
demotywatorów wiele. oto jeden z nich, mój własny. na którego nieszczęśliwie niedawno natrafiłem.
demotywatory.pl - tę stronkę w każdym razie również polecam.
ale też i motywatorów miałem ostatnio paru. dobre słowo daje czasem większego kopa niż amfa. i broniłbym tej tezy, zapierając się rękami i nogami nawet, gdybym jeszcze tylko doświadczył tego drugiego choć raz. tego drugiego, które akurat świństwem jest, więc może niekoniecznie bym chciał. ale. naprawdę daje kopa. dzięki ci, izzuś kochana. dzięki Wam, wszystkim. nawet jeśli na pochwał tyle żem sobie był nie zasłużył, to jednak motywująco jest dla mnie usłyszeć takie dobre słowo. tak niewiele się go dziś słyszy. i nie chodzi mi wcale o to, by iść przez życie słodząc sobie i dziubkując, przetaczając się przez nie jak w bańce mydlanej, która kiedyś i tak pryśnie i zrobi nam wtedy to bolesna "ała", bo to nie życiowe, naiwne, po prostu głupie. ale czasem, rzeczywiście, dobrze jest usłyszeć "wszystko będzie dobrze", albo "dobrze ci idzie, rób tak dalej, pracuj, pracuj..." ... a powinno ci zacząć dobrze wychodzić - a to już w domyśle. bo różnica w zdaniu "dobrze ci idzie, rób tak dalej, powodzenia, postarasz się i będzie naprawdę dobrze..." a takim: "dobrze ci idzie, świetnie ci idzie, wprost genialnie, emejzing i w ogóle" jakaś jest. nie można nigdy przesładzać. jak i pewnie być skrajnym realistą... którym ja tak często jestem.
ostatnio też zdarzyło mi się usłyszeć, coś co ugasiło mój niepoprawny optymizm. raz też kiedyś pamiętam - fakt, raz tylko jak dotąt mi się to zdarzyło, ale jednak - zdarzyło mi się, że swoim realizmem, życiowym zdawać by się mogło, bo w każdym razie, racjonalnym podejściem do wspomnianego życia, gasiłem skutecznie czyjś optymizm, baa, starałem się wręcz zabić wszelką nadzieję... a potem jednak zdarzyło się inaczej. nadzieja stała się faktem. ale czy to nie wyjątek tylko potwierdzający regułę? pytanie co tak naprawdę jest ŻYCIOWYM podejściem. skrajny racjonalizm. czy skrajny, a przez to - nierzadko, niepoprawny optymizm. oto jest pytanie.
w każdym razie, wracając, co żem zaczął, a by zakończyć wywód swój, ostatnio ktoś drastycznie podgasił mój niepoprawny-być może optymizm. nie było to miłe. powiem więcej, było to bardzo przykre odczucie. i chyba po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, jak niektóre osoby muszą się czuć w mojej obecności niekiedy. za te i inne przykrości zatem, wszystkich Was bardzo serdecznie - przepraszam. ;-)
a wracając do dziennikowych powinności... czwartek. pierwszy dzień poszukiwań nowego lokum. bo chyba mogę już oficjalnie uznać to dzikie polowanie za rozpoczęte. wuteesowo śmiechowo i giddensowska intencjonalność hajty, peeełen więc standard. abstracji niewypowiedzianych i dowcipu nieskończoność - tego wszystkiego, jak można już przyszpuszczać, bez liku. ksera niestety jednak nie przeczytałem, a wiec i w tym przypadku tradycji stała się zadość. stwierdzam też: dobrze dobrze zacząć. jak się zacznie dobrze, większa presja by trwać i prawdopodobieństwo by dobrze skończyć. a jak się od początku zaczyna źle... to i kończy się źle. i źle nam bardzo jest, gdy z tradycją usiłujemy zerwać jeszcze w trakcie.
piątek. uganiam się rowerem to tu, to tam. fotograficznie, ściankowo. moknę parokrotnie. ale decyzji o jeździe rowerem w deszczu nie żałuję. tak jak, gdy zawsze żałowałem, gdy trwożyłem i przesiadałem się na mpk, chcąc uniknąć deszczu i... fanatyzmu. na masę jednak, raz kolejny, nie pojechałem. krytycznie może będzie więc za miesiąc. tymczasem pentor się odezwał. umowę jechać cza podpisać. no i bro. prawie-siostrzane bro.
Masa krytyczna ale bardzo pozytywna tym razem;)na szczęście ani obawy o pogodę ani o przybycie niewielkiej liczby osób nie sprawdziły się:)a szansę na uczestnictwo w rowerowej masie być może będziesz miał wcześniej niż za miesiąc i tu miejsce na polecenie godnej uwagi stronki (którą może już znasz jako rowerowy fanatyk;P)
OdpowiedzUsuńZatem - www.rowerowy.wroclaw.pl
pzdr:)