+02:00</published><updated>2009-05-07T10:31:49.761+02:00</updated><title type='text'>muzycznie</title><content type='html'>środa. buszuję w muzyce. inspiracją do tego stała się płytka crash &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;course&lt;/span&gt;, która wreszcie dotarła. po prawie miesięcznym czekaniu, ale to nic. chłopaki z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;marillionu&lt;/span&gt;, a właściwie ekipa odpowiedzialna za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;promo&lt;/span&gt;, dotrzymuje słowa. i to się chwali. nie mogąc się powstrzymać, zasysam hamadę. a już pojutrze jej polska premiera, premiera po cenie polskiej, znaczy się. więc może nawet wybiorę się do sklepu muzycznego. tak dawno nie kupiłem srebrnego krążka, ach. a dla &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;npm&lt;/span&gt; z pewnością warto. przypadkiem natrafiłem też na taki 'teledysk'. obraz stworzony amatorską kamerą przez jakiegoś Rumuna, zdaje się. bardzo mi przypadł do gustu. prawdopodobnie również dlatego, że zobrazował on akurat jeden z najbardziej lubianych przeze mnie utworów &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Nils'a&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Petter'a&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;Molvaer'a&lt;/span&gt;, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Tloen&lt;/span&gt;. a zatem. panie i panowie, przed państwem... pierwsza odsłona muzyczna na tym blogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="400" height="300"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;param name="movie" value="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=1716370&amp;amp;server=vimeo.com&amp;amp;show_title=1&amp;amp;show_byline=1&amp;amp;show_portrait=0&amp;amp;color=&amp;amp;fullscreen=1"&gt;&lt;embed src="http://vimeo.com/moogaloop.swf?clip_id=1716370&amp;amp;server=vimeo.com&amp;amp;show_title=1&amp;amp;show_byline=1&amp;amp;show_portrait=0&amp;amp;color=&amp;amp;fullscreen=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always" width="400" height="300"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://vimeo.com/1716370"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;NPM&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;from&lt;/span&gt; &lt;a href="http://vimeo.com/olimpiu"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Olimpiu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; on &lt;a href="http://vimeo.com/"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Vimeo&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS podejmowałem już wcześniej próby zainstalowania gadżetu, który by pokazywał na blogu ostatnio słuchane przeze mnie utwory na last.fm, niestety wszystkie daremne. stąd, gdyby ktoś jeszcze z tu obecnych nie znał mojego adresu do konta na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;laście&lt;/span&gt;, serwuję go &lt;a href="http://www.lastfm.pl/user/erzete"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;. chętnie też dowiem się i być może w dalszej kolejności, posłucham, czego Wy, Drodzy Moi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Czytelnicy&lt;/span&gt;, słuchacie. a zatem... niekonwencjonalnie zakańczając ten post napiszę... do usłyszenia! ;]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8845659912320512535?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8845659912320512535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/muzycznie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8845659912320512535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8845659912320512535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/muzycznie.html' title='muzycznie'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-9210426978469248545</id><published>2009-05-06T15:01:00.011+02:00</published><updated>2009-05-06T19:01:03.227+02:00</updated><title type='text'>freaks</title><content type='html'>wtorek to typowy dzieńjakcodzień. a właściwie dzień jak co tydzień. czyli klasyczny wtorek, dzień zajęć na uczelni, które rozpoczynam spaniem i kończę walką z tym największym i najprzyjemniejszym zarazem, pożeraczem czasu, jakim jest oczywiście sen. a cała walka dokonuje się za sprawą, nie kogo innego, jak za sprawą niejakiej W-P. nie tak nawet wielmożnej to pani, jak z pewnością, osobistości znanej i lubianej, w pewnych kręgach studenckich szczególnie. bo nikt tak dobrze i sumiennie, jak studenci właśnie, nie przestrzega obowiązującej we wszelkiej chyba dziedzinie życia społecznego zasady: uśmiechaj się, póki jest ci łatwo lekko i przy... przynajmniej nie powiem, że przyjemnie. męczę się na tych zajęciach, męczą się pewnie i inni. ale mimo to, wszyscy nawzajem zamęczają się czytanymi referatami. o przepraszam, dzisiaj były plansze. kolorowe. to może jeszcze nie 'pracuszki', ale wierzcie mi, też drętwota, bidota... umysłowa-ta. jest łatwo. to fakt. ale czy o to tylko w tym wszystkim chodzi?&lt;br /&gt;ehh. a za tydzień ja raczyć będę wszystkich swoim referatem na soc eiw. i już się zastanawiam, co tu wymyślić. nie będę na pewno czytał. to postanowione, już z dawien dawna, by swawoli tej karygodnej się nie dopuszczać. zastanawiam się tylko, czy nie użyć jakiś fajerwerków, które by ożywiły może tą zastygłą atmosferę zajęć... zajęć rozpoczynających się z godziną 9-tą, na dodatek. jest to więc niewątpliwie wyzwanie. ale może ktoś ma jakiś pomysł, sygestyję jakąś, wartą być może wypróbowania? ;P ehh. pułapka łatwości czycha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a właśnie. był też wypad do czajki. jak za dawnych czasów, heheh, by się chciało rzec. choć dzieje tak krótkie i niedawne, że to aż śmiech bierze. nazywać to w ten sposób. mimo wszystko, chcę napisać, że ten jeden uścisk dłoni, cenię sobie, oceniam jako niezwykle znaczący. i kto wie, być może ten gest właśnie, tego dnia, odmienił bieg dziejów, dziejów które już miały zostać spisane na straty... warto nie skreślać. i nie o totolotku tu bynajmniej mowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wieczorem oglądamy z koszmarną dziwolągów. klasyka jakich mało. dla fanów kina realistycznego jak najbardziej makabreska godna polecenia. tego nie znajdziecie w żadnym horrorze współczesnym, to pewne. nie bez powodu też chyba, film pozostawał w UK przez 30 lat filmem zakazanym. no ale my mamy to szczęście(?), że żyjemy w XXI wieku, gdzie wystarczy dwuklik... i wszystko staje przed nami otworem. dobrze czy niedobrze, że mamy taką dostępność do wszystkiego, kwestia oczywiście dyskusyjna. globalizacja, interkulturacja, znoszenie tabu, eh, dużo by tu można gadać. mnie się film podobał. chociaż zastanawia mnie trochę, jak wyglądało ponad 30 minut obrazu, który został bezpowrotnie wycięty z filmu, hueh. jestem jednak raczej zwolennikiem naturalizmu, a więc i realizm w kinematografii mi nie przeszkadza, a wręcz uważam go za nierzadko pożądany. stąd obrazu, samego w sobie, za kontrowersyjny nie uważam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i znów trzecia idę spać. znów też poważna rozmowa, choć tym razem ani trochę trudna. pierwszy też chyba raz, rozmawiam z magdą o sprawach poważnych w sposób poważny. a więc jednak, zmieniłaś się! jeden zero dla mnie ;P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-9210426978469248545?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/9210426978469248545/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/freaks.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/9210426978469248545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/9210426978469248545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/freaks.html' title='freaks'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1023946026057615676</id><published>2009-05-04T23:51:00.012+02:00</published><updated>2009-05-05T00:39:56.235+02:00</updated><title type='text'>din don din don</title><content type='html'>nie żebym zgłębił tajniki SPSSa do cna, ale na koło poszedłem i tak. nie żebym był melomanem muzyki klasycznej, czy opery wręcz, ale na Wesele Figara dziś udałem się też. tu żeby się czegoś nauczyć, tu by odchamić, czy też, zapoznać z czymś dotąd mi nie znanym. poza tym, do towarzystwa i ku uciesze kogoś, kto radością swą dzielić się ze mną dziś chciał.&lt;br /&gt;za te rozmaite formy 'samorozwoju', sposobności, umożliwiające to okoliczności, jak i po prostu za towarzystwo, wszystkim prowodyrom, propagatorom i wszelkim innym ludziom będącym-pro, pięknie dziękuję. bo będąc wiernym swej zasadzie - 'każde doświadczenie człowieka ubogaca' - w takie dni jak dziś, czuję się bogaczem.&lt;br /&gt;to nic że pomimo nawet szeroko zakrojonej współpracy onego koła pewnie nie zdam i tak. to nic że w operze pewnie dostrzec potrafię ledwie nikłą cząstkę jej piękna i przez to, do końca jej pojąć nie jestem w stanie.&lt;br /&gt;zdecydowanie bardziej jednak wolę udzielać się tam, gdzie jeszcze mało coś znam, aniżeli prowadzić zaciężne dysputy na tematy banałem zalatujące.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1023946026057615676?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1023946026057615676/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/din-don-din-don.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1023946026057615676'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1023946026057615676'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/din-don-din-don.html' title='din don din don'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8804909410744003575</id><published>2009-05-03T18:26:00.022+02:00</published><updated>2009-05-03T20:50:45.079+02:00</updated><title type='text'>wszystko kręci się wokół jednego</title><content type='html'>no i pięknie było. odrobina lenistwa i rozkoszy nie tylko dla ducha. pojedly my, popyly my, pogryllowaly my. przejażdżka rowerem do Ligoty i z powrotem również okazała się wyśmienitym pomysłem. odcinkami naprawdę przepiękna trasa... (która jak się jednak okazało, trochę mi już wcześniej znana) prowadząca pośród żółtego rzepaku, a to lasu skrajem, ze Ślężą raz to po prawej, raz po lewej. no i te pagórki... jest gdzie się zmęczyć, jest i gdzie się rozpędzić, poczuć we włosach wiatr, ach. tak, nawet tych moich, krótkich, hueh. dystans może niezbyt pokaźny, bo 62 km, ale i tak - satysfakcjonująco. na koniec, Agrowczasowiczom za towarzystwo pięknie dziękuję. zaś Pani Gospodarz po trzykroć wszystkiego winszuję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8804909410744003575?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8804909410744003575/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/wszystko-kreci-sie-woko-jednego.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8804909410744003575'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8804909410744003575'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/wszystko-kreci-sie-woko-jednego.html' title='wszystko kręci się wokół jednego'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-7789544374672063293</id><published>2009-05-01T00:01:00.005+02:00</published><updated>2009-05-02T12:20:12.210+02:00</updated><title type='text'>i tylko skał nie będzie</title><content type='html'>czwartek. jeny. to dziś. a ja nawet nie pamiętam co robiłem. a tak... miasto i wieś. to wieś za co można dostać plusa. ja jednak chcę też. poczucie sprawiedliwości u niektórych się odzywa. nawet u tych najbardziej zatwardziałych buntowników z wyboru. nawet. potem ucieczka i wagary. usprawiedliwione jednak to wagary, usprawiedliowne, no miejmy przynajmniej taką nadzieję.&lt;br /&gt;mrówa nie śpi, mrówa transkrybuje. aaaa-ha. to już wiem, co wycina mi dni z życiorysu. deal z olą. do leclerca pognałem.&lt;br /&gt;a jutro, pojutrze i popo... ligota. będzie rower, będzie grill, będzie praca, będzie szeks. normalnie wszystko będzie. w końcu majowy... co z tego że chujowy, bo trzydniowy. pięknie będzie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-7789544374672063293?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/7789544374672063293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/nie-unikam-trudnych-rozmow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7789544374672063293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7789544374672063293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/05/nie-unikam-trudnych-rozmow.html' title='i tylko skał nie będzie'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1987158755911284757</id><published>2009-04-30T01:35:00.008+02:00</published><updated>2009-05-02T12:10:04.114+02:00</updated><title type='text'>nie unikam trudnych rozmów</title><content type='html'>no i stało się. znów zaniedbałem. bloga, bloga, o nim oczywiście mowa. ale jakoś tak czasu brak. nawet na tak ważne rzeczy, a co dopiero na bloga. sam nie wiem. ale nie jest chyba jeszcze najgorzej. dlatego piszę, nadal piszę. chociaż nieraz się zastanawiam, co z całej tej pisaniny wynika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to zaraz, od czego tu zacząć. muszę lookn'ąć w kalendarz... matkuś święta. gdyby to zobaczył miodek... boże ratuj od pokemoństwa. przepraszam, już nie będę. postanawiam się poprawić. btw, każdy już zrobił sobie ten test? http://www.ntjp.pwn.pl/ test na pokemona, być może. polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no więc ostatni post, to ten z niedzieli 26 kwi. yhm. od tamtej pory minęły zatem trzy dni. no i przyznam szczerze, sporo się działo w przeciągu tych trzech dni. może też nie tak sporo, jeśli wziąć pod uwagę ich ilość. ale z pewnością, jeśli zastanowić się nad jakością wydarzeń minionych dni, znaczeniem, jakim się odbiły w moim życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;postaram się skrótowo, nie telegraficznie. bo tego już chyba ostatecznie dowiodłem, że nie umiem. krótko, acz nie na tyle, by nie enigmatycznie. a wyjdzie, jak wyjdzie, pewnie i tak... chujowo-beztreściowo. albo też abstrakcyjno-zagadkowo. ekshibicjonistą widać jednak nie jestem. albo po prostu dżentelmenem. przynajmniej do miana takiego aspiruję, chcę aspirować. dżentelmeni o pewnych rzeczach nie rozmawiają na forum. rzecz naturalnie, nieco inaczej się ma, jeśli chodzi o rozmowy na osobności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ale co by nie przedłużać. lecim...&lt;br /&gt;poniedziałek. to był kwas. od niemal euforii do klasycznego wkurwu. tuż przed zajęciami, z ponad talerza, dzwonię do radia. chyba pierwszy raz w życiu. zgarniam bilety, miło. fanny i aleksander, to jest to. potem jednak wuenes i dziwna rozmowa na koniec. za późno się złapałem za język. zostałem jednak do tego sprowokowany. ale mniejsza. o pewnych rzeczach się nie rozmawia. niepotrzebnie zapytałem. niepotrzebnie też padła odpowiedź. usprawiedliwiająca i wskazująca winę. moją oczywiście winę. a można było nie powiedzieć nic. dowiedziałem się jednak też dających wiele do myślenia rzeczy. przynajmniej dwóch. może i więc warto było zadać pytanie, jedno z tych których się nie zadaje nawet? tak, to było stanowczo nieprzewidywalne zachowanie. stąd i może nie planowana odpowiedź. w każdym jednak żarcie, w każdej myśli i przytyku... ziarnko prawdy. dowiedziałem się po pierwsze, że o informacje to trzeba się starać. o wszelkie informacje. a ja myślałem, że o niektóre chociaż nie trzeba. cóż, zdania nie zmienię. przyznaję się jednak do tego, że czasem niezbyt jestem na bieżąco. ale czy to akurat miało jedno z drugim związek. wg mnie, mieć akurat tu nawet nie powinno.&lt;br /&gt;dowiedziałem się też innej, być może znaczącej rzeczy. mam zbyt dobry PR w niektórych kręgach. tak przynajmniej jest to poczytywane. nie zamierzam się tym jednak specjalnie przejmować. "zbyt" to określenie zawsze względne. kwestia relatywizmu, jaki przyjmiemy. w tym jednak przypadku, wydaje mi się, że pewien relatywizm został wręcz pominięty w interpretacji, poczynionych obserwacji... nie wnikam jednak więcej w to. gdyby ktoś miał wątpliwości, że tak powiem, walić prosto z mostu i pytać mnię!! a nie snuć domysły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;żeby jednak dzień mógł zacząć uchodzić za naprawdę jeden tych, jakie ostatnio zwykło się określać mianem "z dupy", to w drodze powrotnej z uczelni potrąciłem pieszego. potrąciłem jednak to zbyt mało tu powiedzieć. jakiś facet władował mi się wprost pod koła roweru, w miejscu, naturalnie, niedozwolonym do przekraczania jezdni. inaczej, zresztą, pewnie bym tu o tym nie wspominał. chociaż wspomnę jednak i o tym, że tego samego dnia, i ja wybitnie łamałem przepisy ruchu drogowego. miałem jednak spore wyrzuty sumienia po tym, jak lawirowałem na przejściu dla pieszych, oczywiście na dwóch kółkach będąc. mój bilans ofiar, że tak powiem, ofiar z mojej winy, wciąż jednak wychodzi na zero. a to chyba też coś znaczy. bo jak łamać albo naginać przepisy, to z rozwagą. scentrowane koło, lekko tylko zadarta skóra na dłoni &lt;istny&gt;, usłyszane słowo &lt;przepraszam&gt;przepraszam, to bilans tego wypadku. godzinne bieganie nie pomogło rozładować wkurwu. na chuj że przeprosił, na chuj że inny do parku swojego zaprosił, że kasę wypłacił i głupio się poczuł. na chuj mi to wszystko. jakoś nie potrafię czerpać z tego satysfakcji. rozgoryczenie przekuwam w śmiech. i to jedno mnie tylko ratuje. bo o krok, nieraz czuję, przystaję od radykalizmu. a to już niebezpieczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wieczorem kino. i uczta dla fanów bergmana.  prawdziwa uczta, bo seans ponad trzy godzinny i to nie byle jaki, tylko sam aleksander, no i fanny... dla fanów, do których stwierdzam ostatecznie, że i ja się zaliczam. potem 'kino' samochodowe z anitą. zagadujemy się do trzeciej. jest dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wtorek. tego dnia również o trzeciej idę spać. a to na skutek kolejnej trudnej rozmowy. zbyt trudnej jak na jedno wypite tylko piwo. tu jednak już tak dobrze dzień się nie kończy. bo nie kończy się prawie w ogóle, rzekłbym. &lt;/przepraszam&gt;&lt;/istny&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ale z trudnych rozmów człowiek się czasem dowiaduje też całkiem ciekawych rzeczy, na temat - swój, innych ludzi, swoich rozmówców... to czasem taka dobra próba. próba więzi, próba człowieka, test na to, kim ten ktoś jest. trudne rozmowy zawsze coś wnoszą. no może prawie zawsze. bo nie, gdy nie zostają dokończone. a specyfiką tych trudnych, jest właśnie niestety i to, że zwykle ciężko je zakończyć. dlatego może bardziej przypominają test bez wyniku. coś jak sprawdzian bez oceny.&lt;br /&gt;to co koryguje nieraz życie, może prędzej skorygować taka rozmowa. tak mi się wydaje. taką mam przynajmniej nadzieję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;do lądka jednak nie dlatego nie jadę. to tak żeby było dla niektórych jasne. mimo tego, iż ścianą też nie jestem. w odróżnieniu od tych samych niektórych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;środa. mrówczej transkrypcji ciąg dalszy. olewam paź. i wcale mi tego nie żal. a nie przepraszam, to było we wtorek. ale tego dnia też odpuszczam sobie, wykład akurat, i akurat jego mi już żal. zmieniam nazwę na swoim pulpicie ze skrót do praktyki, na skrót do jebane praktyki... jestem wulgarny, wiem. ale tylko to pozwala mi w tej sytuacji sobie jakoś ulżyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1987158755911284757?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1987158755911284757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/nie-unikam-trudnych-rozmow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1987158755911284757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1987158755911284757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/nie-unikam-trudnych-rozmow.html' title='nie unikam trudnych rozmów'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8110756084898089574</id><published>2009-04-26T19:47:00.007+02:00</published><updated>2009-04-27T00:19:29.425+02:00</updated><title type='text'>children of sanchez</title><content type='html'>to aż niewiarygodne. jak nieudolny emocjonalnie potrafi być niekiedy człowiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;znów w telegraficznym, postaram się... kino dworcowe i dzieci sancheza. tego też, między innymi, tyczy się powyższe. chociaż nie tylko tego. dziwna rozkmina nad zamierzchłymi okolicznościami sprawy, która z pozoru, mi już obojętna. no bo gdy nie mamy już żadnych szans na jakąkolwiek zmianę tego, co było, a nikłą na to, co jest, to na co zda się tu ...świadomość, znajomość faktów? ażeby wiedzieć? nie każda wiedza przecież człowiekowi służy. przekonałem się o tym na własnej skórze już niejednokrotnie. więc nie grzebię w odmętach przeszłości, ran zagojonych nie rozdrapuję. czasem tylko przypatruje się z zaciekawieniem bliznom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wczoraj weselicho. a dzisiaj kac-morderca. wszystko zatem w normie. jak na wesele przystało - było wesoło. też obficie było, znamienicie było, no i disco polo - też, było, było. i tylko od bójki, chyba ledwo co, się obyło. siadła tylko trochę z początku logistyka, jeżeli o transport chodzi, ale w końcu zawsze coś, zawsze coś... musi. magnes na dziwaków, psychicznie nieprzecientnych - że ich tak pięknie nazwać, też zadziałał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;piątek. piątku nie pamiętam, coś się pewnie działo. a może i nie. a tak, pamiętam. mrówa nie śpi, mrówa transkrybuje. to hasło mi przez parę godzin tego dnia przyświecało. jak ja nie cierpię być murzynem... do tego wykonującym najgłupszą, mrówczą i najbardziej odmóżdżającą, jaką w życiu dotąd mi było wykonywać, pracę. ale dość. zrobiłem tego dnia też rozeznanie po rowerowych. bo na razie nic nie kupuję. brak finansowych perspektyw zmusza do wstrzymania się na razie od wszelkich wydatków i pozostania na etapie ślinienia się przed oknem wystawowym. rozeznanie jednak zawsze dobrze mieć. a na początek,  na początek będą rogi, to już wiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8110756084898089574?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8110756084898089574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/na-wasne-oczy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8110756084898089574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8110756084898089574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/na-wasne-oczy.html' title='children of sanchez'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2391627117595603273</id><published>2009-04-24T00:55:00.004+02:00</published><updated>2009-04-24T01:10:02.888+02:00</updated><title type='text'>ślepemu kurczakowi</title><content type='html'>gdy człowiek odkryje, że trafił mu się skarb, ten, prędzej czy później, go zauroczy. ja niedawno odkryłem. zauroczyłem się też. teraz tylko co robić, by skarbu nie utracić. by skarbu nie roztrwonić, nie zamienić na drobne, nie zrzec się go przedwcześnie... bo posiadanie skarbu to też odpowiedzialność. którego nie całkiem słodkie brzemię teraz właśnie odczuwam. zastanawiam się też, na ile jestem uczciwym, rozsądnym człowiekiem, a na ile ślepcem. mam nadzieję, że tylko to pierwsze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2391627117595603273?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2391627117595603273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/slepemu-kurczakowi.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2391627117595603273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2391627117595603273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/slepemu-kurczakowi.html' title='ślepemu kurczakowi'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1933470539558097025</id><published>2009-04-22T23:57:00.003+02:00</published><updated>2009-04-23T00:17:10.072+02:00</updated><title type='text'>dziennik</title><content type='html'>to ja wrzucę może tu jeszcze jeden post. bo ostatnio braki, braki... będzie w telegraficznym skrócie.&lt;br /&gt;poniedziałek. perwersyjna niemalże praca w grupach. biegando pod wieczór i osiem długości, odry jednak drugim brzegiem, razem tym. wieści z więcborka, telefonował wojtas. kierunek krym się nie zmienia. koncepcja wyprawy - lekko. termin również niezmienny.&lt;br /&gt;wtorek. klasyczna zamuła na zajęciach pierwszych i ostatnich mych. co by tu nazwiskami nie rzucać. ni to manipulacje ni edukacja. tyle powiem z tego. półmetek. a na nim tance, hulance, czy wręcz swawole. to wszystko jednak okiełznane sporą dawką humoru. zdrowego czy nie, no to jednak zabawa była przednia.&lt;br /&gt;środa. ten dzień był krótki... spać położywszy się wpół do siódmej wstaję przed trzecią. niby nie kac, ale jednak. leniwie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1933470539558097025?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1933470539558097025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/dziennik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1933470539558097025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1933470539558097025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/dziennik.html' title='dziennik'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6121786849281136162</id><published>2009-04-22T23:46:00.005+02:00</published><updated>2009-04-23T00:19:46.614+02:00</updated><title type='text'>znajdź różnice pomiędzy tymi z pozoru niczym nie różniącymi się obrazkami</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Se-RyW_FBnI/AAAAAAAAAA8/lrpkkOGIErg/s1600-h/PAJACYK.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Se-RyW_FBnI/AAAAAAAAAA8/lrpkkOGIErg/s320/PAJACYK.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5327637178552223346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;bo człowiek to czasem jak ten pajac... wystarczy żeby mu brzuch napełnić, w ciepłym położyć, elementy składowe dobrze naoliwić...  i już zadowolony. bo chyba jeszcze nie szczęśliwy. czasem mu się też wydaje, że już pana boga za pięty złapał, podczas gdy to tylko chwilowe zadowolenie z aktualnego stanu rzeczy. chwilowo może sobie wtedy taki człowiek powiedzieć, że panuje nad sytuacją, nad swoim życiem... chociaż nie da się przy tym ukryć, że i te najbardziej podstawowe potrzeby muszą być zaspokojone, by móc ruszyć dalej. pełny brzuch to podstawa. a i nie tylko brzuch.&lt;br /&gt;świadom tego wszystkiego, staram się o tym nie zapominać. staram się nie ulegać pozorom...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6121786849281136162?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6121786849281136162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/znajdz-roznice-pomiedzy-tymi-z-pozoru.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6121786849281136162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6121786849281136162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/znajdz-roznice-pomiedzy-tymi-z-pozoru.html' title='znajdź różnice pomiędzy tymi z pozoru niczym nie różniącymi się obrazkami'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Se-RyW_FBnI/AAAAAAAAAA8/lrpkkOGIErg/s72-c/PAJACYK.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2163900387690502986</id><published>2009-04-20T00:11:00.004+02:00</published><updated>2009-04-21T00:09:18.952+02:00</updated><title type='text'>zdrowo zmęczony</title><content type='html'>się opuszczam, bloga zaniedbuję. muszę więc znów nadrobić. w każdym razie napisać coś. coś aktualnego może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no więc dziś wyskoczyłem do oleśnicy na niedzielny obiadek. żeby ciekawiej było, to rowerkiem. sezon rowerowy mogę więc ostatecznie, z czystym sumieniem, w moim przypadku, uznać za: otwarty. siedemdziesiąt kilometrów przejechanych i to o dziwo nie na kacu. a może kac był, ale ilość świeżego powietrza, a właściwie jego nadmiar (w stronę TAM - pod wiatr), spowodował transplantację bólu, czy może raczej transplantację komfortu. a właściwie dyskomfortu. z uczucia głowy ciężkości, na ciężkość nóg. w drugą stronę o wiele przyjemniej, bo z wiatrem w plecy. ogólnie więc, miło. ale bez zestawu naprawczego do dętek i pompki, to ja już się nie ruszam x-]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na koniec dnia spociłem się raz jeszcze. i zmarzłem zarazem. jednak tym razem już nie sam, a w bardzo zacnym towarzystwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wczoraj za to również zacnie. i w równie zacnym towarzystwie chociaż poszerzonym o sporo osób nie znanych mi dotąd. mimo obaw, nikt nie zmarzł, nie padało i nawet słońce wyszło na chwilę. grill doszedł do skutku. a ogólnie to bardzo pro. finał wyjątkowy, bo z kopaniem, poważnym rozmawianiem i nawet płakaniem. nie moje to jednak łzy, nie moje kopniaki i nie moje rozmawianie do kogoś. a wszystkie te czynności należą, jestem o tym przekonany, a w każdym razie, w to przynajmniej chcę wierzyć, że należą do istot o niezwykle szczerych i dobrych intencjach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;echo archiwizuje co jeszcze nie publikuje, nieźle. ale dzięki temu, ktoś w gdańsku może poznać już teraz coś, co efektem czegoś, czego inicjatorem był ten ktoś. piszę zbyt enigmatycznie? no dobrze, dziękuję zatem łukaszowi za wyprawę na bornholm i za dobre słowo, którego mi nigdy nie szczędzi, a które mnie niezwykle dopinguje. izabeli, za korekty i w ogóle za stworzenie możliwości dziennikarzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kładę się spać zupełnie wyczerpany. lubię jednak ten stan. swoiste katharsis - po tym, jak człowiek się zdrowo zmęczy. a jutro może panel. tak na dodanie otuchy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2163900387690502986?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2163900387690502986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/zdrowo-zmeczony.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2163900387690502986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2163900387690502986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/zdrowo-zmeczony.html' title='zdrowo zmęczony'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1726248887250036414</id><published>2009-04-17T23:31:00.004+02:00</published><updated>2009-04-18T01:24:50.635+02:00</updated><title type='text'>znów się działo</title><content type='html'>jutro minąłby równo miesiąc. okrągły miesiąc jak przestałem się wspinać. by do tego jednak nie dopuścić, jak również zainspirowany poczynaniami pewnej osoby, można więc powiedzieć zmotywowany ciekawością, jak i pełen obaw, co do własnej kondycji, jak również i stanu kontuzjowanego ścięgna, wybrałem się na ścianę.&lt;br /&gt;tak... niestety, panel. mimo iż pogoda aż krzyczy, woła, drze się, usilnie zachęca.. bo nie prosi się już nawet, o to, by w tych, jakże wybitnie sprzyjających okolicznościach przyrody, odwiedzić skały...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś też miałem, po raz pierwszy, dobry bo miarodajny wskaźnik tego, ile czasem dziennie przejeżdżam na rowerze po mieście. na liczniku wybiło ponad 22 km, a do tego jeszcze doliczyć należy a ze z pięć, jakie pokonałem jadąc do pracy, bo to już moim rowerem 'miejskim', a nie - moją czarną perłą, prędkim mustangiem, rowerem 'właściwym', którym tak zacnie dzisiaj żem sobie śmigał. co daje razem jakoś powyżej 27 km. nieźle. a pomyśleć, że do ole mam 35...&lt;br /&gt;a ogólnie, wszystko to w niesamowitym tempie. aż niebezpiecznie, bo można się chwilami poczuć, dziwnie swobodnie i pewnie na drodzę.. można się poczuć niemal równym innym pojazdom - no bo jak nie, gdy w podobnym tempie przemieszczającym się a niekiedy nawet - szybszym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, żeby nie było, musiałem złapać gumę. ehh to szkło, wszędzie go pełno. chyba muszę wymienić też opony. baa, na pewno to zrobię i tak. tylko pytanie kiedy. mowa oczywiście o moim czarnym mustangu ; D nie starej poczciwej ukraince. w tej zresztą, ogumienie niedawno wymieniałem.  traktor-protektor bowiem na zimę być musiał! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;co do echa. ostatecznie stanęło na tym, że będzie po nazwisku. i o połowę krócej. czyli nie tak, jak chciałem. ogólnie też nie wyszło to najlepiej, bo i mam parę, mniej lub bardziej, istotnych zastrzeżeń. ale ogólnie tekst daje radę. szkoda tylko że to wszystko tak... bez ostatecznej autoryzacji. no ale ogólnie jestem, powiedzmy, zadowolony. dzięki, iz, za korekty, wszelkie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;aa, no i idę na półmetek. w końcu zapłaciłem. chociaż jeszcze o dychę wołają. ach... to już byłyby skały na dwa dni, jak nic. mam nadzieję, że się nie rozczaruję tylko. wystarczy że ludzie dopiszą... ale z drugiej strony, czy nie można by się tak na plenerowe picie umówić? tylko musi być miejscówa? skoro rzecz się i tak do tego sprowadza. no dobra. nie narzekam. przynajmniej potańcówa gwarantowana. no i impra zamknięta. bez dresów, bez lanserów, przynajmniej. no miejmy nadzieję, w każdym razie. eh, wciąż jednak wierzę w ludzi, niestety. to moja bolączka. jak i jedna z wielu. umiejętnie zaplanowany dystans i pełna pragmatycznego myślenia postawa nie zawsze jednak zostaje wcielona w czyn. a idealistą nie jestem. nie w praktyce, przynajmniej. dlatego idę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1726248887250036414?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1726248887250036414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/znow-sie-dziao.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1726248887250036414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1726248887250036414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/znow-sie-dziao.html' title='znów się działo'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3935338563373579047</id><published>2009-04-15T00:58:00.013+02:00</published><updated>2009-04-15T02:16:37.955+02:00</updated><title type='text'>inauguracja</title><content type='html'>no i po strachu. pierwszy raz naprawdę bałem się świąt. do tego tych świąt, zwłaszcza tych, jak i w ogóle. nie było jednak tak źle. a nawet było całkiem zacnie. z mieszanymi uczuciami mimo to wyjeżdżam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;inauguracja sezonu rowerowego. ogólnie zakończona sukcesem. tylko znów trochę na wariackich papierach. wbrew pozorom, wszystko jednak pod kontrolą, kompleksowa minimalizacja ryzyka, we własnym przynajmniej zakresie. a że ekstremalnie i na styk, to swoją drogą.&lt;br /&gt;w każdym razie, mój czarny mustang już tutaj, na czebnickiej. i cieszy mnie to. godzina minut czternaście, z bramy do bramy, też nieźle. chociaż mogłoby być jeszcze lepiej. ale z nie lada tobołem na plecach, także tego. inauguracja w dobrym stylu, bądź co bądź.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;gardło jak bolało tak boli. służba zdrowiu w tym kraju, jak zwykle. czyli nie wiadomo w służbie komu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pentorando bez rewelacji. pasztet-man to ksywka która chyba przylgnie do mnie już na stałe. oczywiście zaraz po king of the pentor. i oczywiście, tylko w pewnych kręgach, bardzo wąskich i specyficznych kręgach. no ale co ja zrobię, przecież nie zaprzeczę, lubię pasztet ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wieczorem pierwsza korekta. która tym razem, kończy się wyjątkowo miło. bo żeby brać, trzeba się nauczyć wpierw dawać. i taką kolejność uważam za właściwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;aha. o żałobie miałem jeszcze. zastanawiałem się ostatnio... jak to, co się wkoło nas dzieje od wczoraj, ma się do jakże często cytowanej, a ukutej przez, nie kogo innego, jak przez naszego kochanego wujka józka ze wschodu, sentencji o tym, że śmierć jednostki to tragedia, a milionów - to tylko statystyka...&lt;br /&gt;dlaczego nie ogłaszamy żałoby narodowej, jak ginie w górach jeden z naszych najwybitniejszych himalaistów młodego pokolenia, dlaczego nie wtedy, jak ginie pod kołami samochodu czyjś najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, dlaczego nie, jak spali się żywcem troje z czteroosobowej rodziny, a ogłaszamy, jak zginie ludziów w liczbie dwudziestujeden.&lt;br /&gt;czy jest jakaś magiczna liczba. to przecież już nie jeden, skądinąd, też nie milion, powiedziałby wujcio... a może chodzi o jakieś magiczne okoliczności. iluż to jednak ludzi ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. a iluż pośród aż nazbyt brutalnej bo prymitywnej, by nie rzecz banalniej, prawdy o okolicznościach ich śmierci.&lt;br /&gt;i dlaczego w święta ludzie mają nosić się z żałobą. nie do końca podoba mi się ten pomysł. pomysł trzydniowej żałoby.&lt;br /&gt;mam też pewne wątpliwości, co do akcji typu 'jeżeli jesteś współczujący i nieobojętny ci los pogorzelców, podziel się swoim majątkiem, numer konta załączamy u dołu ekranu...'. i żebym został dobrze zrozumiany. to zajebista sprawa, że w tak łatwy sposób ludzie mają okazję sobie wzajemnie pomagać. sms o treści pomoc itd. ale widzę w tym też pewną niewydolność systemu i to mnie martwi. solidarność społeczna solidarnością, ale to nie do końca powinno tak być. to system powinien się właśnie w takich sytuacjach wykazać, a nie pojedynczy ludzie.&lt;br /&gt;ale nie ma to, jak sobie urządzić populistyczne igrzyska na dogorywających raptem zgliszczach ludzkiej tragedii.&lt;br /&gt;i to może o to w tym wszystkim zawsze chodzi. o fałszywe oswojenie rzeczywistości poprzez jej zakłamanie, o uspokojenie własnego sumienia poprzez jednorazowe działanie, o cały ten chłam i cały ten szajs. i wcale tylko w polityce, bo przecież w życiu, które na takie formy uprawiania tej pierwszej, pewnie niejednokrotnie, dozwala.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3935338563373579047?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3935338563373579047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/inauguracja.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3935338563373579047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3935338563373579047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/inauguracja.html' title='inauguracja'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3827289536590447118</id><published>2009-04-14T00:44:00.009+02:00</published><updated>2009-04-14T01:24:51.907+02:00</updated><title type='text'>hiszpańskie rewelacje</title><content type='html'>rozmowy nocą owocują niekiedy rewelacyjnymi nie-nowościami.&lt;br /&gt;pamiętaj zawsze, to co wydaje ci się, że dla nikogo nie okaże się już nowością, może znaczyć, że tylko dla ciebie nią już nie jest.&lt;br /&gt;albo też, to co ważne, bądź pewien że powiedziałeś, a niech ci się tylko nie wydaje.&lt;br /&gt;co najmniej pół roku za późno, pół roku zbędnego zupełnie czajenia.&lt;br /&gt;ale tajemnicy dotrzymałem. to tym się mogę przynajmniej szczycić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, dzieciństwa błogiego wspomnienia. choć może nie aż tak nieznaczącego jak błogiego. bo pewnie i bardzo znaczącego. pytanie tylko JAK bardzo. ehh. jak-ościówka, nigdy nie dająca spokoju... na pocieszenie pozostaje skonstatować to tylko stwierdzeniem: każdy ma przecież jednak swoją historię. niepowtarzalną i wyjątkową. i to we wszystkich możliwych znaczeniach obu tych słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziwnie bolące gardło do tego. od tygodnia chyba już boli a wciąż tak samo. bez kaszlu i bez jakichkolwiek innych objawów jakiejkolwiek choroby. dziwne. i nawet się wysypiam. chyba pójdę z tym do lekarza. bo nie mija.&lt;br /&gt;no i plan inauguracji sezonu rowerowego przez to się pierdzieli. no bo jak tu ryzykować z bolącym gardłem jazdę rowerkiem do wro? nierozsądne? pewnie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zarządzanie emocjami czy zarządzanie rozsądkiem? które z tych dwóch jest bardziej możliwe i z którym mam(y) do czynienia? takie pytanie z kolei stawiam sobie na dobranoc. i nie zamierzam odpowiadać. ale może ktoś by chciał... a ktoś jeszcze poza mną z pewnością chciałby znać odpowiedź, i to akurat wiem... aaaale. chyba z odpowiedziami dotyczącymi pewnych kwestii trzeba się po prostu wstrzymać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3827289536590447118?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3827289536590447118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/hiszpanskie-rewelacje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3827289536590447118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3827289536590447118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/hiszpanskie-rewelacje.html' title='hiszpańskie rewelacje'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3463723217896593436</id><published>2009-04-12T14:11:00.007+02:00</published><updated>2009-04-13T18:51:30.061+02:00</updated><title type='text'>życzenia</title><content type='html'>z racji iż nastał czas życzeń. i ja życzę wszystkim: byście się na co dzień rodzili nowym człowiekiem. nie człowiekiem bez historii bynajmniej, bo i z pamięcią o tym co było, co jest, lub ma się niebawem wydarzyć, lecz mimo tego wszystkiego, a więc co by się nie działo/nie wydarzyło teraz/w przeszłości, byście potrafili trwać w gotowości do życia, do przeżywania go wciąż jakby od nowa. do tego, dziecięcej radości z życia i dorosłego spojrzenia na te sprawy, na które w sposób dziecięcy reagować już dobrze nie jest. tego Wam wszystkim życzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wspomnienia z bornholmu uruchomił żem. artikel się pisze. poza tym, babka sernik goni, czyli smacznie i miło, przy stole siedzom my sobie. idyllicznie, żartobliwie. czyli tak, jak w święta chyba być powinno. niepoważna optymistyka, która skłania mnie, by rzec: jest dobrze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3463723217896593436?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3463723217896593436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/zyczenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3463723217896593436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3463723217896593436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/zyczenia.html' title='życzenia'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2571762118810681468</id><published>2009-04-11T18:56:00.008+02:00</published><updated>2009-04-11T23:02:58.238+02:00</updated><title type='text'>axis of ignorance</title><content type='html'>w wielki piątek poszczę. dwoma obiadami i jednym śniadaniem. a przecież raz do syta się zaleca. grzesznik ze mnie.&lt;br /&gt;poza tym, wątpienia oczywiście ciąg dalszy. z tą różnicą, że chwilami zaczynam już wątpić w to, że wątpię. więc chyba powoli wychodzę ze swojego kryzysu... oby. tak sobie to przynajmniej będę to tłumaczył. wszak stany pośrednie nigdy niewskazane... podobno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;decyzje na ostatnią chwilę podejmowane to jednak moja specjalność. aż dziw że zdążyłem wsiąść do tego pociągu. obserwuję wszystko w nowej, jednak na obserwacjach się kończy. poza tym, że sobie popiskałem w zacnym towarzystwie, niewiele pożytku ponadto.&lt;br /&gt;obserwacje też niczym nie zaskakują. oczywiście poza strukturą demograficzną, która znacząco różna od starej, pod wieloma względami. lecz i to w zasadzie w ogóle nie zaskakujące.&lt;br /&gt;zastanawiam się tylko, kto większy gbur. ja czy chór.&lt;br /&gt;a naprawdę się starałem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;sceną rodem z syna marnotrawnego powracam. powracam, bo przecież jeszcze nie powróciłem. powrót to nie jednorazowa czynność. to proces, ciąg zdarzeń, okoliczności, przede wszystkim zaś próba czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a dziś, już za chwilę, udam się do starej. będę nasłuchiwał pytania "o co mnie pytasz". mam nadzieję, że rozpoznam melodię, gdy już pieśń zabrzmi. a gdy już rozpoznam, dam odpowiedź, mam nadzieję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;romantycznie mimochodem. i sekretnie zarazem. ramie w ramię zaczynamy niebezpiecznie kroczyć. nawet z tym przeszkadzającym. oho. i w tym momencie, zaczynam się bać. a ty nie? nie odpowiadaj. idźmy dalej, póki co, idźmy dalej, bez obaw.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2571762118810681468?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2571762118810681468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/axis-of-ignorance.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2571762118810681468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2571762118810681468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/axis-of-ignorance.html' title='axis of ignorance'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3284505487167445273</id><published>2009-04-09T23:09:00.004+02:00</published><updated>2009-04-10T00:53:25.642+02:00</updated><title type='text'>mało adekwatnie</title><content type='html'>czasami nawet najlepszy dowcip potrafi nie być śmieszny, gdy jest mało adekwatny do sytuacji. dziś mi nie do śmiechu. jak zresztą w ogóle w ostatnim czasie. a jeśli nawet widzieliście na mej twarzy uśmiech ostatnio, to był to prawdopodobnie jeden z tych głupich, który na twarzy pojawić się nie powinien. chociaż generalnie, głupio staram się zwykle nie uśmiechać. muszę też chyba częściej włączać radio/net/tv/prasę poczytywać, celem newsów zgłębiania. bo żem mało na bieżąco ze sprawami niektórymi. a rzecz jedna mnie zmroziła dziś doszczętnie. i to zupełnie nie na żarty. kolejna śmierć w ostatnim czasie, kogoś kogo było mi dane pośrednio poznać, ktogoś, kogo śmierci zupełnie bym się nie spodziewał. wczoraj zginął piotr morawski. człowiek, który w ostatnim czasie począł odgrywać dosyć istotną rolę w moim życiu. żal. [*]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;co do świąt zaś, to prośba do wszystkich moich znajomych. nie życzcie mi wesołych. moje wesołe raczej nie będą. i nie planuje by były. dobrze będzie, jeśli będą przeżyte godnie. i tyle mi wystarczy. a godnie znaczy dla mnie: z szacunkiem i ze spokojem. może nawet wystarczyłoby tylko to drugie.&lt;br /&gt;tymczasem, się szwendam. coraz bardziej nabierając pewności, że to co robię jest słuszne. żebym tylko doszedł na metę nie spóźniając się. może zatem lepiej byłoby przyśpieszyć kroku... może jednak nie. wszak wszystko ma swą godzinę. i nic nie dzieje się bez przyczyny. ach&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3284505487167445273?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3284505487167445273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/mao-adekwatnie_09.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3284505487167445273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3284505487167445273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/mao-adekwatnie_09.html' title='mało adekwatnie'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6172065015385554913</id><published>2009-04-07T21:15:00.004+02:00</published><updated>2009-04-08T00:22:26.342+02:00</updated><title type='text'>przestępca</title><content type='html'>dziś popełniłem przestępstwo. jak się okazuje, nie wykroczenie. przejechałem przez rynek będąc po jednym 0,3. tak orzekł dzisiaj TK. dobrze wiedzieć. aha, jakbyście się kiedyś dowiedzieli, że siedzę w kiciu, to też, się nie zdziwcie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wtorki, utwierdzam się w tym przekonaniu, to dni, podczas których najdotkliwiej doświadczam poczucia marnowanego czasu i niesamowitej różnicy poziomów. z jednej strony uniwersytet, z drugiej przedszkole. no dobra, podstawówka, podstawówka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;znów w pracy. a jutro znów będzie znów. dziś jednak pierwszy raz przeprowadzałem ankietę bedąc po piwie. cóż, zawsze musi być kiedyś ten pierwszy raz. w sumie, miło. no i z niedomykaniem się strun moich głosowych nie miałem dziś nawet takich problemów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no i pierwsze 'spotkanie biznesowe'. tyż miło. ho ho, e-cho, uważaj... nadchodzę ;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6172065015385554913?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6172065015385554913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/przestepca.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6172065015385554913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6172065015385554913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/przestepca.html' title='przestępca'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1372766174280752675</id><published>2009-04-07T01:03:00.004+02:00</published><updated>2009-04-07T01:42:23.010+02:00</updated><title type='text'>idiotycznie drobiazgowo</title><content type='html'>nie można wszystkich lubić. chyba po raz pierwszy ktoś mi wytłumaczył co naprawdę to znaczy. i o co kaman w tej jakże chętnie i często powtarzanej przez wielu sentencji. dzięki izzz, pojąłem chyba wreszcie co to znaczy. teraz jeszcze tylko zacząć tym żyć. nie, ja raczej nie z tych, co się mianem asertywnych zwykło tytułować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pentorando. a jednak ludzie wciąż i wciąż zaskakiwać potrafią. tylko może już nie szokować. pobudka za dwadzieścia pięć na miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;biegando. co jak co, ale z tempem nie mam ja raczej problemów. 7:18 i 7:19 to czasy pełnych długości. 4:53 i 4:50 to czasy 3/4 długości.  bez pośpiechu, acz solidnie. to moja dywiza nie tylko przy bieganiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i jeszcze to. ludzie nie lubią jak im się tłumaczy rzeczy dla nich proste i zrozumiałe. dlaczego tak jest, do końca nie wiem. i dziwi i nie dziwi mnie to. jednak zaskakuje, jak bardzo ludzie potrafią się z tego powodu oburzać.&lt;br /&gt;nierzadko mi się to zdarza, stąd zwracam na to uwagę.&lt;br /&gt;i naprawdę... wszyscy moi drodzy rozmówcy. kiedy tłumaczę wam coś, co dla was być może wydaje się najbanalniejszych banałem, to nie dlatego, że traktuję was jak idiotów ani że sam nim jestem. co do tego drugiego przynajmniej chcę wierzyć, że tak jest, a co do pierwszego, to w ogóle nie specjalnie się nad tym zastanawiam, gdy z kimś rozmawiam. po prostu, chcę mieć pewność, że zostanę doskonale zrozumiany niezależnie od kontekstów, wszelkich poszumów, tego z kim rozmawiam, gdzie i jak rozmawiam, itp, itd.&lt;br /&gt;jednocześnie, muszę to wyznać, zawsze towarzyszy mi pewna obawa. obawa, że mówiąc prędko i ogólnikowo, skrótowo i niezbyt wnikliwie, przeoczona zostanie istotna kwestia albo całkiem nawet, istota rzeczy omawianej. stąd taka a nie inna czasem moja mowa, synonimiczna, zawiła i przydługa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ale co by sie dłużej nie rozwodzić. dobranoc koniec kropka przecinek&lt;br /&gt;ciąg dalszy pewnie i tak niebawem nastąpi&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1372766174280752675?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1372766174280752675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/idiotycznie-drobiazgowo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1372766174280752675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1372766174280752675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/idiotycznie-drobiazgowo.html' title='idiotycznie drobiazgowo'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5633392280558568036</id><published>2009-04-04T17:51:00.009+02:00</published><updated>2009-04-05T11:49:09.668+02:00</updated><title type='text'>oswojona dziwność</title><content type='html'>pentorowo. wkręcam się znów w wir pracy. zarobkowej pracy, zarobkowej. bo to warte podkreślenia. nic tak bardziej bowiem nie wkręca człowieka, jak przelotne miłostki i/lub pieniądze. ja pracuję bynajmniej nie z miłości.&lt;br /&gt;chociaż pentor, przyjemna dosyć rzecz. aczkolwiek, no naprawdę, nic mnie chyba nie jest w stanie w tej pracy już zaskoczyć. ach, nie ma to jak rutyna, nie ma to jak oswoić dziwność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;za to nigdy na brak wrażeń nie mogę narzekać, gdy się spotykam z koszmarkiem równie dobrze znanym mi. zawsze mogę liczyć z jej strony na jakieś adekwatnie absurdalne pomysły do jej absurdalnego sposobu bycia. oj tak, jednego czego nie można koszmarnej zarzucić, akurat w tym względzie, to właśnie braku konsekwencji.&lt;br /&gt;zaskakująco, może nawet bardziej, inspirująco, ale i zmuszająco do refleksji. to chyba przy niej najbardziej się zestarzałem.&lt;br /&gt;ale cóż, tak czy owak, hitchcock w plenerze, to chyba jedna z tych rzeczy, które za wynik frywolnej inspiracji czerpanej z absurdu, można by właśnie uznać. stąd może żem jeszcze nie taki stary, na jakiego czasem wyglądam. bynajmniej nie o moją fizjonomię chodzi.&lt;br /&gt;ponuro, mimo starań, jednak nie było, no to ustalmy. jedyne, co w tym wszystkim ponurego było najbardziej, to chyba masakra serka w czeluściach wilczego gangu, no i może ci wszyscy smutni ludzie, pseudospracerowicze, zewsząd się pałętający, pośród wielkomiejskiego zgiełku swe miejsce odnaleźć próbujący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, coraz niebezpieczniej. ale tutaj o tym wciąż nie będzie. pentorando. prando i biegando, to z kolei czynności zaplanowane i zrealizowane na dziś. może poza tym ostatnim, jak na razie, ale i to już raczej tylko kwestia czasu. gdzie mi się zwykle podziewały soboty? nie wiem. dziś okryłem je na nowo. tyle rzeczy pożytecznych można zrobić. hueh. zakakujące ale i smutne.&lt;br /&gt;i nie, wcale nie jestem racjonalny. ja tylko racjonalnie staram się planować. teoria a praktyka, to zawsze dwie osobne bajki. a planuję, bo życie mnie tak nauczyło i uczy wciąż. tyle. i nic poza tym. ot, podejście nie ugruntowane jednak za bardzo w praktyce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5633392280558568036?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5633392280558568036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/oswojona-dziwnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5633392280558568036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5633392280558568036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/oswojona-dziwnosc.html' title='oswojona dziwność'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-7008145782486175283</id><published>2009-04-03T01:25:00.002+02:00</published><updated>2009-04-03T01:57:09.032+02:00</updated><title type='text'>żeby nie było</title><content type='html'>żeby nie było, blogu nie ubyło, posta zamieszczam, dziś kolejnego.&lt;br /&gt;co do wczoraj to fortepian i zrycie w berecie. ludzie niekiedy naprawdę chorują z powodu swoich pasji. i to jest złe. z drugiej jednak strony, ludzie przynajmniej życie swoje przeżywają. gorzej jeśli przez fakt swojej pasji, życie to mają utracić. oj tu już znacznie gorzej. nie o to też przecież chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś zreflektowałem się, że mija już drugi tydzień, jak restuję. aż dziw. nie sądziłem, że uda mi się tyle bez wspinu wytrzymać. a poszło nawet łatwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, tir killer zabójca. okazuje się, że naczepa, jako nienaturalne przedłużenie męskości, w niewystarczający sposób poskramia kompleksy kierowcy, który dziś na daniłowskiego w tak bezczelny sposób musiał mi pokazać, kto rządzi na drodze. oczywiście ten co większy i silniejszy. jakbym nie wiedział... ajj. kiedyś i ja kupię swoje uzi ;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;potem już tylko wuteesowy sitcom i pentorowski kam bek. wieczorem w drodze do mekki ustałem w miejscu, czytaj zostałem w domu. nieobce za to jest mi doświadczenie, które tak wielu dzisiaj starało się usilnie przeżywać, a nawet i na ulicach i na sposób iście kolektywny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na koniec spanie, ale nim to, wstrzymuję oddech i przez chwil parę, rozkoszuję się zapachem pikantnego powietrza, które wdziera się do gardła rozgrzewając, kto wie jak bardziej, czy od środka, czy od zewnątrz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-7008145782486175283?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/7008145782486175283/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/zeby-nie-byo.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7008145782486175283'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/7008145782486175283'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/04/zeby-nie-byo.html' title='żeby nie było'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3696633125531107593</id><published>2009-03-31T21:22:00.003+02:00</published><updated>2009-03-31T22:08:07.356+02:00</updated><title type='text'>ignorantia</title><content type='html'>czy tylko mnie wkurza używanie przez ludzi skrótów, imion, nazw, których wymawiający - chociaż nie mają ku temu żadnych podstaw by tak przypuszczać nawet - zakładają, że słuchający ich będą wiedzieli, o co / kogo chodzi?!&lt;br /&gt;nie cierpię tego. i to głupie dopytywanie... PeDeKaWueRVał, a co to takiego? i jaki Konstanty Wacław Edek Kredka, ja go znam? czym / kim to coś dla ciebie jest, hęęę? bo chyba nie kumam, o czym mówisz...&lt;br /&gt;a może lepiej zgrywać głupa, udając że wie się o kogo / co chodzi? i udawać zrozumienie przemieszane ze sztucznym zainteresowaniem najlepiej...  bo tak wy-pa-da?&lt;br /&gt;nie, tak nie będę. nigdy. a jeśli już zacznę, to mnie napomnij.&lt;br /&gt;ale nie żebym też pił do kogoś szczególnie, naprawdę nie. ja tak ogólnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym sennie. znów słabo i mało pożytecznie. chyba nie polubię wtorków. i wcale nie dlatego, że muszę tego dnia wcześnie(j) wstawać. najgorsze jest poczucie marnowanego czasu. to ono mi zawsze chyba najmocniej doskwiera. zwłaszcza we wtorki, ysz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3696633125531107593?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3696633125531107593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/ignorantia.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3696633125531107593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3696633125531107593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/ignorantia.html' title='ignorantia'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8808438451505463857</id><published>2009-03-31T01:08:00.005+02:00</published><updated>2009-03-31T01:30:00.945+02:00</updated><title type='text'>statistical package for the social sciences</title><content type='html'>dziś na sprawdzianie z spss'a przydarzyła mi się chyba najwspanialsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć. o jakaż była moja radość, gdy pod koniec zajęć, kiedy już powinienem szykować się do zapisania raportu z prawież półtora godzinnej pracy, mój komputer po prostu zwariował. wirus czy że co. nie wnikam. i mówię tu całkowicie bez ironii. raport mój był mizerny. a na zajęcia miałem nie pójść. aż śmiech, jak zbawiennym może być czasem to, co innym razem w głos przeklinamy. no bo kto lubi jak mu się komp wiesza. ja od dziś będę lubił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kolejny raz też utwierdzam się w przekonaniu, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;czasem &lt;/span&gt;nie ma sensu myśleć nad rozwiązaniem spraw trudnych czy z pozoru beznadziejnych, a zwłaszcza tych drugich. zwłaszcza też, gdy są one takie wcale nie tylko z pozoru. bo życie samo, prędzej czy później, owe rozwiązania przyniesie i tak. i to w dodatku takie, o których byśmy sobie nawet nie śnili.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8808438451505463857?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8808438451505463857/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/statistical-package-for-social-sciences.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8808438451505463857'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8808438451505463857'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/statistical-package-for-social-sciences.html' title='statistical package for the social sciences'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2890838846772274302</id><published>2009-03-30T01:16:00.006+02:00</published><updated>2009-03-30T12:36:36.119+02:00</updated><title type='text'>z pozoru niepoważnych spraw kilka</title><content type='html'>zmasakrowanych pięt ciąg dalszy. jeny, jak mi się dziwnie chodzi.  ciekawe, czy jeździć na rowerze się będzie dało normalnie. bo już bez wspinu, do tego bez roweru, to już bym chyba nie wyrobił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;aha, kurierem rowerowym raczej nie zostanę. choć to wcale nie z powyższego powodu. no chyba że ktoś mi wynajdzie popyt na podobną usługę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, niebezpiecznie. bo niekiedy chcieć to naprawdę móc. i to dopiero ambaras.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wieczorem Koszmarnie, dresowo-walentynkowo, czy jak zwykle zaje-fajnie. loży szyderców reaktywacja. ogólnie jednak, myślę że, zacnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na koniec późno-wieczorna rozkmina i tym razem, niestety, wnioski bardziej przewidywalne, niż by się dało przewidzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;choć powiało też i grozą... pytanie tylko, na ile możemy sobie pozwolić na lekce-ważenie sobie spraw, jakie wokół nas mają miejsce. tym bardziej, że rzadko dzieje się tak, że tylko sprawy dzieją się wokół nas w sposób aktywny, a my stoimy biernie pośrodku, jak ten tępy pal wkopany głęboko w glebę, który nie ma ani pola manewru ani wpływu żadnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;sprawy zatem z pozoru niepoważne, tym bardziej właśnie, staram się traktować poważnie. choć może właśnie tu popełniam błąd. bo i kto by się tego spodziewał...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2890838846772274302?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2890838846772274302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/z-pozoru-niepowaznych-spraw-kilka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2890838846772274302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2890838846772274302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/z-pozoru-niepowaznych-spraw-kilka.html' title='z pozoru niepoważnych spraw kilka'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5657536613527353818</id><published>2009-03-28T20:59:00.005+01:00</published><updated>2009-03-29T11:27:27.039+02:00</updated><title type='text'>się uczę</title><content type='html'>raz kolejny, nabrałem respektu do gór, a pokory do siebie. i za to właśnie kocham góry. bo uczą. uczą tego wiecznie niemądrego i błądzącego człowieka. do tego, czynią to sposób cierpliwy acz stanowczy.&lt;br /&gt;poza tym, śnieg nie jest moją ulubioną formą, a właściwie chyba raczej stanem skupienia, stwierdzam. i nie żeby też deszcze nią był. no ale. na razie mi chyba na długo starczy zarówno jednego jak i drugiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wygląda też na to, że nadal będę się oddawał pewnej 'aktywności'. wszedłem bowiem na pokład. miło. a zatem będę praktykował. na początek poszły mity.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nadal oddaję się również i innym aktywnościom, choć tym już niezwiązanym z dziennikarzeniem, ale również ze sportem, rzec chyba tak można. no i jest też całkiem obserwowalny postęp. a uczymy się w końcu całe życie, więc... może być już chyba tylko lepiej ;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps rozmrażanie lodówki potrafi niekiedy być jak paprykarz szczeciński na deser. potrafi dać tyle radości, ile jesteśmy w stanie zeń wziąć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5657536613527353818?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5657536613527353818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sie-ucze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5657536613527353818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5657536613527353818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sie-ucze.html' title='się uczę'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6898834404632646630</id><published>2009-03-27T00:27:00.003+01:00</published><updated>2009-03-27T00:48:49.379+01:00</updated><title type='text'>sowicie</title><content type='html'>sowicie zamierzam odpocząć. sowicie zamierzam się zmęczyć. sowicie zamierzam się zdystansować. w górach sowich zamierzam to wszystko poczynić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6898834404632646630?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6898834404632646630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sowicie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6898834404632646630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6898834404632646630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sowicie.html' title='sowicie'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-905080578244261739</id><published>2009-03-25T23:24:00.005+01:00</published><updated>2009-03-26T00:12:26.004+01:00</updated><title type='text'>słabo</title><content type='html'>słabo - dziś na konferencji było. słabo - dziś wieczorem się czuję. słabo - to wszystko widzę. albo słabo też - postrzegam siebie, swoje plany na przyszłość, teraźniejszość, whatever. słabo też - czasem postrzegam innych, choć nie zawsze im to mówiąc. ale generalnie to nie do końca tak. to wszystko kwestia odpowiedniego lub nie- relatywizmu. zależy jak wysoko poprzeczkę sobie ustawimy. i jestem tego świadom. kiedy jednak ustawiamy sobie ją zbyt wysoko, a kiedy, pobłażliwie, zbyt nisko. kiedy też popadamy w nihilizm. takie to właśnie dylemaciska mnie dręczą. słaba też jednak moja rozkmina nad tym, więc już się nad tym nie zastanawiam, tylko idę spać. może jutro poprzeczka ustawi się sama na odpowiednim poziomie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;piszę si-wi. podejmuję non-profit, dla siebie. od jutra zaczynam klepać biedę. poza tym sowie wciąż chodzą po głowie. i raczej się już niebawem ja przejdę po nich. do tego spotkanie w kręgu prawdziwych "twardzieli" i z kostką rosołową w tle. parę mądrości życiowych. miejmy nadzieję, że owocujących też czasem w mądry czyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;branoc wszystkim&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-905080578244261739?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/905080578244261739/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sabo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/905080578244261739'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/905080578244261739'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sabo.html' title='słabo'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3935169330833840331</id><published>2009-03-24T16:09:00.004+01:00</published><updated>2009-03-24T17:46:19.493+01:00</updated><title type='text'>się dziwię</title><content type='html'>też tak macie, że czasem kilka bliskoznacznych spraw zbiega się wam ze sobą jednego dnia, jednego tygodnia, miesiąca albo nawet godziny ? mnie się to, mam wrażenie, zdarza aż podejrzanie często. a ostatnio też miałem, nie do końca zresztą zrozumiały, żal do siebie, że próbuję łączyć pewne rzeczy na zasadzie pieczenia dwóch spraw na jednym ogniu. ale co jeśli po prostu tak wychodzi? zastanawiające. no nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś w każdym razie, pewne kwestie związane z 'dziennikarzeniem' tak trochę mi się zbiegły. ale ale, jak mawiał boguś wołoszański, nie uprzedzajmy faktów. bo i nie wiem jeszcze co z tego wyniknie. niby umiem pisać, ale wciąż tkwię w kropce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;że niby z socjologią to jak z religia? tak. tak mi się wydaje. i w tym właśnie problem. albo ją wyznajesz i w każdej dziedzinie życia jesteś jej wierny albo nie. ale może przesadzam. możliwe, możliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, poezja to czad. i tego zdania nie zmienię. podejmę tę próbę pisania, ale zmieniać się nie zamierzam. no i zobaczymy co z tego wyniknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;aha, bo nie wyjaśniłem. chodzi o pewien przykładowy tekst, jaki nadesłałem w pewne miejsce. odpowiedź chyba pozytywna. nic wielkiego, ale zawsze. napiszę o tym może więcej, jeśli wpierw więcej podziałam faktycznie w tym kierunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tymczasem parę słów jeszcze o konferowaniu - się, innych, siebie.&lt;br /&gt;chodzi oczywiście o dzisiejszą konferencję u nas na istytucie. jest kilka opcji, w jaki sposób możemy działać, to pewne. możemy bowiem działać po prostu, dla samego działania, by się popisać, zaistnieć, czy co jeszcze... możemy też działać dla siebie, dla własnego ubogacenia się (tak, lubię to określnie. "ubogadzać się". choć brzydkie. ale za to znaczenie przeokrutnie piękne i zabójcze). możemy też robić coś, prawda, dla innych. tu już mowa o wolontariacie chyba. hueh. tia, tak szczerze, to bardzo wątpię w tę ostatnią z wymienionych działalności. zdarza się nieeezwykle rzadko. no ale mniejsza.&lt;br /&gt;dziwi mnie, naprawdę dziwi mnie taka postawa, która woli zakładać z góry, że coś jest do bani... tu może przejdę jednak na niższy poziom ogólności. ludzie lubią krytykować swoje uczelnie, swoją pracę, instytucje, państwo... ale gdy pojawia się tylko jakaś inicjatywa ze strony owego podmiotu, który jest krytykowany, lekceważy się ją bez zmrużenia oka, ot tak, po prostu, lekceważąc doszczętnie.&lt;br /&gt;może koferencja obyła się bez rewelacji. ale na pewno dała też do myślenia. kto nie był, niech żałuje. albo przynajmniej pod adresem is już nie pluje. lub przynajmniej, nie zarzuca braku inicjatywy.&lt;br /&gt;dziwi mnie też postawa, która deklaruje silne zaangażowanie i związek z przedmiotem, a potem przy pierwsze sposobności, obchodzi się go jak śmierdzącą kupę. tak, przepraszam, postawa nie deklaruje. to ludzie, ludzie...&lt;br /&gt;dziwi to wszystko mnie i pewnie nie tylko mnie. więc koniec już wywodu.&lt;br /&gt;sobie zresztą, niejednokrotnie i niemniej, dziwię się też. więc pokój. nikogo nie zamierzam krytykować. tylko się dziwić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3935169330833840331?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3935169330833840331/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sie-dziwie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3935169330833840331'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3935169330833840331'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sie-dziwie.html' title='się dziwię'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6692065711587195765</id><published>2009-03-23T20:31:00.003+01:00</published><updated>2009-03-23T21:00:07.868+01:00</updated><title type='text'>jak szmata</title><content type='html'>człowiek nie wtedy jest szmatą, kiedy zachowuje się jak szmata, a więc kiedy się szmaci nie dbając o to, lub kiedy inni go za takiego postrzegają, a choćby mieli na to dowody. jeżeli człowiek szmaci się z własnej winy, to chociaż zasługiwałby nawet na to niezbyt zaszczytne miano, nie odczuje tego w ten sposób, nie będzie tego odbierał tak, jak być może nawet powinien. człowiek dopiero wtedy staje się szmatą i odczuwa to dotkliwie, gdy zostanie zeszmacony przez drugiego człowieka. i to bez zrozumiałego dlań powodu. dziś czuję smród.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym jedna wielka gonitwa a może po części ucieczka, sam już nie wiem. mam nadzieję tylko, że nie gonię jak pies własny ogon, bo to już byłaby tragedia i prosta droga do autodestrukcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;basen, płuca na wierzchu. artykuł, wreszcie wysłany. ciapąg pospieszny, prawie pod koła. no i cóż znaczy dzień dobry? czasem nie znaczy nic, okazuje się. albo znacznie więcej jeszcze. sowie chodzą po głowie. no i rest, niestety, rest.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6692065711587195765?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6692065711587195765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/jak-szmata.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6692065711587195765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6692065711587195765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/jak-szmata.html' title='jak szmata'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5613147999463234041</id><published>2009-03-23T00:02:00.001+01:00</published><updated>2009-03-23T00:03:57.751+01:00</updated><title type='text'>prośba</title><content type='html'>jeżeli udajesz, udawaj do końca. jeżeli coś mówisz, robisz, rób to konsekwentnie. jeżeli nie zamierzasz udawać, nie udawaj. jeżeli nie jesteś w stanie zrobić do końca, nie zabieraj się. albo przynajmniej poprzestań na niczym. bo gdy staniesz o jeden krok za daleko, staniesz o jeden krok za daleko. i będziesz tak daleko, że ciężko będzie ci wrócić.&lt;br /&gt;i nie oczekuj ode mnie niczego innego. &lt;br /&gt;taka moja prośba.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5613147999463234041?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5613147999463234041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/prosba.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5613147999463234041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5613147999463234041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/prosba.html' title='prośba'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4336657049048973762</id><published>2009-03-22T02:27:00.004+01:00</published><updated>2009-03-22T02:46:54.348+01:00</updated><title type='text'>symfonicznie</title><content type='html'>dzień leniwy. ale chociaż artykuł prawie skończony. konsultacje. oj konsultacje. błogo.&lt;br /&gt;potem biegando i filharmonija. także dokulturniam się. koncercisko przepięknisko.&lt;br /&gt;ja to jednak wrażliwy gość jestem. powiem to jednak, jeden utwór mnie tak wzruszył, że w moim oku pojawiła się aż łza. nienormalne? nie otarłem jej. jednak z pewnym skrępowaniem udawałem że jej tam nie ma. i chyba to jest naprawdę, mocno, nienormalne.&lt;br /&gt;za to wszystko, w tym i za to spojrzenie, dziękuję ci kszsz.&lt;br /&gt;potem literatka, niezła gratka. może stanąłbym się i jej częstszym bywalcem nawet, no ale cóż. 9 zygla za pilsnera, to ja tyle na eigerze za wjazd płacę. wybór więc prosty. no ale ale, wspinu na razie nima, więc może. muszę zapomnieć o nim, w każdym razie. a o to ciężko.&lt;br /&gt;na razie, funduję sobie krioterapię, jeżdżąc rowerem bez prawej rękawiczki. dobranocnik tymczasem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4336657049048973762?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4336657049048973762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/symfonicznie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4336657049048973762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4336657049048973762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/symfonicznie.html' title='symfonicznie'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5319138035392145788</id><published>2009-03-20T23:47:00.004+01:00</published><updated>2009-03-21T00:24:26.035+01:00</updated><title type='text'>naleśnikarnia</title><content type='html'>łaaaał. sam nie wierzę. post będzie dodany jeszcze przed północą. to się rzadko ostatnio zdarzało. ale cóż, 4 h snu daje o sobie znać jednak. krzyczy że by chciało więcej. jam jednak bezlitosny i obojętny na te wołania. hieh.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ku memu ogromnemu zdziwieniu, nie było żadnego kaca. żadnego.&lt;br /&gt;niemniej jednak, montaż siatki w otwartym oknie, na drugim piętrze, w tym stanie, to chyba nie był najlepszy pomysł. ale dziwne, znów muszę to przyznać, czułem się dobrze. trochę tylko zimno w syry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ale mniejsza. co istotne dziś, to chyba obiad. paradoksalnie i może z deczka przesadnie, to właśnie on, tak tak, obiad stał się chyba najistotniejszą rzeczą spośród całego dnia. a bo i trwał długo. proces przygotowania, a do tego wliczywszy czas przygotowań do przygotowań, na koniec zaś oczywiście samą konsumpję, nooo... trwało to wszystko ładnych parę godzin. a efekt to 22 naleśniki z farszem. i ani jedna bez oliwki. to błąd? że nie jesteś nigdy przygotowanym na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wszelką &lt;/span&gt;ewentualność, a tylko na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;niektóre&lt;/span&gt;? bo do tego chyba zawsze dążyłem. od jakiegoś czasu jednak stwierdzam, że to dopiero jest chyba prawdziwy błąd. zajmować się wszystkimi, a nie tylko niektórymi. ale wracając do jedzenia, czyli meritum tej sprawy. święto naleśnika czy co?! nie, tak wyszło. że tak powiem, obiecałem. no ale i dzielną asystentkę miałem, więc nie było też aż tak hardo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pogrążając się nadal w żałobie, poświęcałem się też w wolnych chwilach innej aktywności, a la wspinaczkowej. bo pisaniem o wspinaniu. to tak dla pewnego przykładu... nie mam czasu tego jednak skończyć. a może zacząć na dobre. sam już nie wiem. brak determinacji, motywacji, konsekwencji a może pewności, przekonania, siebie. nie wiem. ale skończę com zaczął, to pewne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5319138035392145788?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5319138035392145788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/nalesnikarnia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5319138035392145788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5319138035392145788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/nalesnikarnia.html' title='naleśnikarnia'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8927521153916003869</id><published>2009-03-20T05:27:00.007+01:00</published><updated>2009-03-20T19:55:30.766+01:00</updated><title type='text'>się działo</title><content type='html'>się działo. i się wydarzyło. wiele. ale tak to już chyba jest, jak się dzień kończy po piątej ej.em. doba długa się wtenczas wydaje. zobaczymy jutro, hueh.&lt;br /&gt;więc krótko. bom too drunk to fuck. a chyba nawet bardziej.&lt;br /&gt;anyway (nie mylić z amway, znaną chyba wszystkim sektą ekonomiczną), dziś było hardo. a nawet bardziej niż hardo. chyba za bardzo. no ale.&lt;br /&gt;to ja może sprawdzę czy w środku jest już pluta? mała wtopa.&lt;br /&gt;potem wielka dysputa, do której nie można dojść ot tak, bo nic przecie nie 'wychodzi' ot tak.&lt;br /&gt;dalej smutek żal i nostalgia. a to wszystko z powodu kontuzjowanej łapy, naturalnie.&lt;br /&gt;wkw. kliśu i babeczki. prezentejszyn i przelewejszyn. to drugie zwłaszcza, cza pamiętać.&lt;br /&gt;na koniec dnia całkiem spontaniczne bansowanko. i do tego w całkiem niespodziewanym towarzystwie. czebnicka się bawi. bezsennie. a tam, pomimo już tego chamskiego techna, dziwne samcze zwyczaje, że aż mnie samemu wstyd. ktoś podpierdolił browar, ktoś inny się pobił, no prawie że wieś. a nawet gorzej. bo z całym szasunkiem jednak do mieszkańców wsi... koniec i afterpary już  w domu. a to długie i istotne. dbrnc. a raczej, dzień dobry. heh.&lt;br /&gt;się żyję. się wydarza. się, a chyba raczej, sobie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8927521153916003869?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8927521153916003869/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sie-dziao.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8927521153916003869'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8927521153916003869'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sie-dziao.html' title='się działo'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5654421096073582945</id><published>2009-03-19T00:47:00.010+01:00</published><updated>2009-03-19T11:32:21.444+01:00</updated><title type='text'>skasowany</title><content type='html'>nigdy nie miewałem kontuzji. nigdy też nie mówiłem, że nigdy. ale teraz, mogę w końcu sobie na to pozwolić. bo nigdy dotąd. w ciągu pół roku, już po raz drugi, skasowałem sobie ścięgna palca serdecznego. tym razem prawej ręki. pogratulować. ciekawość - nie zawsze wychodzi na zdrowie, stwierdzam. tylko cozzza głupota. żeby na chwytotablicy. achh, panel to jednak zło. ale mój błąd chyba też. hueh. "człowiek uczy się na błędach"... o ironio, dziś rano jeszcze, osobiście broniłem tej tezy. czego tym razem, drugim-już, się więc nauczyłem? człowiek jednak caaałe życie się uczy. obym tylko nie umarł całkiem głupi. a pomyśleć, że jeszcze tydzień temu kazania sulinowi prawiłem. może jednak to, co w skutkach identyczne z konsekwencjami błędu popełnionego, nie zawsze błędem również jest. ale i tak, boli. bardziej niż fizycznie nawet, boli. wiosna już tak blisko, sezon się niebawem rozpocznie, ach...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5654421096073582945?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5654421096073582945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/skasowany_19.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5654421096073582945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5654421096073582945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/skasowany_19.html' title='skasowany'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-759686868984859307</id><published>2009-03-18T01:29:00.004+01:00</published><updated>2009-03-18T02:06:03.275+01:00</updated><title type='text'>życie na dystans?</title><content type='html'>dziś dowiedziałem się, że mogę pozostawać w niemal śmiertelnym zagrożeniu, a ja przecież nawet nie umiem się bić, hueh. zatem nic tylko pozostaje mi "pierdolić to i założyć kominiarę".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, absurdalnie jak zwykle, z tą tylko może różnicą, że po przyjacielsku (a to zawsze raźniej)  i w oparach rewelacji spodziewanych. taak, spodziewanych. ale jednak rewelacji, bo jak wiadomo nie od dziś, bo i życie na to wskazuje, i te są w stanie nas czasem nie lada zaskoczyć i przytłoczyć.&lt;br /&gt;ja jednak powtarzam sobie jak mantrę, że zachowam dystans. ktoś musi. czy tylko uda mi się to, jednocześnie przeżywając. bo niby obie te postawy wzajemnie się wykluczają, i sam żem nawet podobną rzecz dziś wyrzekł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;byłem też dzisiaj w leclercu. z kwadrans chyba stałem i wybierałem carpeta. cóż, wzmożone przygotowania do sezonu trwają. jakie by nie były. eh. niestety nie usatysfakcjonowany jakością, kolorem i wagą carpeta nie zdecydowałem się na żaden.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-759686868984859307?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/759686868984859307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/zycie-na-dystans.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/759686868984859307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/759686868984859307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/zycie-na-dystans.html' title='życie na dystans?'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3914068342693113235</id><published>2009-03-17T01:13:00.005+01:00</published><updated>2009-03-17T01:35:02.193+01:00</updated><title type='text'>sportowiec-ekstremalista pławiący się w luksusie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sb7sAgxjxlI/AAAAAAAAAA0/EbKhNXtq-Z4/s1600-h/IMG_4951ctr60_20%25.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sb7sAgxjxlI/AAAAAAAAAA0/EbKhNXtq-Z4/s320/IMG_4951ctr60_20%25.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313944103885719122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Zdziwienie, zaskoczenie to początek zrozumienia. To specyficzny i ekskluzywny sport i luksus intelektualistów." (José Ortega y Gasset&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, Bunt Mas&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no to się pławię... w luksusie. lecz wątpliwa to dla mnie niekiedy przyjemność. i wątpliwe też moje tutaj zdziwienie. takie po części sztu-czne, bo na potrzeby 'sztu-ki'. masa mnie już tak nie dziwi. mniejszości chyba również. czy więc znak to, że zaprzestaję podejmowania kolejnych prób rozumienia? możliwe. bardzo możliwe. a nawet całkiem celowe. niekiedy. poza tym, ekstremalista ze mnie, że ja pier-dziu! a przynajmniej staram się... zgrywać intelektualistę. bo sumienie mi na inny wariant nie pozwala.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3914068342693113235?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3914068342693113235/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sportowiec-ekstremalista-pawiacy-sie-w.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3914068342693113235'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3914068342693113235'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sportowiec-ekstremalista-pawiacy-sie-w.html' title='sportowiec-ekstremalista pławiący się w luksusie'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_U2YnycV7skU/Sb7sAgxjxlI/AAAAAAAAAA0/EbKhNXtq-Z4/s72-c/IMG_4951ctr60_20%25.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6553187062524529034</id><published>2009-03-15T23:43:00.003+01:00</published><updated>2009-03-15T23:56:10.769+01:00</updated><title type='text'>milcząca</title><content type='html'>czy to jak dużo mówimy, czy to jak wiele nie wypowiadamy, decyduje o tym,  iż można nas uznać lub nie za osobę skrytą, milczącą. to pytanie na dziś.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6553187062524529034?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6553187062524529034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/milczaca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6553187062524529034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6553187062524529034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/milczaca.html' title='milcząca'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-409113861619319258</id><published>2009-03-15T12:33:00.002+01:00</published><updated>2009-03-15T12:35:29.508+01:00</updated><title type='text'>weekendowo problemowo</title><content type='html'>nie ma to jak klasyczny foch. a weekend ma 2 czy 3 dni? odwieczny dylemat. choć istota sprawy w czym innym leży.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-409113861619319258?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/409113861619319258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/weekendowo-problemowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/409113861619319258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/409113861619319258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/weekendowo-problemowo.html' title='weekendowo problemowo'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4237199298250928863</id><published>2009-03-14T22:51:00.005+01:00</published><updated>2009-03-14T23:05:16.751+01:00</updated><title type='text'>nie dla zasady są zasady</title><content type='html'>powiedzmy mały kryzys koncepcyjny. się zastanawiam. może zmienię też pewne zasady.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4237199298250928863?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4237199298250928863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/nie-dla-zasady-sa-zasady.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4237199298250928863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4237199298250928863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/nie-dla-zasady-sa-zasady.html' title='nie dla zasady są zasady'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5821455021017973773</id><published>2009-03-14T01:50:00.002+01:00</published><updated>2009-03-14T01:54:27.990+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>dziś postu nie będzie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5821455021017973773?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5821455021017973773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/dzis-postu-nie-bedzie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5821455021017973773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5821455021017973773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/dzis-postu-nie-bedzie.html' title=''/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5168179780780313302</id><published>2009-03-13T01:37:00.009+01:00</published><updated>2009-03-13T10:47:47.717+01:00</updated><title type='text'>pewne rozczarowanie i pewne niepewności.</title><content type='html'>zawiodłem się. zawiodłem się, w sumie chyba najbardziej, na blogu. na formie. która jak się okazuje, nie jest z całą pewnością najlepszą formą komunikowania się z ludźmi, jeśli w ogóle dobrą. taka kolejna namiastka, ot alternatywna forma komunikacji może, ehh. czy może nawet i dobrą formą jest. ale. ale tylko wtedy gdy - nie poruszasz zbyt ważkich tematów, nie wchodzisz w szczegóły, lub nie używasz zbyt drastycznych, niespodziewanych określeń mogących szokować, dziwić, powodować niezrozumienie... prowokacja zatem to nie zawsze dobra forma komunikowania się z ludźmi. oj nie. ostatnio przekonałem się o tym na własnej skórze. poza tym, również ironizując trzeba uważać. ryzyko bowiem, że owa ironia nie zostanie wykryta, występuje zawsze. ale ale. można i tak. lecz wtedy - albo musisz mieć wszystko i wszystkich głęboko w d**** i nie przejmować się tym, kto co sobie o tobie pomyśli, albo musisz dysponować mega po prostu mega dobrym warsztatem pisarskim, by zawsze mieć pewność, że zostaniesz dobrze odebrany, a i do zresztą pewnie nigdy nie jest rzeczą do końca pewną. mnie, na szczęście i niestety - nie dotyczy ani jedno ani drugie. a może tylko niestety. mniejsza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;sęk więc w tym, że w konsekwencji tego wszystkiego, chyba dokonam pewnej zmiany... zmiany w swoim podejściu do tego bloga. może zacznę pisać mniej, może inaczej, a skoro mniej i inaczej, to może już lepiej byłoby w ogóle zaprzestać. jeszcze nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/ps/ osobom, które wcześniej czytały mój post z dnia wczorajszego, polecam jego wtórne przeczytanie. nieco go zmieniłem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5168179780780313302?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5168179780780313302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/rozczarowanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5168179780780313302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5168179780780313302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/rozczarowanie.html' title='pewne rozczarowanie i pewne niepewności.'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8079165166194251075</id><published>2009-03-12T01:24:00.010+01:00</published><updated>2009-03-13T10:40:29.323+01:00</updated><title type='text'>refleks-je, a umysł pożera-mnie. [post zmodyfikowany]</title><content type='html'>[ # nowa wersja postu # zmodyfikowana po tym, jak zorientowałem się jak mylnie zostałem odebrany # ]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no tak, bo czasem to aż się boję. czy aby nie za dużo myślę. baa, nawet jestem pewien, że zbyt wiele rzeczy poddaję refleksji. no ale nevermind, w tej chwili przynajmniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;take dwe refle-ksje. dziś mnie naszły. a obie n/t dzieci. i związane z dwiema sytuacjami, jakie dziś mi się przydarzyły. pierwsza, kiedy wchodzę do bramy, jak zwykle z rowerem, a mała dziewczynka przytrzymuje mi drzwi. (potem dogania tatę, który nawet się nie obejrzał, czy dziecko zdołało za nim wejść do bramy, nim przyciągacz domknął drzwi, a wiecie, domofon, elektromagnes, te sprawy). poczciwa sąsiadeczka. oby takich więcej, myślę sobie. druga, związana już z mniej sympatyczną akcją, kiedy w supermarkiecie jakaś rozbiegana dziewczynka próbuje mnie stratować wózkiem. oczywiście pełnym zakupów (gazet, zabawek, wszelkich gadżetów, które już po chwili widzę, że mama z powrotem odkłada na półki). rozwydrzony bachorek czy tylko głupie, no bo małe i jeszcze-niedorozwinięte.&lt;br /&gt;tiaaa. trzeba przyznać. dzieci są naiwne i złe. a dlaczego? no bo przecież nie dobre. a zbyt głupie by być mądre. jeszcze ich życie nie nauczyło...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ehhh. z pewnością wielu ludzi tak by pewnie powiedziało. a ja mówię, nie ma dzieci złych. są tylko jeszcze nie przystosowane do życia pomiędzy ludźmi. ludźmi dorosłymi - najbardziej upośledzonymi spośród wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[ # nowa wersja postu # zmodyfikowana po tym, jak zorientowałem się jak mylnie zostałem odebrany # ]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8079165166194251075?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8079165166194251075/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/refleks-je-umys-pozera-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8079165166194251075'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8079165166194251075'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/refleks-je-umys-pozera-mnie.html' title='refleks-je, a umysł pożera-mnie. [post zmodyfikowany]'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1459018840144380303</id><published>2009-03-11T01:10:00.005+01:00</published><updated>2009-03-11T12:00:22.172+01:00</updated><title type='text'>takie są skutki picia wódki</title><content type='html'>3,5 h snu to stanowczo za mało. za mało by czuć się komfortowo fizycznie, na ciele. stosunkowo komfortowo natomiast czuję się w takich dniach na umyśle. naprawdę. uwielbiam ten stan, bo chyba psychiki mej bardziej to stan, kiedy jestem już po prostu tak zmęczony, że już wszystko mi... no że tak powiem, nie zależy mi tak bardzo, jak zależy i jak się przejmam, tym wszystkimmm, gdy jestem w dobrej kondycji psycho-fizycznej. zwłaszcza zaś tej fizycznej. i może to pewne upośledzenie psychiczne nawet jest, a może też upośledzony jestem na co dzień, hu nołz. kiedy bowiem jestem skrajnie wyczerpany fizycznie, zauważam u siebie, bardzo często, że wiele spraw wydaje się być po prostu prostszymi, nie absorbującymi tak uwagi (nie wnikając już w to, czy absorbować powinny czy nie). pełen, a jeśli nie pełen, to przynajmniej pełniejszy luz, spokój, dystans... do siebie, do innych, do wszystkiego. ach, jakie to piękne czasem. to jakby być pijanym na trzeźwo. a skoro już o pijaństwie... no i ekonomiczne walory takiego stanu są też. jedno piwo i zasypiam ...na podłodze. hueh.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, miało być hindurzenie, w efekcie skończyło się na kuchni i wyciąganiu na światyło dzienne schiz wszelkich i wszelakich. ;] co ogólnie zaliczam jako bardzo pozytywną wymianę doświadczeń, poglądów, etc. poza tym jeszcze, mam wrażenie, że nadużywam słów poza i tym, ale mimo to - i po części na potwierdzenie tych słów tu - użyję ich raz jeszcze. poza tym, najlepszego, staruchu, parówo jedna ty.&lt;br /&gt;dbrnc. mi i Wam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1459018840144380303?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1459018840144380303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/takie-sa-skutki-picia-wodki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1459018840144380303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1459018840144380303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/takie-sa-skutki-picia-wodki.html' title='takie są skutki picia wódki'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-914440340571739965</id><published>2009-03-09T21:42:00.009+01:00</published><updated>2009-03-10T18:04:43.123+01:00</updated><title type='text'>śniadanie być musi!</title><content type='html'>nie ma to jak intuicyjna obsługa internetowych katalogów bibliotecznych. ot dziś np dowiedziałem się, że w katalogach mbp wroc termin &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"dostępny"&lt;/span&gt;  a obok data wcale nie oznaczają, że książka jest dostępna, w tej chwili na półce, gotowa spoczywa do wypożyczenia, lecz przeciwnie, oznacza to że książka obecnie jest &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;niedostępna&lt;/span&gt;, bo jest wypożyczona, ale - jeśli tylko wypożyczający ją obecnie zwróci ją w terminie, to będzie dostępna od dnia, na który wskazuje obok podana data. co więcej, niezła jazda jest też, jak zamawiasz ksiązkę. wpierw tkwi "dostępny", potem chyba "zamówiona", w końcu zaś ma się pojawić "w kolejce"... a wszystko to się zmienia w zależności od tego, kiedy książka wróci do biblioteki. ale nie pytajcie mnie, kiedy, w którym momencie dokładnie status owego egzemplarza ks się zmienia i na jaki, bo kolejność mogłem zaburzyć, a i ogólnie, już w momencie zadawania pytania, jakże przesympatycznej bibliotekarce, się już wtenczas pogubiłem. wiem tylko, że zamówienie wygasa po upływie  siedmiu dni. pytanie tylko, od kiedy liczone są te dni? ano, od momentu, w którym wypożyczający zwróci książkę. a kiedy TO nastąpi? nooo, na to pytanie, to już nawet jamal k. malik nie znałby odpowiedzi. tak, tak, to ten znany już na całym świecie milioner ;) ogólnie dziwno-śmieszno. ale żeby było jeszcze dziwniej, i jeszcze śmieszniej, to ową książkę sobie zamówiłem. to nic, że potrzebuję ją na jutro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a ogólnie to zzzajjazd. i aż żal mi czasem, że nie mam przy mojej ukraince licznika, wiedziałbym bowiem kiedy wyjechawszy równowartość kilometrową równika, istnym fanatykiem roweru stanem się. a bo czujem, że się zbliżam... do symbolicznej liczby czterdziestu tysięcy kaemów ;P zwłaszcza w takie dni jak dziś...&lt;br /&gt;taaak, przesadzam. ale kto wie, jak bardzo. może nie-aż-tak-bardzo.&lt;br /&gt;jak dorosnę, chcę zostać rowerowym kurierem.&lt;br /&gt;no i siup. przyszłość zaplanowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ha! poza tym muszę się pochwalić. nowy rekord. w 14 minut od przebudzenia wyszedłem dzisiaj z domu na pociąg. i oczywiście nie bez śniadania... nigdy bez nie wychodzę. zdążyłem sobie w tym czasie zrobić przepyszne tościaki. i nawet je zjeść - również. ;D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-914440340571739965?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/914440340571739965/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sniadanie-byc-musi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/914440340571739965'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/914440340571739965'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/sniadanie-byc-musi.html' title='śniadanie być musi!'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1389036604826515031</id><published>2009-03-09T01:08:00.010+01:00</published><updated>2009-03-09T01:52:14.397+01:00</updated><title type='text'>dzień, w którym facet ma szanse się wykazać</title><content type='html'>&lt;p&gt;łejk ap in de mornin. małe schizo na trzebnickiej, prawież wygłup. no się nie wykazałem chyba jakoś specjalnie, ale cóż. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;potem w oleśnicy. dzień senny i śpiący. ściślej rzecz ujmując, ja śpiący, przez blisko 3 h, i do tego w samo południe. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;wcześniej żółte tulipany. co by tradycji stało się zadość. i nie, żółty to nie kolor zazdrości. tak przynajmniej wg mnie. tulipany podarowałem swej rodzicielce, najwspanialszej kobiecie, jaką znam, jaką dane było mi poznać i wciąż poznawać. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;gdzieś po drodze, mamma mia i duża ilość popcornu. bez niego chyba nie przebrnąłbym przez abbę. chociaż w sumie film dawał radę. momentami. ale ponoć tylko momenty w życiu liczą się i wpływają na całokształt, więc. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;poza tym, najlepszego wszystkim kobietom, które znam, które wciąż poznaję i które wciąż znam zbyt słabo... bez Was świat nie byłby taki kolorowy. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;ale dość tego romantyzmu. nie lubię romantyzmów od święta. od tego jest przecież jeszcze codzienność. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;poza tym, by się wykazywać, to trzeba mieć przed kim.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;przed snem, komunikuję się jeszcze z kserówką. co z tego, że mówi ona o tak oczywistych rzeczach. moje szumy i tak nie pozwalają mi jej czytać. idę spać. może szumy pozwolą chociaż na to.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1389036604826515031?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1389036604826515031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/dzien-w-ktorym-facet-ma-szanse-sie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1389036604826515031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1389036604826515031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/dzien-w-ktorym-facet-ma-szanse-sie.html' title='dzień, w którym facet ma szanse się wykazać'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3058814352472983768</id><published>2009-03-07T23:20:00.008+01:00</published><updated>2009-03-07T23:47:37.015+01:00</updated><title type='text'>wreszcie nadęta</title><content type='html'>szybka retrospekcja. hmm. hyy-mmyy. a tak, już pamiętam. to może po kolei. co dziś. dziś wizyta w rowerowym, zdradziecka wizyta (bo nie u pana romana). w sumie całkiem fachowa i sympatyczna obsługa tam (zapamiętać). rower wreszcie poskładany, a ja po pachy smarem urąbany (oj żeby tylko staruszek mi jeszcze trochę pochodził, bo sypie się, oj sypie). jakaś zamuła po drodze, no i zerwa. nie ma to, jak dobrze się zmęczyć. na koniec dnia zakupy w jednym z wrocławskich sklepów wielkopowierzchniowych, którego nazwy jednak nie wypowiem. i - nie, mój bank nie daje mi upustu 1%-go od zakupów, gdy płacę kartą. - przynajmniej o ile mi wiadomo. bo chyba zostałem posądzony o chęć uzyskania rabatu od kwoty 6,24 zł. na koniec zagadałem się jeszcze w kuchni z anią, na tematy ważkie i ważniejsze. ale teraz, idę już spać, bo jutro plan wcześnie wstać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3058814352472983768?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3058814352472983768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/wreszcie-nadeta.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3058814352472983768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3058814352472983768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/wreszcie-nadeta.html' title='wreszcie nadęta'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-1442657844234828218</id><published>2009-03-06T21:15:00.003+01:00</published><updated>2009-03-06T21:46:34.459+01:00</updated><title type='text'>fakenszit</title><content type='html'>dziwny stan mnie ogarnia. coś jakby na wzór niespełnionej miłości albo poważnego zawiedzenia się na kimś, kto był mi bardzo bliski. a tak naprawdę, chyba się zawiodłem po prostu na sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś zdałem sobie też sprawę, w sumie nie pierwszy raz, że chyba nie lubię mieć racji. a dokładniej, nie lubię, gdy mi ktoś tę rację przyznaje. co innego bowiem dążyć do przeforsowania swoich racji i chęć, by moje było na wierzchu, by moje racje były uzasadnione, uznane przez innych za prawdziwe. (tu myślę, że nie różnię się pod tym względem ani trochę od innych.) a co innego, gdy już ktoś ci przyznaje rację, lub chociaż nie oponuje. dziwne wtedy milczenie albo korzenie się wręcz człowieka przed tobą. nie lubię takich sytuacji.&lt;br /&gt;co więcej, gdy ktoś nam przyznaje rację, my musimy być świadomi, że bierzemy całą odpowiedzialność, za to co sądzimy + za to, co od tej pory sądzić będą inni. bo ci "inni" właśnie zgodzili się z naszym punktem widzenia, a więc zaadoptowali nasz jako swój. nie wiem, czy każdy jest tego świadom, ale obawiam się że nie. i to mnie boli też. poza tym, boli mnie ciężar, brzemię odpowiedzialności, jakie muszę dźwigać w takich sytuacjach, bo rzeczy, ze swej natury - uważam - nigdy nie są oczywiste i proste, a wręcz przeciwnie - złożone i niejednoznaczne, stąd wolę częściej pozostawiać sprawę (jakakolwiek by ona nie była) jako otwartą, aniżeli jako rozstrzygniętą w ten czy inny sposób. całe szczęście, podobne sytuacje nie przydarzają mi się zbyt często... a właściwie, to niesłychanie rzadko... co jest zresztą zrozumiałe. tak jak to, że każdy dąży do swoich racji ;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, no właśnie. dzień pod znakiem faken szit. niezrealizowanych planów, znaczy się. stąd też pewnie wynika stan, poczucie, jakie mnie ogarnia, a o którym wspomniałem dużo dużo wyżej. plany wypadu w kamieniołom upadły, i to mniej więcej wraz z tym deszczem, jaki spadł zeszłej nocy. całkiem potencjane ryzyko mokrej skały, no i decyzja kolektywnie podjęta. pewnie słuszna. szkoda tylko tego wczesnego wstawania i w efekcie niewyspania. poza tym, byłaby inauguracja sezonu... a tak, nawet na ścianę nie poszedłszy... no cóż, wziąłem się więc w międzyczasie za klejenie dętki. a tu kolejny faken szit. sytuacja już i tak niebezpieczna - bo klejenie trzeciej łaty na tej samej gumie - pogorszyła się w momencie, gdy odkryłem czwartą dziurę. niestety ta tuż przy wentylu, trzeba było zatem sobie czwrtą łatkę odpuścić. szkoda tylko czasu, łatki, no i energii w to wszystko włożonej. a rower rozgrzebany jak leżał na środku pokoju, tak dalej leży, bo w leclercu nie było dętek. może przywiezem jakąś starą nową, połataną, z domu, jak pojadę. ale póki co, lypa.&lt;br /&gt;generalnie zatem, poza jedną sytuacją w ciągu dnia, w której to została mi przyznana właśnież racja (a z której to i tak nie jestem dumny ani na krztę), dzień ogólnie zaliczam za niezbyt produktywny i stojący pod znakiem zapytania z wykrzyknikiem jednocześnie. słowem: fakenszit.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-1442657844234828218?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/1442657844234828218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/fakenszit.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1442657844234828218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/1442657844234828218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/fakenszit.html' title='fakenszit'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-5121534690351348765</id><published>2009-03-05T18:55:00.004+01:00</published><updated>2009-03-05T20:42:56.633+01:00</updated><title type='text'>trzecia ręka</title><content type='html'>z inauguracyjnego wykładu z socjologii edukacji i wychowania:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(...) Postanowiono wówczas też zadać dzieciom pytanie: "czy człowiek ma TRZECIĄ RĘKĘ?";&lt;br /&gt;i jedne dzieci krzyczały, że tak, a inne że nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Bo jedne dzieci pochodziły z Czarnobyla, a inne nie? (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;odpowiedź prowadzącej wykład nie była jednak tak oczywista i zgoła niepodobna do mojej. a generalnie: żal. żenua. i że niewiemcojeszcze. naprawdę nie wiem, skąd oni tę kobietę wytrzasnęli... żeby zacząć różewiczem... skończyć również, poezją... i mówić o uprzedmiotowieniu człowieka w kontekście trzeciej fali tofflerów... na trzecim roku socjologii... gdzie jesteśmy już odpowiednio spaczeni, lekturą marksa i innych wielkich zacnych... nie, nie... i jeszcze ten pan z japońskiej telewizji, nie... i scenarzysta, uoperator, czyktotam z tańca z gwiazdami i programu mam talent, nie, nie... nie wierzyłem, że to się dzieje na moich oczach... żaaaaal. skąd oni tę babkę wytrzasnęli... szkoła przyszłości, no tiaaa... no i pewnie brak mi kindersztuby, bo jestem zapisany do trzech grup jednocześnie. no lol. LOL. a nawet ROTFL. kto nie był, niech żałuję, bo stracił wiele. teatrzyk groteski instytutu socjologii przedstawia. już w następny czwartek... aż chyba pójdę =| bo człowiek się nno nnnorrrmalnie "rozpada". rozpada we wszystkich kierunkach. nie inaczej. tak było... i chociaż to wcale nie moje już słowa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, znów był stach. i wutees, a na nim wielkie, iście prometejskie poświęcenie, no prawie w czas.&lt;br /&gt;w drodzę powrotnej do domu, złapałem gumę. znów. no cóż.&lt;br /&gt;poza tym i tamtym jeszcze, nie jestem głupi. nie na tyle, by słowa przelotnie rzucone brać na poważnie. i głupiego zgrywać też nie zamierzam. chociaż z głupim wyrazem na twarzy niektórym właściwie do twarzy. i może i mnie by było. ale nie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-5121534690351348765?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/5121534690351348765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/trzecia-reka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5121534690351348765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/5121534690351348765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/trzecia-reka.html' title='trzecia ręka'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3530727436476520467</id><published>2009-03-04T21:48:00.005+01:00</published><updated>2009-03-04T22:23:31.059+01:00</updated><title type='text'>dzień bez fascynacji</title><content type='html'>nie żeby społeczne tworzenie rzeczywistości... tak w ogóle, jak i dzieło o tym tytule autorstwa panów: bergera i luckmanna, było rzeczą nie wartą uwagi, mnie nie ciekawiącą, wręcz przeciwnie... jak zwykle, pełen szacunku i pozytywnej ciekawości podchodziłem do kolejnego tekstu, by się z nim intelektualnie zmierzyć... i wszystko fajnie. tyle że już po 15 minutach czytania, zasypiałem nad kserówką - dosłownie i w przenośni. a nawet bardziej - jeśli nie głównie i jedynie - dosłownie. no cóż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś pojechałem na wykład, który się nie odbył. jakiż żal że nie wziąłem jednak ze sobą butów... zatem jednak rest.&lt;br /&gt;w domu zrobiłem sobie hamburgera. tak, tak, to słowo, nie pomyliłem się. dziś na obiad jadłem hamburgera. o mamo. nikt jednak nie przyrządza tak dobrych hamburgierów, jak grzechu. oj tak, pamiętam ten smak, hrvatski smak grześkowych hamburgierów x-]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;postanowione. przed spaniem idę pobiegać. dzień ogólnie zaliczam do jednych z takich, które się przeżywa bez jakiś szczególnych fascynacji. ale znowuż czy życie musi być pełne wrażeń, silnych wrażeń, i do tego na co dzień? raczej nie.&lt;br /&gt;dbrnc wszystkim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3530727436476520467?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3530727436476520467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/dzis-bez-fascynacji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3530727436476520467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3530727436476520467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/dzis-bez-fascynacji.html' title='dzień bez fascynacji'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-8292926202612248885</id><published>2009-03-03T16:38:00.013+01:00</published><updated>2009-03-03T18:08:02.433+01:00</updated><title type='text'>nadal wyczyniam</title><content type='html'>dziś to był dopiero wyczyn. a wczoraj - ewenement. położyłem się spać o godzinie 22:30. szok, normalnie szok. w związku z tym, wstałem dziś 6:30 i poszedłem pobiegać. wieczorami biega się lepij, stwierdzam. w każdym razie, chyba wolę.&lt;br /&gt;na uczelni - wartko. na kserze - jak zwykle. stach monopolista je(m)ba(na)ny. (jak są jeszcze zielone - bo lubię.) a staszka - no po prostu nie lubię. w konsekwencji czego, jak również i innego (czynnik econo), dziś znów wypisałem papierowy rewers(y) (bo aż dwa).&lt;br /&gt;wieczorem może wpadnie maciek, pohytamy razem sharp end-a.&lt;br /&gt;i na tym może poprzestanę. co by, dla równowagi, dziś było krótko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-8292926202612248885?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/8292926202612248885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/nadal-wyczyniam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8292926202612248885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/8292926202612248885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/nadal-wyczyniam.html' title='nadal wyczyniam'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-6066859156794359672</id><published>2009-03-02T19:58:00.011+01:00</published><updated>2009-03-03T22:01:43.236+01:00</updated><title type='text'>by życiem żyć</title><content type='html'>dziś wstałem o 7 :20 i zaliczam to sobie w kategoriach: wyczyn. szczególnie w odniesieniu do poprzedniego tygodnia, dwóch patrząc. jędrzej, maciek, generalnie wspin - to była ta motywacja. wszak nieodzowna, by życiem żyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;faken szit. (to moje nowe ulubione słowo, notabene. właściwie wyrażenie, określenie, a może związek frazeologiczny, kto wie. prostackie? moooże. ale i tak mi się podoba ;P) no więc faken szit po raz pierwszy. kiedy nie zdążyłem sobie zrobić + zjeść obiadu. zdążyłem tylko zrobić. może jednak warto się czasem pośpieszyć? nieee, nie warto ;P życie nie po to jest by się śpieszyć, życie jest po to by je przeżywać. i tego będę się trzymał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;faken szit po raz drugi. a już myślałem, że dziś na ścianie dowiedziałem się jaki to turkusowy.&lt;br /&gt;- nie, kurwa. to nie ten obok zielonego - oznajmiam. niestety. i to ja miałem rację ;] tamten to był ciemno zielony, a ten obok to oczojebny zielony. po prostu. i żaden z nich - turkusowy... sinokoperkowy? to prędzej. ale to już tego ciemno zielonego chyba tyczyć się miało, tja? ale dzięki i tak, za chęci wytłumaczenia mi. no i za doping ;]&lt;br /&gt;a mądruje się tak teraz, bo eksplorowałem właśnie sieć w poszukiwaniu hasła "turkusowy", za pomocą google rzecz jasna.&lt;br /&gt;jeeee-ju. założę chyba kampanie: "jestem daltonistą i się tego nie wstydzę". hueh.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zmieniła się obsługa w czajce. czy na lepsze. się okaże. zaczął się też nowy przedmiot i nowe gadające głowy. gadają, trują i co tylko. ja też gadam. ale nie "truję". mam nadzieję, jakby co, to mnie o tym powiadomcie niezwłocznie. są pewne rzeczy, których po prostu nie przystoi, uważam. i nie, nie jestem zwolennikiem poprawności politycznej, bo wręcz przeciwnie. no ale. pierwsze ksera, pierwsze komputery, ogólnie powrót do uczelnianej rzeczywistości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-6066859156794359672?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/6066859156794359672/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/by-zyciem-zyc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6066859156794359672'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/6066859156794359672'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/by-zyciem-zyc.html' title='by życiem żyć'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-2880424391254942334</id><published>2009-03-01T23:09:00.003+01:00</published><updated>2009-03-01T23:28:26.816+01:00</updated><title type='text'>entliczek pentliczek żółciutki serniczek</title><content type='html'>dzisiejszy dzień stanął pod znakiem sernika i pierniczków. zaczął się sernikiem, skończył na pierniczkach. także teges. całkiem miło. nie wliczając oczywiście uczucia przejedzenia, ale to już chyba moja wina. tej wędzonej makreli nie dało się oprzeć...&lt;br /&gt;ale oczywiście nie samym żarłem żyje człowiek. było rodzinnie i po przyjacielsku. było też 'jak zwykle', ale były również i chwile niezwykłe. niezwykłe bo chociaż zwykłe, to wiem że szczere i prawdziwe. był też spacer, w towarzystwie. no i ciachmistrz, w tym i w tym. ogólnie to leniwie. acz życzliwie - było też. i to ostatnie pamiętam tylko już.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-2880424391254942334?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/2880424391254942334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/entliczek-pentliczek-zociutki-serniczek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2880424391254942334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/2880424391254942334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/entliczek-pentliczek-zociutki-serniczek.html' title='entliczek pentliczek żółciutki serniczek'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4291755549664953753</id><published>2009-03-01T02:54:00.004+01:00</published><updated>2009-03-01T03:23:20.215+01:00</updated><title type='text'>papierowy rewers</title><content type='html'>dobrze jest mieć zasady. dziś przekonałem się o tym raz kolejny. i przypomnijcie mi o tym, gdybym kiedyś zapomniał albo zapomnieć chciał. historia jednak zbyt długa i zbyt mało pasjonująca, by ją tutaj opowiadać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; generalnie biblioteka uniwersytecka to bida z nyndzom, ale i my na wuenesie, wiele jej nie ustępujemy, dziesięć lat za murzynami pod wieloma względami również stojąc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym, dziś było sprzątanie, trzebnickie sprzątanie (uff, dziś kończy się mój dyżur x]), potem pedałowanie, załatwianie, i w końcu zasłużone wspinanie. na koniec zaś formatowanie, dysku ce, naturalnie że, już w domu, w ole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;godzinę trzecią obserwując na zegarku, myślę że trzeba by pomyśleć o spaniu, póki nie dopadnie mnie żołądka ssanie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4291755549664953753?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4291755549664953753/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/papierowy-rewers.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4291755549664953753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4291755549664953753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/03/papierowy-rewers.html' title='papierowy rewers'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4093839645336387553</id><published>2009-02-27T21:14:00.003+01:00</published><updated>2009-02-27T21:20:52.211+01:00</updated><title type='text'>nie da się uciec od.</title><content type='html'>dziś troje Kont Usuniętych usunęło mnie ze swoich znajomych. to straszne. tracę znajomych. może to byli nawet moi przyjaciele. tego nie wiem. i nigdy się już zapewne nie dowiem. bo nk takiej opcji już nie przewidziała. jakie to smutne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;żeby się nie rozpłakać, włączyłem sobie radio. stwierdziłem że radio eska będzie dobre. dawno nie słuchałem. no i nie pomyliłem się. utrzymując się w konwencji, tak gwałciłem się przez uszy jeszcze przez jakiś kwadrans, po czym odpuściłem, słysząc po raz wtóry-nie licząc już który hasło: karaibska impreska z radjem ezka. dość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wyłączam nk i wyłączam radio. słyszę cichę, czuję pustkę. co by zatem zrobić? wiem, zrobię nic. robię. w międzyczasie zaczynam słuchać franka. zappy franka. stary poczciwy to człek. potem gadu-gadam, gadam, gadam... po drodzę się rozmażam... by gubiąc w ten sposób wątek, wrócić za minut pięć na nk...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i to dopiero jest naprawdę smutne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wychodzę wreszcie pobiegać...&lt;br /&gt;biegnę. nie uciekam. nie da się uciec.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4093839645336387553?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4093839645336387553/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/02/nie-da-sie-uciec-od_27.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4093839645336387553'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4093839645336387553'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/02/nie-da-sie-uciec-od_27.html' title='nie da się uciec od.'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-3775439402560764136</id><published>2009-02-26T20:28:00.004+01:00</published><updated>2009-02-26T20:50:55.926+01:00</updated><title type='text'>parę zmian i starych nowości</title><content type='html'>dziś dodałem zdjęcie i rubrykę "o mnie", chociaż de facto, nie jest wcale o mnie, tylko o blogu. generalnie drobna zmiana. ale polecam przeczytać. zwłaszcza tym, którzy dotąd nie czytali postów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pierwszy dzień dziś na uczelni po przerwie. wporzo. wracamy do projektu na seminarkę. to już nie zabawa, o nie, teraz się zemści, co się zemścić ma. bo wchodzimy w realizację. ale spokojnie, da się jeszcze projekt poprawić, jeszcze jest czas. zgubne myślenie, wiem, ale tak.. tak powiedzmy, sobie tu i teraz. jeden nowy przedmiot, który zapowiada się ciekawie, prowadzący ją pracownik akademicki także. specjalnie tak powiedziałem, żeby nie zabrzmiało jak: prowadząca też interesująca. bo to kobieta, i to też fakt. wts jednak po staremu, rycie w berecie i woda z mózgu - jak to sam szacowny pan doktor lubi powtarzać, gdy mówi o nas, przedmiocie który z nami prowadzi i reakcjach zachodzących w naszych mózgach pod jego wpływem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wieczorem wpada grzegorz, człowiek pracy. może pójdę jeszcze w międzyczasie pobiegać. ktoś chętny? biegam wzdłuż odry, jakby co. można dołączyć. ja się ucieszę. i Tobie wyjdzie to na zdrowie. czy jeszcze Cię nie przekonałem? ;-) no, to tyle na dziś powiedzmy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-3775439402560764136?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/3775439402560764136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/02/pare-zmian-i-starych-nowosci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3775439402560764136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/3775439402560764136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/02/pare-zmian-i-starych-nowosci.html' title='parę zmian i starych nowości'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-4659379992994994236</id><published>2009-02-26T00:05:00.003+01:00</published><updated>2009-02-26T03:01:44.545+01:00</updated><title type='text'>piwo marchewkowe</title><content type='html'>dzień zaczął się późno. i bez śniadania. potem zapisy na wuef. maćko pyta, czemu nie sekcja. bo tak. potem bez obiadu. w końcu kanapki, no i tyle. wieczór miły, no bo wspin. jednak zerwa, a nie eiger. michał, konrad, grzechu, marta. michu "w pogotowiu", córę należycie chowa. konrad baldy wchłania prędko ;-] grzechu fajne przystawuchy pokazuje. marta do trawersu zachęca. powrót na zerwę, powrót do balderów, powrót to semestralnej rzeczywistości, o tak... powrót wreszcie, do zajęć na uczelni. wszak całkiem brand-new semestr letni-razem tym, się jutro, już jutero, rozpoczyna. nie, nie przeżywam specjalnie tego. choć że ujrzę niektóre mordy z dawna nie widziane - cieszę też. mordy, mordki, mordeczki kochane, w tym też. a może zwłaszcza te ostatnie. bo przecież nie tęsknie za... a zresztą nie będę mówił. bo i specjalnie nie ma o kim. nie ma takich ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dobra. na koniec pytanie. ile czasu można zmarnować decydując się na szaleństwo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;bo obiecałem że rozwinę... wątek, sens pytania tegoŻ, próbę odpowiedzi podejmĘ.&lt;br /&gt;dziś o mały włos swoim realistycznym do bólu podejściem nie pozbawiłem kogoś realizacji marzenia. jednak nie pozbawiłem. a marzenie zostało zrealizowane. może więc słuszny był argument mój, że w przypływie czyjegoś optymizmu, idealizmu, marzycielstwa wręcz... potrzebny jest skrajny realizm, popadający w odcienie pesymizmu, u kogoś innego - ot tak, dla równowagi, powiedzmy...&lt;br /&gt;ale wracając do pytania. a raczej próby odpowiedzi. bo odpowiedzi oczywiście nie ma. nie tej oczywistej bynajmniej.&lt;br /&gt;rzecz w tym chyba, że o ile szaleństwo prowadzi do dobrego, każda sekunda opóźnienia w zdecydowaniu się na nie, jest sekundą zmarnowaną. to prawie że aż logiczne. niezdecydowanie jednak może też wzmagać doznania. (tak było np z marchewką, którą zamierzałem zanurzyć dziś w piwie, wciąż się wahając, czy aby w ten sposób na pewno otrzymam piwo marchewkowe, a która w końcu wpadła mi i tak, sama, do kufla. efekt praktycznie żaden. poza tym, że marchewkę zjadłem po, a nie przed - wypiciem piwa. no, może jeszcze że była mokra, no i może przyjemność z picia piwa się nieznacznie zwiększyła, przynajmniej z początku. bo była to - przyznać mi to musicie - rzecz niecodzienna, niebywała, a przez to wręcz niezwykła - picie piwa z marchewką w środku). poza tym drobnym i chyba mało istotnym walorze długiego wahania się, czy podjąć szaleństwo, nasuwa się jednak cała masa negatywnych stron (i dalej: konsekwencji tego...) zbyt długiego zastanawiania się nad tym, czy należy zaszaleć, podjąć próbę zrobienia czegoś, co może uchodzić za niemądre, nierealne, czy głupie, ot choćby. których chyba nawet nie chcę wymieniać, opisywać, bo sami pewnie potraficie je doskonale dostrzec, a ja niepotrzebnie bym rozbudowywał ten post. chodzi mi więc chyba tylko o to, że to pytanie jest ważne, ażeby je czasem wspomnieć, poddać refleksji, gdy zastanawiamy się - nad tym czy szaleć czy nie szaleć?&lt;br /&gt;inną z kolei jest sprawą, że warto się również zastanowić się, co i ile mamy do stracenie. oraz co i ile do zyskania. czy zbyt mało by się aż tak długo wahać, czy tak wiele by nie podejmować ryzyka. a wszystko oczywiście ZALEŻY x-]&lt;br /&gt;[a ty parówko, nie miałeś nic do stracenia, i to również żem ci pisał ;P]&lt;br /&gt;za to ile ja miałem do zyskaaania? aaaach. gdybym się tak stał pierwszym twórcą, przepraszam, nie twórcą, naukowcem, odkrywcą, dzięki któremu ludzkość zawdzięczałaby wynalazek znany pod nazwą: piwo marchewkowe... ;]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-4659379992994994236?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/4659379992994994236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/02/piwo-marchewkowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4659379992994994236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/4659379992994994236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/02/piwo-marchewkowe.html' title='piwo marchewkowe'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3433032298186416958.post-467163082217809047</id><published>2009-02-25T03:17:00.003+01:00</published><updated>2009-02-25T03:31:28.843+01:00</updated><title type='text'>oriana chce banana</title><content type='html'>wtorek. 24 lutego. to nic że jest już de facto środa, że upłynęło jej już ponad trzy godziny. to wszystko nic. a ważne to co się dzieje.&lt;br /&gt;w wielkim skrócie, no bo... no bo tak. 12 uejk ap. korki resorki dżastiny. dwie śmiszne panny z ue. anita, ikea, poduszki czy i kołdyra. problemy z precyzyjnym podaniem geolokalizacji, w drodze, po drodze, a może nie po drodze. wieczór. tu bieganie. mokro śnieżnie dupnie. ale zacnie, i tak miło. potem wielkie gotowanie. i na koniec z kszyszem wielkie wielkie pogadanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3433032298186416958-467163082217809047?l=doginthefridge.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doginthefridge.blogspot.com/feeds/467163082217809047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/02/oriana-chce-banana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/467163082217809047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3433032298186416958/posts/default/467163082217809047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doginthefridge.blogspot.com/2009/02/oriana-chce-banana.html' title='oriana chce banana'/><author><name>o mnie...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01388362779096108536</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
