piątek, 30 października 2009

KULT owy

gbur znany i lubiany. zdecydowanie kultowy koncert. zdecydowanie i społecznie - fenomen.

czwartek, 29 października 2009

na temat

pisanie notek po pijaku to chyba nie jest dobry pomysł. no ale w końcu zaczynam pisać przynajmniej niedorzecznie. czyli na temat...

istny krach

o nie...

"OGŁOSZENIE

Od godzin rannych w czwartek 29 października do godzin popołudniowych w piątek 30 października będą prowadzone w ICM prace modernizacyjne. W tym czasie modele prognoz pogody nie będą liczone, a w dostępie do stron WWW nastąpią kilkugodzinne przerwy. "

...przeczytałem dziś na chyba najczęściej odwiedzanej przeze mnie stronie www. i co ja teraz zrobię...

wtorek, 27 października 2009

a to Polska właśnie

Słowacja...
Polska...

żeby nie było. nie chcę narzekać. i tak dzieje się coraz lepiej. ale też nie ma tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. czego najlepszym przykładem... niekiedy najbliżsi sąsiedzi.

środa, 14 października 2009

reaktywacja... nie na długo?

czy aż tak bardzo się zmieniłem? czy próba przyniosła efekty? czy może założenie, jakie przyświecało zakładaniu tego bloga, było założeniem od początku błędnym? jedno jest pewne. zmęczyłem się tym blogiem jak cholera. nie wiem czy nie więcej niż pożytku, przyniósł mi on... no może nie szkody, ale zwyczajnie stwierdzam, że pożytek ten nie był nigdy - albo rzadko kiedy - proporcjonalny do wysiłku wkładanego w jego tworzenie.
chociaż pisało się faaajnie. ale. nie sama sztuka dla sztuki, nie samo pisanie dla pisania (które notabene dalekie jeszcze zawsze było od Tej, której tu właśnie umniejszyłem... przyrównując do niej swoją pisaninę....). nie to więc miało być tematem przewodnim i celem samym w sobie, nie to.
nie forma, która nieraz to wykorzystywana była przeze mnie do szyfrowania informacji, dzieląc je na te dla wszystkich i te mające być zrozumiałe dla nielicznych. to zresztą, teraz stwierdzam, było dosyć głupie i nie fair. w końcu czytają wszyscy. poza tym, grozi to zrodzeniem się niebezpiecznej tendencji człowieka do tudzież - zamykania się w czterech ścianach i pisania w odosobnieniu, tudzież - wielokrotnego powtarzania się... czego również nie cierpię. ale może czasem tak trzeba... ehh, mniejsza.

decyzja więc. zamknąć bloga? kontynuować w drastycznie odmiennej formie niż ta dotąd? czy może założyć nowy blog, a ten, lepiej jeszcze, skasować?! nie, nie zrobię tego... jako że nie lubię od niczego, co w moim życiu miało miejsce, stanowczo się odcinać i usuwać z pamięci, nie założę ani nowego ani, tym bardziej, tego nie skasuję. przynajmniej nie na razie. może więc będzie kontynuacja. choć raczej na pewno już - w zmienionej formie i przede wszystkim, charakteryzująca się inną treścią. chociaż pomysł na założenie nowego chodzi mi po głowie też, nie powiem że nie...
czas pokaże.

poniedziałek, 12 października 2009

wziął wolne

blog nie umarł. tylko jest na urlopie...

no jakoś trzeba było zacząć, tak?
choćby nieudolnie, z dupy jakoś.
a powroty po przerwach ponoć są najtrudniejsze.
no nie. bo jednak to samo mówią o początkach-czegoś nowego, o kontynuacjach-czegoś trwającego, o definitywnym kończeniu-czegoś dotychczasowego... nieważne. ludzie różne rzeczy mówią, dużo mówią, a generalnie lubią - jak się nie tłumaczyć, to narzekać.

ja więc żeby, choćby przez tę chwilę, pobyć innym... więcej mówić i głupio się tłumaczyć nie będę.
wystarczy już i tak, że zostałem ostatnio posądzony o nader częste prowadzenie wewnętrznych monologów, to w dodatku na sposób ...iście uzewnętrzniony. co mi, przyznać muszę, choć nie wiedzieć czemu, nawet trochę dopiekło... mimo iż zdawać sobie z tego sprawę, zdawałem oczywiście nie od dziś, że tak mam lub mogę mieć.
ale może czas przestać tłumaczyć to sobie i innym nabytą (czy też co gorsza wrodzoną?) manierą socjologicznej wnikliwości, charakteryzującą się tak przecież specyficznym spojrzeniem, zawsze koniecznie uwzględniającym pełen wymiar, wraz z wszelką-niemal-możliwą-wieloaspektowością, zjawisk postrzeganych, o nawet tych choć-nie-wiem-jak-najprostszych... i czas stać się bardziej konkretnym i mniej wymownym. w końcu też nie wszystko, lub przynajmniej nie zawsze, musi zostać dostrzeżone i wypowiedziane.

tymczasem obiecuję, że już niebawem, niebawem wskrzeszę to, co tu pomarło
oczywiście w miarę mych wrodzonych o jakże ludzkich tylko możliwości.