czy jest na to lepsze słowo? o, na pewno.
tak mnie ostatnio naszło... ostatnio znaczy dokładnie w tym momencie. wybaczcie mi tę dziwaczną mieszaninę nieporadnej elokwencji z brutalną szczerością. wiem, już wiem, że to nie idzie zwykle w parze. nieda się. tak jak poprawności politycznej z wolnością słowa, nie idzie łączyć, a w każdym razie ciężko. tak jak, czystość pieniądza z czystością sumienia, często nieda się, itd., itd... czasem ni d r d, a czasem zwyczajnie inaczej jest ...wygodniej. i korzystniej. ale nie o tym ja tu chciałem.
a o optymizmie...
w szczególności zaś o tym niepoprawnym. zwykle łudziłem się tym ostatnim, że to co jawi mi się jako kompletna porażka, jest niczym innym jak tylko kolejnym, przecież że nie groźnym, a nawet więcej, cennym, bo wzbogacającym mnie doświadczeniem, chwilowym brakiem spójności, tarciem dwóch nie stykających się idealnie powierzchni, drobną różnicą dwóch stron powodującą... konflikt. można się oszukiwać. można i czasem nawet lepiej. po co się smucić. czasem nawet i słusznie, niepotrzebnym jest gaszenie optymizmu, bo może a nóż lada chwila sytuacja się odmieni i faktycznie, oto zaistnieje coś, co jeszcze chwilę temu nie miało szans na zaistnienie! wow. ale czy warto? czas zapierdala do przodu. i to jest fakt. z całą swoją brutalnością, nieuchronnością, systematycznością i wszystkimi innymi powstającymi z powodu jego upływu konsekwencjami. i o ile jeszcze niepoprawny optymizm nie niesie z sobą potencjalnych szkód lub są one nieduże, można się go trzymać. ale gdy stawką jest coś więcej... nie ma się co oszukiwać, mydlić sobie oczu. trzeba wtedy nazywać rzeczy po imieniu. łejk ap. czasem trzeba się zwyczajnie przebudzić. chociaż dłuższy, chociaż o odrobinę dłuższy, sen bywa zwykle bardziej kuszący.
dzisiaj sobie uzmysłowiłem kolejny raz, że pozostawałem przez dłuższy czas w takim stanie. stanie uśpienia, wątpliwie korzystnej sytuacji, dającej jeszcze bardziej wątpliwą nadzieję , stanie złudnym, zachęcającym do nie-nazywania-rzeczy-po-imieniu, stanie który nazwałbym po prostu niepoprawnym optymizmem. drzemanie ma jednak to do siebie że potrafi się niebezpiecznie przedłużyć i przynieść ze sobą negatywne konsekwencje w przyszłości. a czas zapier... wiadomo że nie do tyłu. więc pora się obudzić. zbyt dużo do stracenia, zbyt wiele szkód możliwych do wyrządzenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz