uroczyście nawet, bo w garniturze, zamierzam pomaszerować jutro na egzamin ze współczesnych teorii socjologicznych. wszak nie ma chyba bardziej socjologicznego przedmiotu na tych studiach niźli ten właśnie. kwintesencja tego wszystkiego, czym socjologia jest obecnie, a w każdym razie fundament wszystkiego tego, czym wg niektórych wielkich jest/być powinna.
mniej uroczyście, bo bez zbytnich celebracji, niestety, przygotowywałem się do tego egzaminu. nie licząc przygotowań do koła, na naukę do egzaminu poświęciłem półtora dnia. z czego te pół, to właściwie nie pół, tylko półtorej godziny, w autobusie. miejmy nadzieję, że to się na mnie nie zemści. przynajmniej nie aż tak bardzo. ale znowuż, czy te wszystkie rozważania, bądź co bądź, jednak wokół tego samego przedmiotu, nie były przypadkiem aby toczone na co dzień, na uczelni, w trakcie zajęć, przynajmniej być-powinny? wydaje mi się, że tak. i liczę na to, że były. jak również na to, że te wszystkie dotychczasowe dyskusje nie przetoczyły się jedynie po mojej głowie w sposób bezszelestny i nie pozostawiający śladu, lecz że odbiły i odbijać się jutro zwłaszcza, na egzaminie, będą - głośnym i znaczącym echem... bo za wiele to dziś nie powtórzyłem. hueh. ale jak to mawiają, noc długa... jeszcze trochę do świtania pozostało.
a w sumie, może szacowna doktor szy da jakieś proste pytania. i niepotrzebne nasze wszelkie obawy. ot np przyszło mi takie jedno do głowy... na przykład - podaj ulubioną liczbę alain'a tourian'a. no i co, z pozoru trudne, a kto by nie wiedział? ;P takie trochę półotwarte czy półzamknięte można by zrobić, no i sprawdzało by się szybko... ehh, to może ja już pójdę... doczytać coś o ruchach społecznych i innych takich.
w końcu to ostatni egzam. wypadałoby więc zdać, by móc zacząć oblewać. nie odwrotnie. oblać, by ponownie zdawać. kolejność jednak ma zawsze doniosłe znaczenie... ehhh. wyrtwałości, wytrwałości sobie życzę... na teraz. i systematyczności - jak zwykle, ale to już raczej taki mało-śmieszny żart... - na przyszłość :]
aha, dziś odkryłem w sieci kolejnego demotywatora. jak dla mnie - żal, żal, żal. kreatywność i inwencja twórcza człowieka nie zna chyba jednak granic. a biznes jest biznes. poznaj datę swojej śmierci. ta zachęta, czy też propozycja, niech zatem będzie tym quasi-pozytywnym, bo jednak humorystycznym, bądź co bądź, jak dla mnie przynajmniej, akcentem na koniec tej notki.
a to ludzie jednak nie są aż tak prezentywistycznie nastwieni do życia... hueh.
tak absurdalnie głupie że aż śmieszne. znacie to uczucie?
link do strony zaklęty w jednym ze słów tworzących ten akapit notki. wykorzystując "trzecią rękę" wyobraźni, odkryj sam/a które to słowo.
omg. no i z edukacji dostałem cztery i pół. to też żal. półtorej godziny nauki do tego egzamu. i semestr nie chodzenia na wykłady. to już mówi samo za siebie.
chciałbym i nie-chciałbym, żeby jutro miała miejsce podobna sytuacja. tak... bo już wolę poprawkę. to się chyba nazywa honorowe i ambitne podejście do sprawy. prawdziwie honorowe i prawdziwie ambitne. choć może bardziej honorowe aniżeli to drugie. ściąg oczywiście standardowo nie zabieram.
środa, 1 lipca 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)