dziś na sprawdzianie z spss'a przydarzyła mi się chyba najwspanialsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć. o jakaż była moja radość, gdy pod koniec zajęć, kiedy już powinienem szykować się do zapisania raportu z prawież półtora godzinnej pracy, mój komputer po prostu zwariował. wirus czy że co. nie wnikam. i mówię tu całkowicie bez ironii. raport mój był mizerny. a na zajęcia miałem nie pójść. aż śmiech, jak zbawiennym może być czasem to, co innym razem w głos przeklinamy. no bo kto lubi jak mu się komp wiesza. ja od dziś będę lubił.
kolejny raz też utwierdzam się w przekonaniu, że czasem nie ma sensu myśleć nad rozwiązaniem spraw trudnych czy z pozoru beznadziejnych, a zwłaszcza tych drugich. zwłaszcza też, gdy są one takie wcale nie tylko z pozoru. bo życie samo, prędzej czy później, owe rozwiązania przyniesie i tak. i to w dodatku takie, o których byśmy sobie nawet nie śnili.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No tak, ale problem zaliczenia pierwszego sprawdzianu w tym semestrze pozostaje u nas obojga nierozwiązany. Bo chyba TRZEBA go zaliczyć. Więc życie wcale takich genialnych rozwiązań nie niesie. Isn't it?
OdpowiedzUsuńskoro już pytasz, czasem niesie. zresztą1, zawsze lepiej mieć chyba samo 3 niż 3 i obok 2. zresztą2, drugi akapit jest już mało związany z pierwszym ;) do zo za tydzień na kole.
OdpowiedzUsuńskoro już odpowiadasz akurat zakończyłem echo question które nie wymaga odpowiedzi ;)
OdpowiedzUsuń