też tak macie, że czasem kilka bliskoznacznych spraw zbiega się wam ze sobą jednego dnia, jednego tygodnia, miesiąca albo nawet godziny ? mnie się to, mam wrażenie, zdarza aż podejrzanie często. a ostatnio też miałem, nie do końca zresztą zrozumiały, żal do siebie, że próbuję łączyć pewne rzeczy na zasadzie pieczenia dwóch spraw na jednym ogniu. ale co jeśli po prostu tak wychodzi? zastanawiające. no nic.
dziś w każdym razie, pewne kwestie związane z 'dziennikarzeniem' tak trochę mi się zbiegły. ale ale, jak mawiał boguś wołoszański, nie uprzedzajmy faktów. bo i nie wiem jeszcze co z tego wyniknie. niby umiem pisać, ale wciąż tkwię w kropce.
że niby z socjologią to jak z religia? tak. tak mi się wydaje. i w tym właśnie problem. albo ją wyznajesz i w każdej dziedzinie życia jesteś jej wierny albo nie. ale może przesadzam. możliwe, możliwe.
poza tym, poezja to czad. i tego zdania nie zmienię. podejmę tę próbę pisania, ale zmieniać się nie zamierzam. no i zobaczymy co z tego wyniknie.
aha, bo nie wyjaśniłem. chodzi o pewien przykładowy tekst, jaki nadesłałem w pewne miejsce. odpowiedź chyba pozytywna. nic wielkiego, ale zawsze. napiszę o tym może więcej, jeśli wpierw więcej podziałam faktycznie w tym kierunku.
tymczasem parę słów jeszcze o konferowaniu - się, innych, siebie.
chodzi oczywiście o dzisiejszą konferencję u nas na istytucie. jest kilka opcji, w jaki sposób możemy działać, to pewne. możemy bowiem działać po prostu, dla samego działania, by się popisać, zaistnieć, czy co jeszcze... możemy też działać dla siebie, dla własnego ubogacenia się (tak, lubię to określnie. "ubogadzać się". choć brzydkie. ale za to znaczenie przeokrutnie piękne i zabójcze). możemy też robić coś, prawda, dla innych. tu już mowa o wolontariacie chyba. hueh. tia, tak szczerze, to bardzo wątpię w tę ostatnią z wymienionych działalności. zdarza się nieeezwykle rzadko. no ale mniejsza.
dziwi mnie, naprawdę dziwi mnie taka postawa, która woli zakładać z góry, że coś jest do bani... tu może przejdę jednak na niższy poziom ogólności. ludzie lubią krytykować swoje uczelnie, swoją pracę, instytucje, państwo... ale gdy pojawia się tylko jakaś inicjatywa ze strony owego podmiotu, który jest krytykowany, lekceważy się ją bez zmrużenia oka, ot tak, po prostu, lekceważąc doszczętnie.
może koferencja obyła się bez rewelacji. ale na pewno dała też do myślenia. kto nie był, niech żałuje. albo przynajmniej pod adresem is już nie pluje. lub przynajmniej, nie zarzuca braku inicjatywy.
dziwi mnie też postawa, która deklaruje silne zaangażowanie i związek z przedmiotem, a potem przy pierwsze sposobności, obchodzi się go jak śmierdzącą kupę. tak, przepraszam, postawa nie deklaruje. to ludzie, ludzie...
dziwi to wszystko mnie i pewnie nie tylko mnie. więc koniec już wywodu.
sobie zresztą, niejednokrotnie i niemniej, dziwię się też. więc pokój. nikogo nie zamierzam krytykować. tylko się dziwić.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No w sumie mnie też diablo dziwi takie olewanie sprawy, totalny rozdźwięk pomiędzy deklarowaną a przyjmowaną postawą, nawet przy założeniu że to wynik słabości systemu, instytucji itp. No bo jak nie są tu po coś... to po co?
OdpowiedzUsuńBtw. Ubogacanie - potworek, neologizm szeroko propagowany przez Prymasa Glempa, nie wiadomo po co.
Zatem tak jak obiecałam pod postem, który przeczytałam będę stawiać gwiazdkę *, a pod postem, którego nie zrozumiałam dwie gwiazdki ** :) A propos 'dziennikarzenia' unikamy: bodajże, bowiem, jakkolwiek, tudzież itd. Zapamiętasz?
OdpowiedzUsuń