wtorek w biegu. referat chyba udany. w każdym razie, nie mogą sobie zarzucić, że się nie przyłożyłem. postarałem się. do 3ciej, a potem, jako że już nie warto było kłaść się spać, do wpół do piątej przesiedziałem na necie. a co. stąd we wtorek trochę śnięty. a potem telefon. jest praca. gonitwy czas start. wypad do ole. prando, piernikando. no i oczywiście strych.
środa. pierwszy dzień pracy na sznurku w tym sezonie. i pierwsza 'mokra' robota. bo okien mycie. mokra ale za to jaka czysta. o jakaż to przyjemność w porównaniu z tą brudną robotą na słupie. czysta przyjemność, czysta... chociaż generalnie rzecz dająca też nieźle w kość. zwłaszcza gdy człowiek robi na metry i się nie oszczędza. wszak grosz tak potrzebny. a jutro repeat. mam nadzieję, że nie będę miał zakwasów.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz