do wyjazdu w skały jednak nie doszło, ale kłopotliwych pytań i tak nie da się i nawet nie powinno chyba unikać. stąd, całkiem świadomie i sukcesywnie zresztą, kolejnymi pytaniami, przemieniam kłopot w wiedzę. hę. bo właśnie. zawsze pozostaje kwestia dojrzałości do odpowiedzi. ale skoro pytania owe zadaję, znak to już chyba, że odpowiedzi jestem gotów otrzymać. hę. i może nie samo zadawanie pytań jest już znakiem tego, żem gotowy był, ale tego, co z tymi odpowiedziami robię. a nie robię nic. pozwalam nadal życiu płynąć swoim naturalnym tempem. nie ingeruję w nic, po prostu żyję ze świadomością tego czy tamtego. nie dziwi mnie już nic. to powtórzę i tu. a zatem, wiedza taka czy owaka, nie jest dla mnie kłopotliwa, czy tym bardziej szokująca. pytanie tylko czy dla innych nie będzie. stąd rozgłaszać wszystkich podobnych informacji już teraz, tu i teraz, czy gdzieżkolwiek indziej, może lepiej nie będę. i w myśl tego, te na razie zachowam tylko dla siebie. lecz gdy pojawią się osoby pytające, odpowiem. mając tylko nadzieję, że i oni będą do tego gotowi.
eigerowa wymiana uśmiechów. pierwsza zrobiona piętnastometrowa dróżka, która zadowala i bardzo mnie się podoba. intruktorzę ponownie, w poszerzonym gronie tym razem. wracam do ole wieczorem. dwie na trzy nie świecą. czyli nie ma to jak plastikowy szajs ze sprzedaży wysyłkowej. ale następnego dnia udaje mi się wadliwe urządzenie naprawić, montaż, pełna instalacja, wszysto gra. niespodzianka się udaje. niedzielą powrót rodzicielki, wrażeń zza odry kilka. no i nie ma to jak nowe doświadczenie. refleksji na temat wiekowości też parę. w poniedzielnik powrót do wro, miało być z rana i ze ścianą. udaje się tylko pojechać nową trasą, przez jenkowice. i zacna to trasa i godna powtórzenia, niejednego. a o 2 km tylko dłuższa. rower to jest to. na uczelni dowiaduję się o wynikach dwóch kolokwiów. no i jedno do przodu drugie do tyłu. to co do tyłu chętnie o wiele bardziej jednak zaliczę raz wtóry. niebawem, nadzieję i zamiar mam zresztą taki. wieczorem wreszcie udaje się spotkać z kasiullą. po roku chyba nie widzenia. nie zmienia się jednak za zbytnio. wieści o pawełku i knajpie dla vipów. kolorowo, słodowo i tak trochę kartochowo, więc jak zwykle, na koniec dnia jednak dość niezwykle, bo kilo śląskiej od przypadkowo napotkanego przechodnia, którego imienia tu jednak wymawiać chcieć nie chcę. reguła wzajemności uogólnionej, mimo wszystko, w tym przypadku jednak nie zadziała. także tego, przykro mi, panie sahlins. wyjechany powracam a śpię od drugiej. potem wtorek, konferencji to czas, nic jednak nie zaskakuje, już nawet nie organizacja i jej standardowy już brak. wieczorno-nocne z prawie-siostrą gadanie, 'wstrętne gadanie', do szóstej przegadanie, lecz w zgodzie z układem, szczere i zacne więc jednakże. środowe spanie, meczu oglądanie i niestety z powodu okropnej parówki spore rozczarowanie. zaniedbuje ludzi? taka padła hipoteza. do jej sprawdzenia potrzebne jednak poczekanie. na dniach się okaże.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
nareszcie.
OdpowiedzUsuń