dziś dowiedziałem się, że mogę pozostawać w niemal śmiertelnym zagrożeniu, a ja przecież nawet nie umiem się bić, hueh. zatem nic tylko pozostaje mi "pierdolić to i założyć kominiarę".
poza tym, absurdalnie jak zwykle, z tą tylko może różnicą, że po przyjacielsku (a to zawsze raźniej) i w oparach rewelacji spodziewanych. taak, spodziewanych. ale jednak rewelacji, bo jak wiadomo nie od dziś, bo i życie na to wskazuje, i te są w stanie nas czasem nie lada zaskoczyć i przytłoczyć.
ja jednak powtarzam sobie jak mantrę, że zachowam dystans. ktoś musi. czy tylko uda mi się to, jednocześnie przeżywając. bo niby obie te postawy wzajemnie się wykluczają, i sam żem nawet podobną rzecz dziś wyrzekł.
byłem też dzisiaj w leclercu. z kwadrans chyba stałem i wybierałem carpeta. cóż, wzmożone przygotowania do sezonu trwają. jakie by nie były. eh. niestety nie usatysfakcjonowany jakością, kolorem i wagą carpeta nie zdecydowałem się na żaden.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Że niby carpet?
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=wyM4HibS12M
Ahoj!
OdpowiedzUsuńŻe niby Ty nie umiesz (się) bić? Stary, nawet ja tak troszeczkę potrafię, ostatnio przecież Ryszard ode mnie dostał kopala!
A tak serio serioso, to wiesz - moja nie-taka-wątła-klatka-piersiowa nie lęka się zagrożenia, chociażby śmiertelnym było.
Idę już, idę spać, muszę wypróbować pewien wór do spania.
Aloha!