wszystko się zmienia w zawrotnym tempie. to co dziś niemal pewne jutro staje się dawnymi planami. czy zatem wobec tak zmiennych okoliczności warto cokolwiek i kiedykolwiek planować? myślę, że warto. do wszystkiego jednak podchodzę z ustawicznym już dystansem i powątpiewaniem. stąd może życie mnie już przestało negatywnie zaskakiwać, a czasem nawet i udaje się mu zaskoczyć mnie całkiem pozytywnie. tak jak, po części, dziś. po części jednak tylko, po części.
termin wyprawy stanął pod wielkim znakiem zapytania a uczestnictwo w niej niektórych planowanych dotąd uczestników pod jeszcze większym... lipiec czy sierpień. oto jest pytanie. chciałbym żeby pojechał i wojtas i łukasz. co z tego będzie, czas pokaże.
plany o sponsoringu przez firmę crosso odkładam na daleką przyszłość. hueh. tymczasem, skupiam się na... jak to się zwykło nazywać w kręgach akademickich... a tak, sesji. jest dopiero północ dwadzieścia, mam więc czas.
jutro egzamin. weselicho jednak bez poprawin. a przynajmniej bez naszego, znaczy mojego i izabelki, w nich udziału. są rzeczy ważniejsze. rzeczy których tak się boimy, że chociaż byśmy się ich nie wiem jak bardzo spodziewali, to gdy nas zastają, zaskakują i tak. mam nadzieję, że będzie dobrze. co by nie było. inne poważne rozmowy odkładam więc na później. bo ważne ważniejszemu nie równe.
znalazłem mieszkanie. teraz poszukuję transportu. wyjątkowo, transportu samochodowego. potrzebuję takowy do przeprowadzki, na przyszłą niedzielę bądź tego dnia okolice. czy jest zatem na sali kierowca? najlepiej jeszcze dysponujący autem. zgłoszenia chętnych prosimy kierować na adres itymożeszzrobićdobryuczynekdlazdyba / łamane przez / nielicznajegowdzięczność / wszakbezinteresownapomoctopodstawawdzisiejszymświecie. dziękuję za uwagę. czytał janusz szydłowski.
poniedziałek, 29 czerwca 2009
sobota, 27 czerwca 2009
i hope so ;]
negocjacje milczące
dziwna akcja dzisiaj na wydziale mnie spotkała. pięć minut doktor pe zamarudził nad moim indeksem nim mi wpisał tróję. dziwne milczenie, którego nie przerywałem sądząc, że czas gra na moją korzyść. cóż, pewnie każdemu, nawet najbardziej pewnemu swej oceny prowadzącemu, głupio trochę wpisywać pierwszą tróję w indeks/na kartę, pośród dużo lepszych stopni. bo cóż, fakt, do tej pory szło mi naprawdę nieźle. wynik to pewnie tego, że nie ma w indeksie jeszcze ocen z egzaminów (z których zawsze się gorsze stopnie dostaje, przynajmniej ja tak mam). może jednak też i tego, że zawieszając działalność wspinaczkową, rzeczywiście jakoś dziwnie na wszystko zacząłem mieć więcej czasu i chyba bardziej się zacząłem przykładać do studiów, przygotowań do zajęć, czytaj do czytania (tekstów) właśnież. ale nie o tym chciałem. wkurza mnie to, że prowadzący wchodzą niekiedy w dziwne negocjacje dotyczące oceny. fajnie że konsultują, pytają czy ocena zadowala ale są pewne granice. sprawiedliwa ocena ok, ale nie naciągana. dzisiaj pięć minut (chyba nie przesadzam) stałem w milczeniu nim usłyszałem "no nie, to będzie jednak trzy" i otrzymałem wpis. wkurza mnie ta głupia reprodukcja stypendystów. "a co, stypendium pani/panu przepadnie"? tego typu i inne pytania w ogóle przecież padać nie powinny. bezsensowna wyrozumiałość. nagradzanie a nie bezsensowna reprodukcja. ocena to ocena. winna być obiektywna. a stypendium nagrodą być powinno. a nie że w wyniku litości, łaski, czy czego tam jeszcze... nie umiem się prosić, a przynajmniej nie chcę - o coś, na co zapracować powinienem całym semestrem. co durna prośba może zmienić? nie powinna nic. nie tutaj. dlatego nie zatańczyłem, nie zaśpiewałem, po prostu stałem w milczeniu pięć minut, uśmiechawszy się raz po raz. bo co mam być też śmiertelnie poważny, kiedy sytuacja naprawdę zakrawa o groteskę? wziąłem indeks w kieszeń i wyszedłem dumny, że ja nie z tych, co o stypę walczą, co się dla stopni uczą/płaszczą/na rzęsach i kolanach stają, byleby tylko. status quo zatem powinien zostać utrzymany. i dobrze.
piątek, 26 czerwca 2009
wrocławiaNIN w CIĄGU dalszym
żeby się nie powtarzać, ale też coś jeszcze szrajbnąć na ten temat, to powiem * napiszę krótko. koncercik rewelacja. spontan ogromny, ale w sumie wszystko zagrało, jak trzeba. w sumie założenie, trent rozdaje płyty za darmo, to chociaż pójdę i mu zapłacę za koncert, zupełnie niepotrzebne się okazało. bo po koncercie mam ochotę go jeszcze bardziej dosponsorować, czytaj zakupić płytę. a na następny koncert, jeśli jednak takowy się jeszcze nadarzy, pójde mimo to - a może raczej: tym bardziej. także tego.
[;
w końcu znalazłem mieszkanie. nie wiem tylko jeszcze na jak długo, ale miejmy nadzieję, że na dłużej niż to gwarantowane. w każdym razie, zmuszonym będąc, ale też i ciekawością zmian i nowych doświadczeń powodowany, wyprowadzam się z trzebni. a zmieniam klimaty... znów na całkiem niemalże inne. tym razem, w dodatku, jeśli chodzi o kwestie geolokalizacyjne również. więcej o tym potem może. wielkie jednak uff. od razu człowiek spokojniejszy, gdy ma pewność, że będzie miał gdzie się w lipcu wynieść. no i koniec wreszcie tego żmudnego i jednak kosztownego szukania. bo na telefon to też już ładny ja majątek straciłem.
eiger i piękne krawądkowe wyjścia. mimo iż to tylko panel, to i ciąg i piękny kawał wspinu. się postarali. naprawdę jest co robić teraz na eigerze. wracam w deszczu, burzy, na domiar złego bez świateł i bez
muzy. mimo to, żem usatysfakcjonowany.
a w weekend weselicho. solidne weselicho, bo z poprawinami. rety, ciężko będzie. i bynajmniej nie kaca mam na myśli, choć to może i po części też. ale egzamin z wtsu, ktory już przecież tak blisko, tak niebawem. jutro masa i slajdowisko w wkw, nie wiem co wybiorę. i czy cokolwiek. tak niewiele czasu. a wyprawa... ona też, tuż tuż...
[;
w końcu znalazłem mieszkanie. nie wiem tylko jeszcze na jak długo, ale miejmy nadzieję, że na dłużej niż to gwarantowane. w każdym razie, zmuszonym będąc, ale też i ciekawością zmian i nowych doświadczeń powodowany, wyprowadzam się z trzebni. a zmieniam klimaty... znów na całkiem niemalże inne. tym razem, w dodatku, jeśli chodzi o kwestie geolokalizacyjne również. więcej o tym potem może. wielkie jednak uff. od razu człowiek spokojniejszy, gdy ma pewność, że będzie miał gdzie się w lipcu wynieść. no i koniec wreszcie tego żmudnego i jednak kosztownego szukania. bo na telefon to też już ładny ja majątek straciłem.
eiger i piękne krawądkowe wyjścia. mimo iż to tylko panel, to i ciąg i piękny kawał wspinu. się postarali. naprawdę jest co robić teraz na eigerze. wracam w deszczu, burzy, na domiar złego bez świateł i bez
muzy. mimo to, żem usatysfakcjonowany.
a w weekend weselicho. solidne weselicho, bo z poprawinami. rety, ciężko będzie. i bynajmniej nie kaca mam na myśli, choć to może i po części też. ale egzamin z wtsu, ktory już przecież tak blisko, tak niebawem. jutro masa i slajdowisko w wkw, nie wiem co wybiorę. i czy cokolwiek. tak niewiele czasu. a wyprawa... ona też, tuż tuż...
czwartek, 25 czerwca 2009
yeaahhh! :]
wybornie
warto było. zagrali wszystko to, co 'powinni' i jeszcze więcej. dla mnie rewelacja. soczyste brzmienia, non-stop właściwie muzyka, kontakt z publiką-też ok. byłoby jeszcze świetne szoł, gdyby organizatorzy się trochę nie wyłożyli. bo i na nagłośnienie można by (trzeba by?) jeszcze ponarzekać i na telebimy i aranżację przestrzeni, względy akustyczne, czy przynajmniej te wizualne właśnie, których brakło. ale po co. i tak było wybornie. NIN pierwszy raz w Polsce i to w wielkim stylu. chociaż echoplex, "the remix", zapamiętam chyba na długo ;D
ten ostatni obraz może niezbyt dobra jakość, ale w końcu dźwięk, nie obraz tak się tu liczy. dobra, dźwięk też kaszana, ale. liczy się klimat i chęci... reżysersko-realizatorskie. zresztą, przekaz bardziej w treści niż w formie, tu akurat.
wtorek, 23 czerwca 2009
dwa egzamy... i dwie zmiany...
nieoczekiwane zmiany planów dwie... pierwsza. całkiem poważna i niespodziewana zmiana terminu wyprawy rowerowej. pojedziemy w lipcu. druga. jadę jednak na koncert nin...
poza tym, odebrałem wreszcie swoje słuchawki z naprawy, dokupiłem uszkodzony kabelek... tym samym, udźwiękawiam się ponownie, jak należy. bez słuchawek dwa miechy, bez głośników z miesiąc. dziwnie wszystko się splata i zaczyna tętnić... muzyką...
dokładny termin wyprawy, jeśli zostanie tak, jak na to wszystko wskazuje, że ma pozostać, to 18 lipca-wyjazd. powrót... kto wie. prawdopodobnie coś koło 2-go.
a jednak NIN. i to całkiem niebawem... wypłatę odbiorę jeszcze dziś albo jutro. w każdym razie, jadę. grunt to podjąć decyzję pozbawioną niezdecydowania!
poza tym, odebrałem wreszcie swoje słuchawki z naprawy, dokupiłem uszkodzony kabelek... tym samym, udźwiękawiam się ponownie, jak należy. bez słuchawek dwa miechy, bez głośników z miesiąc. dziwnie wszystko się splata i zaczyna tętnić... muzyką...
dokładny termin wyprawy, jeśli zostanie tak, jak na to wszystko wskazuje, że ma pozostać, to 18 lipca-wyjazd. powrót... kto wie. prawdopodobnie coś koło 2-go.
a jednak NIN. i to całkiem niebawem... wypłatę odbiorę jeszcze dziś albo jutro. w każdym razie, jadę. grunt to podjąć decyzję pozbawioną niezdecydowania!
piątek, 19 czerwca 2009
fotorelacyji ciąg dalszy
obietnicy własnej i sobie danej - dotrzymuję. uff. to chociaż w tym względzie mogę powiedzieć, mam czyste sumienie... fotorelacyji z pamiętnego święta wrocławskiego rowerzysty ciąg dalszy.
;)
;)
całkiem efektowny kicz...
tak krótko podsumowała pokaz wrocławskiej fontanny multimedialnej jedna moja znajoma. ja bym jednak powiedział więcej. i po socjologicznemu. bardzo efektowny przekaz multimedialny wykorzystujący multisensoryczność odbiorcy. czasem przybierający formę wręcz natarczywego, skomasowanego ataku, innym razem bawiącego pojedynczymi, drobnymi wrażeniami rozczulającymi w ten sposób człowieka i zmysł jego wszelki.
w sumie, jednym podobać będzie się jedno, innym drugie. stąd, akurat celowo ułożony repertuar, zakładający różnorodność odbiorców i ich oczekiwań, sprawia że każdemu może się coś w pokazie nie spodobać, każdemu jednak też coś z pewnością spodobać się spodoba.
ogólnie. ciekawa rozrywka, angażująca na raz kilka zmysłów, można się też raz i dwa nawet zachwycić, reagując spontanicznym och tudzież ach. więc generalnie, polecam!
/ps/ dziś wchodzi też nowy repertuar. pokaz, standardowo już chyba, o 22. zamierzam się wybrać.
aa, i żeby nie było. też pozwolę sobie przyspamować, przy tej okazji, wszak ostatnio 'debiutowałem' na jutubie. i właśnie przy tej okazji. a zatem: link pierwszy i link drugi.
czwartek, 18 czerwca 2009
jupijajej joł madafaka
teraz to już prawdziwy ze mnie kozak. nie dość, że na szosie nie będę miał już sobie równych, bo to pewne, jeszcze jak!, he heee... to jeszcze w dodatku, zakozaczyłem w inny sposób. około godziny 18 tej odebrałem paczkę. buty dmt rock + pedały spd pd-m520. tak jak sobie upatrzyłem i wymarzyłem. nic że jutro piszę koło z wtsu, nic że jestem dopiero na blumerze, a touraine, bourdieu i garfinkel jeszcze przede mną, to wszystko to nic. jest godzina 21.30 a ja dopiero skończyłem instalację i regulację bloków, montaż/demontaż pedałów. wts leży. a ja, nadal jaram się jak dziecko. i powstrzymuje żeby zaraz nie zrobić rundki dookoła wrocławia/dzielni/kamienicy przynajmniej. zobaczymy czy my się to powstrzymywanie uda. może jednak to wts silniej o sobie przypomni. swoją drogą, klucz 15tkę musze wyje...wymienić. koooooniecznie(!). zapamiętaj, rafale, nim znów zaczniesz rzucać kurwami. tak, tak, ja też czasem lubię sobie poprzeklinać. z tej okazji, wrzucę może też parę fot, z rowerem w kompozycji. albo nie. bo znów zejdzie kolejne pół, kolejna cała h... a zegar tyka. zrobię to jutro, obiecuję. no dobra, najpóźniej pojutrze.
:]
:]
środa, 17 czerwca 2009
fotorelacja
dla mniej cierpliwych odbiorców moich przekazów, trochę obrazków. fotorelacja z Wrocławskiego Święta Rowerzysty. być może kogoś zainteresuje. pełniejsza relacja tu: rowery.eko.org.pl
najbardziej miarodajny wskaźnik...
wtorek, 16 czerwca 2009
wkręty wykręty, dylemaciska
kiedyś na fotologu zamieszczałem posty, które miały służyć głównie/jedynie podtrzymaniu floga przy życiu (uniknięciu skasowania go przez szeroko-czyli:nie-bardzo rozumiane przeze mnie struktury administracyjne zarządzające miejscem na swoich serwerach). tu mi chyba utrata konta nie grozi. a nawet jeśli... to nie chciałbym pisać >tylko dlatego<. choć żal by też było, gdyby to wszystko zniknęło nagle, sobie, ot tak. jako że historii wymazywać, uważam, nigdy się nie powinno, ani też wpływać na jej kształt, ubarwiać, przejaskrawiać, przemilczać czy jakkolwiek zamazywać. jaka by ona nie była. śmieszna, głupia, dziecinna, zła, naiwna, bezsensowna, czy durna wręcz. to po prostu nasz życiorys. niepowtarzalny, cenny, znaczący. tak istotne przecież Wczoraj dla naszego, może bardziej aktualnego, Dziś.
a jakie jest moje aktualne dziś? pogmatwane, zabiegane, zróżnicowane i humorystyczne, jak zawsze. sesja zbliża się wielkimi krokami. zaliczenia powoli do przodu. z seminarką tylko trochę dymu. podsumowanie i dobry komentarz dla tych trzech lat studiów? chyba tak, sfital, chyba masz rację. prawdopodobnie bardzo błyskotliwa i słuszna uwaga. ja nie tracę jednak dobrego samopoczucia. dobrze? źle? raczej dobrze. z tymże nie na pewno. są inne, ważniejsze... w życiu, żyyyciu... itakdalej. ale czy na pewno.
ostatnio sobie też myślę... że przydałby mi się odwyk. naprawdę... tak mi się wydaje. odwyk od wspinania już miałem. to kontuzja, która mnie zablokowała na dwa okrągłe miechy i ból w palcu, całe szczęście-być może, do dziś zresztą, wyraźnie odczuwalny, który powstrzymywał przed powrotem do regularnych treningów. teraz przydałby się pewnie odwyk od roweru. bo za wiele tego już chyba, momentami.
fakt, realizuje marzenia, planuję robić to, co lubię robić najbardziej, no i robię w końcu to, robię... to wszystko, owszem, brzmi zacnie. ale gdy się miewa wątpliwości co do wagi priorytetów, jakie w życiu się obiera, to nie jest za fajnie. a u mnie wciąż na szalach ważą się: rower, wspinaczka, socjologia. a kolejność, z jaką rzeczy te wymieniam tu, akurat nie całkiem przypadkowa, bo chronologiczna (jakoś trzeba sobie rzeczywistość otaczającą porządkować;)), nic jednak poza tym. wciąż przeżywam olbrzymie dylematy. na rower czy w skały. do ksera czy do topo. na zajęcia czy w sokoły. pociągiem czy rowerem. no dobra, z tym ostatnim to już trochę żart. ale też nie do końca. stąd, tym łatwiejsza wszelka post-racjonalizacja... bo 'przecież są inne ważniejsze rzeczy w życiu'... mogę je traktować zamiennie i nie odczuwać żadnego specjalnie silnego żalu, gdy jedno nie wypali - za bardzo, do końca, czy w ogóle. ehh. coś jak rotacyjny system rekompensacyjny. ale może to co innego... może to właśnie to, co nazywamy szerokim spojrzeniem na sprawę/sprawy wszelakie. i dystans, jakiego nabieramy z czasem, gdy przestajemy się chorobliwie skupiać na jednej tylko rzeczy. eh. ciężko orzec.
enyłej, aktualnie nie mogę się doczekać na dmt-y rock-i, jakie w paczce powinny już chyba do mnie zmierzać. jak i pięknej chwili, kiedy dostanę wreszcie wypłatę i pognam do rowerowego bo swoje wymarzone już schwalbe marathon-y cross-y. hueheheh. taak... przydługa rozkminka zaowocowała w końcu konkretnymi decyzjami. chociaż może nie tyle nawet przydługa tym razem, co w mało odpowiednim momencie pojawiająca się. ale co poradzić. tak to właśnie u mnie - bywa.
a wyprawa na Krym coraz bliżej. koncepcja uległa jednak znacząco zmianie, bo nie wiem czy wspominałem. nie ujrzę Mołdawii, nie zjadę wzdłuż i wszerz Ukrainy, jednak. ale za to krym. krym krym krym. cel główny, w składzie - jak się z ostatnich więcborskich njusów okazuje - aż pięcioosobowym, naszej rowerowej ekipy. ekipy flyingbikers, której reakrtywacja już niebawem.
o skałach natomiast to ja się może nie wypowiem. tylko tyle, że żal. nie tak sobie wyobrażałem ten sezon. jest czerwiec a ja tymczasem... achh. żal, żal, żal. i więcej nic nawet nie napiszę.
a jakie jest moje aktualne dziś? pogmatwane, zabiegane, zróżnicowane i humorystyczne, jak zawsze. sesja zbliża się wielkimi krokami. zaliczenia powoli do przodu. z seminarką tylko trochę dymu. podsumowanie i dobry komentarz dla tych trzech lat studiów? chyba tak, sfital, chyba masz rację. prawdopodobnie bardzo błyskotliwa i słuszna uwaga. ja nie tracę jednak dobrego samopoczucia. dobrze? źle? raczej dobrze. z tymże nie na pewno. są inne, ważniejsze... w życiu, żyyyciu... itakdalej. ale czy na pewno.
ostatnio sobie też myślę... że przydałby mi się odwyk. naprawdę... tak mi się wydaje. odwyk od wspinania już miałem. to kontuzja, która mnie zablokowała na dwa okrągłe miechy i ból w palcu, całe szczęście-być może, do dziś zresztą, wyraźnie odczuwalny, który powstrzymywał przed powrotem do regularnych treningów. teraz przydałby się pewnie odwyk od roweru. bo za wiele tego już chyba, momentami.
fakt, realizuje marzenia, planuję robić to, co lubię robić najbardziej, no i robię w końcu to, robię... to wszystko, owszem, brzmi zacnie. ale gdy się miewa wątpliwości co do wagi priorytetów, jakie w życiu się obiera, to nie jest za fajnie. a u mnie wciąż na szalach ważą się: rower, wspinaczka, socjologia. a kolejność, z jaką rzeczy te wymieniam tu, akurat nie całkiem przypadkowa, bo chronologiczna (jakoś trzeba sobie rzeczywistość otaczającą porządkować;)), nic jednak poza tym. wciąż przeżywam olbrzymie dylematy. na rower czy w skały. do ksera czy do topo. na zajęcia czy w sokoły. pociągiem czy rowerem. no dobra, z tym ostatnim to już trochę żart. ale też nie do końca. stąd, tym łatwiejsza wszelka post-racjonalizacja... bo 'przecież są inne ważniejsze rzeczy w życiu'... mogę je traktować zamiennie i nie odczuwać żadnego specjalnie silnego żalu, gdy jedno nie wypali - za bardzo, do końca, czy w ogóle. ehh. coś jak rotacyjny system rekompensacyjny. ale może to co innego... może to właśnie to, co nazywamy szerokim spojrzeniem na sprawę/sprawy wszelakie. i dystans, jakiego nabieramy z czasem, gdy przestajemy się chorobliwie skupiać na jednej tylko rzeczy. eh. ciężko orzec.
enyłej, aktualnie nie mogę się doczekać na dmt-y rock-i, jakie w paczce powinny już chyba do mnie zmierzać. jak i pięknej chwili, kiedy dostanę wreszcie wypłatę i pognam do rowerowego bo swoje wymarzone już schwalbe marathon-y cross-y. hueheheh. taak... przydługa rozkminka zaowocowała w końcu konkretnymi decyzjami. chociaż może nie tyle nawet przydługa tym razem, co w mało odpowiednim momencie pojawiająca się. ale co poradzić. tak to właśnie u mnie - bywa.
a wyprawa na Krym coraz bliżej. koncepcja uległa jednak znacząco zmianie, bo nie wiem czy wspominałem. nie ujrzę Mołdawii, nie zjadę wzdłuż i wszerz Ukrainy, jednak. ale za to krym. krym krym krym. cel główny, w składzie - jak się z ostatnich więcborskich njusów okazuje - aż pięcioosobowym, naszej rowerowej ekipy. ekipy flyingbikers, której reakrtywacja już niebawem.
o skałach natomiast to ja się może nie wypowiem. tylko tyle, że żal. nie tak sobie wyobrażałem ten sezon. jest czerwiec a ja tymczasem... achh. żal, żal, żal. i więcej nic nawet nie napiszę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


