łejk ap in de mornin. małe schizo na trzebnickiej, prawież wygłup. no się nie wykazałem chyba jakoś specjalnie, ale cóż.
potem w oleśnicy. dzień senny i śpiący. ściślej rzecz ujmując, ja śpiący, przez blisko 3 h, i do tego w samo południe.
wcześniej żółte tulipany. co by tradycji stało się zadość. i nie, żółty to nie kolor zazdrości. tak przynajmniej wg mnie. tulipany podarowałem swej rodzicielce, najwspanialszej kobiecie, jaką znam, jaką dane było mi poznać i wciąż poznawać.
gdzieś po drodze, mamma mia i duża ilość popcornu. bez niego chyba nie przebrnąłbym przez abbę. chociaż w sumie film dawał radę. momentami. ale ponoć tylko momenty w życiu liczą się i wpływają na całokształt, więc.
poza tym, najlepszego wszystkim kobietom, które znam, które wciąż poznaję i które wciąż znam zbyt słabo... bez Was świat nie byłby taki kolorowy.
ale dość tego romantyzmu. nie lubię romantyzmów od święta. od tego jest przecież jeszcze codzienność.
poza tym, by się wykazywać, to trzeba mieć przed kim.
przed snem, komunikuję się jeszcze z kserówką. co z tego, że mówi ona o tak oczywistych rzeczach. moje szumy i tak nie pozwalają mi jej czytać. idę spać. może szumy pozwolą chociaż na to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz