sobota, 9 maja 2009

nie marnuj czasu albo on zmarnuje ciebie

stało się niedobrze, oj niedobrze się stało. moja prawa słuchawka zaniemogła. w sumie, to jakby nie dziwi. każda rzecz się przecież zużywa. ale że tragizować nie zacząłem? i w panikę nawet nie wpadłem? o ja nieszczęsny. tak, ten sam nieszczęsny, zawiózł słuchawki następnego dnia do saturna celem reklamacji. miejmy nadzieję, że jeśli nawet nie uwzględnią jej, to że przywrócą szybko słuchawki do sprawności. bo bez nich to jak bez ręki, a przynajmniej, bez jednego ucha... tak więc piątek. wycieczka do mongolii i pięciolitrowe jabłuszko. poza tym, zdecydowałem się w końcu na zoom'y 105tki. grunt to szybka decyzja. jeśli nawet nie trafna... albowiem... - jak mawiał zdzisław i jemu wszyscy podobni, a za których przykładem, to ja, wierny studenciak, wierzący wciąż w wykładaną mu naukę, podążam... a zatem, stwierdzam raz kolejny, że największym błędem jest wstrzymywanie się od podjęcia być-może-błędnej decyzji. wstrzymywanie się zbyt długie. albowiem, idąc też za radą sławetnych już co nie miara chłopaków z kapeli muse zwanej, których muzyki akurat, notabene, no, no, niezbyt no mogę powiedzieć, że lubię... dont łejst jor tajm or tajm łyyl łejst ju, stwierdzam też, raz wtóry, co następuję. że lepiej jest podjąć błędną nawet decyzję i jej potem żałować, aniżeli żałować że się nie podjęło żadnej. tudzież, w opcji też i takiej, myślę - lepiej jest żałować błędnej decyzji podjętej ad hoc, aniżeli decyzji błędnej, nad którą prześlęczeliśmy czasu trochę i jeszcze więcej, a czasem też i - przeszło więcej. ale to takie akurat moje... recepty na spatologizowane percepowanie przeze mnie świata.

wieczorem niebywały grill, niebywałe kino i dość niebywałe towarzystwo. i chociaż może nie taka to aż niezwykłość, co po prostu nie bywałem jeszcze tu czy tam. nie widziałem tego czy tamtego. ale teraz już mogę powiedzieć, radwanice piękna okolica i sąsiedztwo nawet też. gdyby jeszcze nie ten gospodarz, nie te sekrety rodzinne, pozamykane w klatkach i w ogóle całokształt, to powiedziałbym nawet, że ogólnie całkiem pro. obowiązkiem jednak - by utrzymać się w konwencji -  czuję, że pozostaje mi jednak rzec: syf, kiła, i mogiła, a przynajmniej: patologia. czyli dom to, albo może też, ogródek to państwa kkk... że się tak wyrażę. i nazwiskami szastać nie będę. dzień jednak kończy się już nieco bardziej konwencjonalnie, bo rozkminką na temat 'co my tu właściwie robimy'. w sensie w tym miejscu i czasie. czasem była 'nasza młodość'. miejscem: kosz(m)arowa. wnioski jednak szlachetne i nieco optymizmu wlewające. chociaż niejednoznaczne. ach, ale co zrobić, pocieszać się jedynie, że nie tylko my jesteśmy spaczeni... zawodowo spaczeni, zawodowo. a każdy na swój sposób. ach, przepraszam, nie żebym zapomniał. ale tak jakoś chronologii się trzymam, a słowem władam już mniej wprawnie, stąd powtórzyć przyjdzie mi tu się. bo dzień kończy się czymś jeszcze. a rozkminką nad... czym-nie wiem sam. życiem, pewnie znów, życiem...tematem jednak przewodnim capo. jaki ten świat mały. a jaki jeszcze nieśmiały. daje człowiekowi zawsze tyle, ile ten z niego chce brać. czasem też i więcej, ale nie o tym tu teraz bym chciał. pozostańmy teraz przy tym, że zaskakuje, szczęściem mami, szczęściem też obdarza, a poszukujących zawsze wynagradza. ja natomiast odkrywam kolejną rzecz wartą uwagi. też, ugruntowuje się w przekonaniu, że pasje zawsze dobrze jest mieć. tak dobrze, że może nawet lepiej. lepiej niż mieć wszystko inne nawet.

sobota. klasyczny dzień nic nie robienia. jadę do oleśnicy, rowerem. także tą jedną chociaż aktywność tego dnia podejmuję. poza tym, lodówka, lodówka razy dwa. bo zimno. bo głodno. w każdym razie apetyt. i tak kursuje. pokój-lodówka. jakby licząć, że żrąc się rozgrzeję. soczewica dotarła. a pojechawszy przez brzezią, więc pełen standard. o, chociażnie, przepraszam. klasowe raz na trzydzieści, to nie jest standard. miło zatem. coś się dzieje w życiu, które tętni tak blisko przecież mojemu. więc miło. poza tym wielkie prando i strychando. telefon zvoneni. może będzie praca. i to byłoby na razie na tyle. bo żem i tak siekną sobie trochu niedzieli, ale to nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz