co zwykle daje nam więcej do myślenia? coś nam dobrze znanego, nam bliższego a przez to i być może lepiej rozumianego? czy też coś, co jest nam znane mniej lub bardzo słabo wręcz, jest nam odległe i stanowić może dla nas pewną egzotykę? z tym pytaniem kładę się spać. odpowiedzi zamierzam udzielić, kiedy się obudzę, by nie stać się w tej chwili zwykłym producentem postów, blogów, chłamów, ów. tego wszystkiego, wiecie...
poza tym nie lubię się śpieszyć.
wersja robocza postu zapisana gdzieś przed trzecią zapewne, teraz - również przed trzecią, tyle że dnia następnego - pora dopisać odpowiedź na pytanie i opublikować co żem wypocił.
odpowiedzi jednak nie będzie. nie jasnej i klarownej, zdecydowanej i upraszczającej przynajmniej. czego można było się spodziewać zresztą.
nie wiem do końca czy postawienie tego pytania mi jakoś pomogło (komuś pomogło? oj chciałbym. żeby chociaż.) ale ja to widzę tak.
coś nam bliższego, a więc sprawiającego że jesteśmy mocniej uwikłani w to co obserwujemy, w czym uczestniczymy lub nie, co się wkoło nas dzieje, powoduje że siłą rzeczy jak gdyby, angażuje to nasze myśli. w tym przypadku, dość jasnym i pojętym zresztą, dochodzimy jednak w swoich refleksjach zwykle do jakiejś peunty. jakkolwiek droga do niej długa by nie była. z czymś co nam mniej znane, jest o tyle trudniej, że wymaga to od nas więcej wyobraźni. mamy jednak więcej do sprawy dystansu, ale za to i mniej potrzebnej wiedzy. rozważania mogą się zatem zakończyć refleksyjnym impasem, poczuciem niezrozumienia, nie prowadzącym naturalnie do żadnych wniosków, pozostawiając jedynie (nieraz nie)zdrową ciekawość.
i tego się chyba najbardziej boję. tej niezdrowej ciekawości i zbyt długiej drogi do peunty. peunty która może niekiedy rozczarować, a nic nam przecież nie przywróci straconego już czasu. to samo się tyczy egzotyki, która również potrafi rozczarować.
tyle o myśleniu i drążeniu spraw rozmaitych.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz