piątek, 3 kwietnia 2009

żeby nie było

żeby nie było, blogu nie ubyło, posta zamieszczam, dziś kolejnego.
co do wczoraj to fortepian i zrycie w berecie. ludzie niekiedy naprawdę chorują z powodu swoich pasji. i to jest złe. z drugiej jednak strony, ludzie przynajmniej życie swoje przeżywają. gorzej jeśli przez fakt swojej pasji, życie to mają utracić. oj tu już znacznie gorzej. nie o to też przecież chodzi.

dziś zreflektowałem się, że mija już drugi tydzień, jak restuję. aż dziw. nie sądziłem, że uda mi się tyle bez wspinu wytrzymać. a poszło nawet łatwo.

poza tym, tir killer zabójca. okazuje się, że naczepa, jako nienaturalne przedłużenie męskości, w niewystarczający sposób poskramia kompleksy kierowcy, który dziś na daniłowskiego w tak bezczelny sposób musiał mi pokazać, kto rządzi na drodze. oczywiście ten co większy i silniejszy. jakbym nie wiedział... ajj. kiedyś i ja kupię swoje uzi ;]

potem już tylko wuteesowy sitcom i pentorowski kam bek. wieczorem w drodze do mekki ustałem w miejscu, czytaj zostałem w domu. nieobce za to jest mi doświadczenie, które tak wielu dzisiaj starało się usilnie przeżywać, a nawet i na ulicach i na sposób iście kolektywny.

na koniec spanie, ale nim to, wstrzymuję oddech i przez chwil parę, rozkoszuję się zapachem pikantnego powietrza, które wdziera się do gardła rozgrzewając, kto wie jak bardziej, czy od środka, czy od zewnątrz.

2 komentarze:

  1. "Naczepa - przedłużenie męskości" - dobre porównanie.

    "Zrycie w berecie" - czy to nie moje słowa?

    OdpowiedzUsuń
  2. Skandal primo - dwa dni bez niedorzeczności i postów Twoich uważam oficjalnie za stracone ;)

    Skoro zaś kierowca konwencji celnej (czepiam się, cóż) był na tyle nieuprzejmy że swoje 12 czy tam ile kół próbował wepchnąć na Twoje 2... cóż, ostatnio robię się wielkim legalistą, trzeba było wezwać służby dyspozycyjne, czyli klasycznie zadzwonić na pały. Od tego są oni ;)

    OdpowiedzUsuń